Dzień zwycięstwa, dzień zadumy

Masza Makarowa, Warszawa, 8 maja 2017 roku:

W dzieciństwie bardzo lubiłam Marka Bernesa, ale nijak nie mogłam zrozumieć, co to za pola „zawisłąsenną”, gdzie leżą Sierożka z Małej Bronnej i Witka z Mohowej. Teraz oczywiście wiem.

Witka, Sieriożka, Fiedia, Aleksiej, Aneczka, Andriej, Wasil, Tania, Wilja, Piotr i jeszcze ponad 20 000 innych, leżących tu, te wasze niezapominajki. Bo jutro jest wasz dzień.

Młodych i starych, dobrych i złych, okrutnych i miłosiernych, wykształconych i niezbyt, z miasta i z kołchozu, Rosjan, Białorusinów, Kazachów, Żydów, Ukraińców i Bóg wie kogo jeszcze. Tych, którzy zostawili w domu dzieci, i tych, którzy nie zdążyli się nawet całować.
I kto wie, co wyście robili przez te długie i straszne 4 lata, jakie grzechy wzięliście na swoje sumienie i czym je odkupiliście. I o czym myśleliście, umierając w styczniu 1945 roku pod Warszawą. Nie wiedzieliście, że do końca wojny pozostało tylko kilka miesięcy. I może nawet nie podejrzewaliście, że nic już nie będziecie mieli – ani wiosny, ani ślubów, ani szklanki świeżego mleka, ani tańców, ani ojczyzny.

To wasz dzień – tych, co przeżyli, i tych, co polegli, stając się ziemią i trawą wtedy, w strasznych latach 1940., tych, co wrócili do domu, zdradzonych przez ojczyznę i wysłanych do łagru, nikomu niepotrzebnych i tych, na których patrzono jak na bohaterów i witano z kwiatami. Bo wy naprawdę byliście bohaterami – ze złamanymi życiami i okaleczonymi duszami.
***

27 milionów poległych – ta liczba zawsze wywoływała we mnie żal, złość i smutek połączone z niemożnością pojęcia, jak tak można było, jak można było zbudować drogę do zwycięstwa z trupów.

A teraz jest nowa liczba, która jest jak uderzenie obuchem w głowę. 42 miliony poległych. To jak 21 Warszaw, ponad trzy Moskwy, 130 Smoleński. 42 000 000 mężczyzn i kobiet, dziewczyn i chłopaków. A ile było okaleczonych żyć tych, którzy przeżyli. Ile złamanych losów tych, których oni przyszli wyzwalać.

To ich dzień. Nie Putina na trybunie i nie przypinających sobie wstążki Św. Jerzego. Nie czołgów i nie gradów na Placu Czerwonym. Nie całej tej patriotycznej bzdury. Nie „możemy powtórzyć” i nie „dziadkowie wojowali”. Naprawdę chcecie to powtórzyć? Chcecie następnych 42 milionów trupów?
***

Na warszawskim cmentarzu jest wielu nieznanych żołnierzy. Ci, których zidentyfikowano, byli z roczników 1924 i 1925. 20-letnie bose chłopaki i dziewczyny, którzy poszli na front i zostali tu na zawsze.

Gratulacje z okazji Dnia Zwycięstwa – strasznego, krwawego, smutnego Zwycięstwa dla was, tych, którzy jeszcze żyją. Dziękuję wam.
Gratulacje dla nas, żyjących. Obyśmy nigdy nie musieli stanąć przed tymi samymi wyborami i decyzjami co oni lub wejść na ich trudne ścieżki. I obyśmy nauczyli się szanować każde ludzkie życie. I nie osądzać innych siedząc na swych wygodnych kanapach. I niech to coś, co w tym dniu ściska za gardło, nauczy nas pamiętać i o dniach zwycięstwa, i o dniach wstydu, gdy nasze czołgi szły po obcej ziemi.

„Jakie rosyjskie kwiaty” – powiedziała moja mama, która akurat zadzwoniła i zobaczyła moje niezapominajki. Oraz warszawski cmentarz. Moja mama nigdy nie miała taty i nigdy nie miała siostry Tani. Bo zabrała ich wojna.
A ja nigdy nie poznałam moich dziadków. Bo zabrała ich wojna.
Dziękuję wam, bezimienni bohaterowie. Gratulacje z okazji waszego Zwycięstwa.
I oby to się już nigdy nie powtórzyło. I oby nie było nowych 42 milionów ofiar.

Przypomnijcie sobie, chłopaki, przypomnijcie
Czy to da się wyrazić słowami
Jak oni szli z siedziby sztabu
Z na zawsze ostrzyżonymi głowami

Tłum. Katarzyna Chimiak

Tekst oryginalny: https://www.facebook.com/masza.makarowa/posts/1541252249218979

Zdjęcie: cmentarz żołnierzy radzieckich w Warszawie, fot. Masza Makarowa.