Okno na świat – Internet a zmiany polityczne w Rosji

Andriej Sołdatow, Foreign Affairs, 6 kwietnia 2016

W 2011 i 2012 roku wydarzenia Arabskiej Wiosny i następnie moskiewskie protesty przeciwko powrotowi Putina na prezydencki fotel zmusiły Kreml do zwrócenia większej uwagi na Internet. Od tamtej pory rosyjskie władze reagują na to nowe wyzwanie za pomocą dość tradycyjnego zestawu metod: cenzurują Internet, zmuszają rodzime firmy i producentów treści internetowych do filtrowania cenzurowanej zawartości i szantażują międzynarodowe korporacje takie jak Google, Facebook i Twitter grożąc im, że jeśli nie pójdą na współpracę, dostęp do ich usług na terenie Rosji zostanie zablokowany. Trwa ponadto udoskonalanie ogólnokrajowego systemu elektronicznej inwigilacji danych SORM i zaostrzanie represji. Aby zasiać strach wśród internautów i zwiększyć ich skłonność do autocenzury, zaczęto karać więzieniem publikowanie w Internecie “nieprawomyślnych” komentarzy, tak jak to miało miejsce w przypadku tatarskiego aktywisty Rafisa Kaszapowa, skazanego we wrześniu 2015 roku na trzy lata pozbawienia wolności za skrytykowanie na prywatnym profilu na portalu społecznościowym VKontakte rosyjskiej aneksji Krymu.

Władze Rosji stale bombardują obywateli coraz to nowymi zakazami i represyjnymi ustawami, których celem jest zduszenie swobody w Internecie. Jedna z niedawnych inicjatyw przewiduje kary za propagowanie metod obchodzenia cenzury w Internecie, takich jak system TOR (ponieważ Kreml nie przestaje wierzyć w siłę telewizji, rosyjskich obywateli pozbawiono również dostępu do wielu zachodnich kanałów telewizyjnych, dostępnych przede wszystkich na sieciach kablowych – takich jak BBC, Bloomberg, CNN i MSNBC).

Wiele z tego, co robi Kreml w celu ograniczania wolności w Internecie – inwigilacja, cenzura, zastraszanie, należało do repertuaru organów państwowych jeszcze w czasach radzieckich, dlatego Rosjanie nie traktują tego jako czegoś szczególnego. Dużo większą niespodzianką jest to, że społeczność międzynarodowa odpowiada na te zakusy władz rosyjskich nie mniej staromodną strategią, mianowicie dostarczaniem coraz to nowszych rozwiązań umożliwiających ochronę przed inwigilacją i obchodzenie cenzury. Przypomina to w istocie pracę brytyjskich i amerykańskich inżynierów, którzy w latach II wojny światowej pracowali nad stworzeniem przenośnych radioodbiorników dla ruchów oporu w okupowanej przez nazistów Europie. Tak jak wtedy, tak i teraz głównym celem jest zapewnienie środków bezpiecznej łączności małej grupie technicznie zorientowanych i politycznie aktywnych ludzi, aby mogli oni dalej prowadzić swoją działalność bez ryzyka ingerencji ze strony organów państwowych.

Jednym z takich narzędzi jest system TOR (www.torproject.org), służący do ochrony anonimowości przy komunikowaniu się i wyszukiwaniu informacji w Internecie. Codziennie posługuje się nim w Rosji 220 tysięcy osób, a opracowano go w Laboratorium Badawczym Marynarki Wojennej USA (United States Naval Research Laboratory) na potrzeby amerykańskich szpiegów. Drugi przykład – Psiphon – to bardzo popularna usługa obchodzenia blokad. Stworzona przez niewielki zespół z okolic Toronto, z decyzji amerykańskiej Rady Nadawców (Broadcasting Board of Governors) stała się głównym instrumentem umożliwiającym mieszkańcom krajów, w których Internet jest cenzurowany, dostęp do stron i serwisów finansowanych przez BBG, takich jak Radio Wolna Europa czy Głos Ameryki. W czasach Zimnej Wojny BBG dokładnie tak samo wykorzystywał rozmaite sztuczki, żeby słuchacze za Żelazną Kurtyną mogli słuchać ich audycji radiowych, niezależnie od zagłuszania. Dziś te same media wykorzystują Psiphon, żeby pokonać blokowanie stron (BBC, nawiasem mówiąc, także wykorzystuje Psiphon).

Takie strategie byłyby w pełni wystarczające, gdyby Internet był jedynie zmodyfikowaną wersją tych metod łączności, jakimi posługiwali się radzieccy dysydenci, a tymczasem tu chodzi przecież o wiele więcej. Internet to także – jak zauważa Emily Parker – instrument pomagający „zwykłym obywatelom w przezwyciężaniu iluzji, strachu i apatii”. W świetle tego obecne podejście do walki z jego cenzurowaniem to za mało, bo takie instrumenty jak TOR i Psiphon raczej nie pomogą masom zwykłych użytkowników w walce z problemami, o których mówi Parker. Ochrona bezpieczeństwa cyfrowego kilku tysiącom aktywistów nie jest adekwatną strategią w takim kraju jak Rosja, w którym całkowita liczba użytkowników Internetu wynosi ok. 87 milionów. Radziecki totalitaryzm upadł nie dlatego, że grupka dysydentów otrzymała dostęp do zabezpieczonych środków komunikacji, lecz dlatego, że miliony zwykłych obywateli zapragnęły nagle zostać częścią wielkiego świata.

W dzisiejszych czasach Internet stanowi bodaj najdoskonalsze ucieleśnienie idei globalnej społeczności, a we współczesnej Rosji może odgrywać szczególnie ważną rolę, bo umożliwia zwiększanie poziomu partycypacji zwykłych obywateli w polityce. Sęk w tym, że Rosjanie na ogół nie zdaje sobie sprawy z tych zalet Internetu. Większość z nich, z wyjątkiem zwesternizowanej, wielkomiejskiej inteligencji, styka się jedynie z jego lokalną wersją, ograniczającą się do portalu społecznościowego VKontakte, wyszukiwarki Jandeks i poczty elektronicznej mail.ru.

Dostęp do wielkiego świata utrudnia też coraz bardziej bariera językowa. Wielu rosyjskich internautów, którzy są ciekawi, co o Rosji pisze się na Zachodzie, czyta tłumaczenia artykułów z prasy zagranicznej publikowane na portalu inosmi.ru. Ale ten portal też jest w istocie częścią kremlowskiego imperium propagandowego.

Światowa literatura faktu i filmy dokumentalne również są na ogół niedostępne dla rosyjskich użytkowników. Amediateka.ru – największy w Rosji serwis streamingowy z tłumaczonymi na rosyjski zagranicznymi filmami i serialami – ma tylko 50 tysięcy użytkowników. Netflix pojawił się w Rosji w styczniu 2016 roku, ale i tak większość jego oferty dostępna jest tylko w wersji anglojęzycznej.

Strategie handlowe producentów treści medialnych – od kwestii związanych z prawem autorskim do obsesji niektórych globalnych korporacji na punkcie ograniczania dostępu do danej usługi tylko do obszaru danego kraju – pogłębiają opisane wyżej problemy. Przykład z ostatnich miesięcy: Rosjanie nie mogą oglądać w Internecie nowego serialu BBC „Wojna i pokój”, bo jest on dostępny tylko na terytorium Wielkiej Brytanii.

Nadszedł czas, aby pokazać rosyjskim internautom, co tracą. Zacząć można od uruchomienia rosyjskojęzycznych wersji wydań internetowych anglojęzycznych mediów. Brytyjski dziennik The Guardian już wykonał pierwszy poważny krok w tym kierunku, tworząc na swoim portalu stronę „New East”, na której publikowane są materiały o krajach byłego Związku Radzieckiego dostępne zarówno po angielsku, jak i rosyjsku.

Rosjanie mają już wiele portali internetowych z tłumaczeniami zagranicznych artykułów o Rosji. To, czego nadal brakuje, to przekłady artykułów o wydarzeniach na świecie. Być może teraz, gdy w Rosji panuje kryzys, trudno jest uwierzyć w sens komercyjny takich projektów, ale potencjalne korzyści z rozpowszechniania idei są ogromne.

Technologie tłumaczeń internetowych powinny być oczywiście udoskonalane i promowane przez takich gigantów jak Google, aby użytkownicy Internetu mogli nie tylko czytać zagraniczne materiały, ale też aktywnie dyskutować o nich na forach internetowych, co w przypadku Rosjan czynią obecnie prawie wyłącznie prozachodni inteligencji i prokremlowskie trolle. Należy też przekonać nadawców do zniesienia barier licencyjnych ograniczających dostęp do niektórych filmów czy programów tylko do obszaru pewnych krajów i zamiast tego wprowadzić bardziej zróżnicowaną ofertę usług płatnych. Jeśli wpływ treści cyfrowych ma być maksymalny, nie można ich zamykać w narodowych granicach.

Tekst oryginalny