My nie demonizujemy, my wybielamy

Genri Reznik (ur. 1938), wybitny rosyjski adwokat i obrońca praw człowieka, odszedł z Moskiewskiej Państwowej Akademii Prawa (MGJuA), gdzie wykładał od 2009 roku, ponieważ w budynku tej uczelni pojawiła się tablica pamiątkowa poświęcona Stalinowi. Motywy swej decyzji wyjaśnił dokładnie w notatce, której tłumaczenie prezentujemy poniżej.

Z sondażu Centrum Lewady Rosja i świat dowiedzieli się, że za najwybitniejszego człowieka wszystkich epok i narodów Rosjanie uważają Stalina – tyrana i mordercę. Nie pierwszy raz zresztą tak się stało, pięć lat temu było tak samo. A w 2008 roku Stalin ustępował w oczach Rosjan jedynie Puszkinowi. Dlaczego morderca znalazł się na szczycie rankingu popularności, już całkiem sensownie wyjaśniono. Większość respondentów to bynajmniej nie staliniści czy zwolennicy masowych represji i Gułagu. Dla co najmniej trzech ostatnich pokoleń Stalin to mit o silnym i mądrym władcy. Jego imię to spersonifikowana forma społecznej krytyki, niezadowolenia z obecnego stanu rzeczy.

Ale ja chcę powiedzieć o innym wydarzeniu – lokalnym, mało komu znanym. Około tydzień temu w korytarzu Moskiewskiej Państwowej Akademii Prawa (MGJuA), na ścianie głównej auli, pojawiła się tablica pamiątkowa z inskrypcją: „tu w czerwcu 1924 roku po XIII zjeździe Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików) przemawiał Josif Wassirionowicz Stalin”. Dowiedziałem się o tym wczoraj, nie uwierzyłem i napisałem na Facebooku: „jeśli to nie fake – sprawdzę w poniedziałek – odejdę z MGJuA i już nigdy więcej nie pojawię się w tym budynku.”

Teraz już wiem na pewno: to nie fake. Tablica wisi. Oczywiście, nie jest nowa, tylko wyciągnięto ją z jakiejś piwnicy, gdzie kurzyła się ponad pół wieku po tym, jak zdemontowano ją z budynku Wyższej Szkoły Partyjnej po ujawnieniu zbrodni Stalina na XX i XXII zjeździe Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego.

Dlaczego nie uwierzyłem, że w MGJuA powieszono tę tablicę? Biorąc pod uwagę obecny wewnątrzpolityczny trend mogłem sobie wyobrazić, że coś podobnego mogłoby się pojawić na budynku (w hali) jakiejś fabryki albo byłego komisariatu ludowego, czyli którymś z pomników przeprowadzonej na krwi i kościach chłopów industrializacji. Ale w akademii prawniczej?!

Pierwsze, co zrobił bolszewicki wódz, to pogrzebał prawo. Stalin to masowe pozasądowe organa i represje: komisje specjalne, trojki i dwojki, zalegalizowane tortury, likwidacja niezależnego sądu, zasady domniemania niewinności, zasady procesu skargowego, deportacja całych narodów.Tradycji stalinowskiej „praworządności socjalistycznej” do dziś nie możemy przezwyciężyć. Stalin to antyprawo. I na cześć grabarza PRAWA – głównej wartości współczesnej cywilizacji – ustanowiono pamiątkową tablicę w świątyni nauk prawnych. Ja zatem już dziękuję. Przekroczono granicę. Wypisuję się z grona profesorów MGJuA.

P.S.:
W rozmowie z obywatelami nasz prezydent wygłosił frapujące zdanie, że „nie należy nadmiernie demonizować Stalina”. Czyli, okazuje się, demonizować można – ale nie za bardzo. Gdzie ma przebiegać granica między dopuszczalną i niedopuszczalną demonizacją? Wyjaśniać tego nie ma jednak sensu. Diabła nie można demonizować, bo już jest diabłem. Władze powinna martwić nie demonizacja, lecz wybielanie Stalina. Na górze gra się figurą Stalina w celu powiększania elektoratu, a przecież w kraju są jego następcy – potomkowie łamaczy kości i strażników więziennych, wychowani na kulcie „latarni ludzkości” i nienawiści do wolności i demokracji. Jest ich niemało. Więcej niż dzieci ocalałych ofiar represji. „Odchodzi z wolna ten brązowy, czają się tylko tamci, w gipsie” (Galicz). A jednak już się nie czają, skoro można już ich znaleźć nawet wśród prawników.

Tekst oryginalny: http://echo.msk.ru/blog/reznik_h/2007712-echo/

Tłum. Katarzyna Chimiak

Zdjęcie: Pomnik Stalina na grobie Stalina na Placu Czerwonym, aut. Władimir Fedorenko, Archiwum RIA Novosti, CC BY-SA 3.0