“Zła wiadomość dla Kremla” – komentarze Rosjan po wizycie Donalda Trumpa w Warszawie

Prezentujemy wybór rosyjskich komentarzy do przemówienia wygłoszonego przez prezydenta USA Donalda Trumpa podczas jego oficjalnej wizyty w Warszawie w dniu 6 lipca 2017 r.:

Matwiej Ganapolskij, dziennikarz, aktor, reżyser kinowy i teatralny, komentarz dla radia Echo Moskwy:

Oczywiście, spotkanie Trumpa z Putinem odbędzie się – wątpliwości tutaj nie ma (na szczycie G20 – przyp. red.). Jednakże, prezydent amerykański robi wszystko, aby nie szeptano po kątach na temat jego niejasnej pozycji wobec Rosji. Najprawdopodobniej rozmowa z Putinem będzie miała bardzo wąski zakres tematyczny: Syria, zakazane w Rosji Państwo Islamskie. Możliwe, że i Północna Korea, albo nawet Ukraina. Niemniej, jeśli się w Polsce publicznie mówi o destabilizującej roli Rosji w Europie i świecie, to nie można już w ciemnym kącie przybić piątki Władimirowi Putinowi i wzajemnie rozpływać się w nowej, miłosnej ekstazie.

Słowa dotyczące destabilizującej roli zostały wypowiedziane i nie pozostawiają wątpliwości co do pozycji Trumpa wobec Rosji. Amerykański prezydent stawia ją tutaj w jednym rzędzie z Północną Koreą i Iranem – Putinowi publicznie zaproponowano zwrot w tył. Ale car Rosji nie przywykł do wycofywania się pod naciskiem. Dlatego teraz można śmiało założyć, że miłości nie będzie. Będą jedynie wzajemne wypowiedzi o „wspólnych wysiłkach”, które i tak nie będą realizowane. Przemówienia Trumpa w Polsce udowadniają, że na Rosji – jako na partnerze – postawiono krzyżyk. Sądzę, że obecny amerykański prezydent stanowi pierwszego za naszego życia, któremu Rosja nie jest potrzebna – nie boi się jej; ani jej rakiet, ani jej wpływu. W polskich wystąpieniach, Trump mówi o Ameryce jako o najsilniejszym państwie świata, Europę zaś określa się mianem najwierniejszego sojusznika, pod kątem ekonomicznym i wojskowym. Jeśliby te słowa zostały zaocznie zaadresowane do Putina to nie byłoby źle, byłoby to wezwanie do dogadania się. Jednakże, te słowa zostały skierowane do świata. Trump, wypowiadając je, w ogóle o Rosji nie myślał.

Tekst oryginalny: http://echo.msk.ru/blog/ganapolsky/2013672-echo/

Aleksandr Morozow, politolog, komentarz dla Radia Swoboda:

„Przede wszystkim, to było oczywiście bardzo ostre wystąpienie. To takie swego rodzaju misjonarskie przemówienie. Tramp występował w imieniu „zjednoczonej cywilizacji zachodniej”. Podkreślając kwestię cywilizacyjną, praktycznie w ogóle nie dotknął problemów bieżącej polityki i określał jedynie podstawy „cywilizacyjnej jedności”. Występował jako konsekwentny republikanin, przy czym skrajnie prawicowy: mówił o rodzinie, o tym, że rodzina jest podstawą tej cywilizacji, o wartości wolności i godności jednostki.

Jednocześnie skrótowo opisał główną, strategiczną dla siebie agendę składającą się tylko z trzech punktów. Na pierwszym miejscu wymienił cywilizacyjne zagrożenie terroryzmu. Jako drugi punkt, inaczej niż można by się spodziewać, pojawił się problem Ukrainy i Rosji. Trump jeszcze raz wezwał Rosję do przejścia na stronę wspólnej walki z zagrożeniami dla cywilizacji i rezygnacji z tej polityki, którą Kreml teraz prowadzi. I jako trzeci punkt wymienił niebezpieczną dla zachodniej cywilizacji sytuację o charakterze wewnętrznym – rozrost biurokracji. Cała reszta przemówienia Trumpa dotyczyła polskiej historii, której oddał on hołd. Mówił o tym bardzo szczegółowo, dobrze się przygotował. I trzeba powiedzieć, że to przemówienie zostanie odebrane w absolutnie różny sposób w różnych krajach. (…)

Po pierwsze, oczywiście w samej Polsce i w ogóle w Europie zostanie ono (..) odebrane jako bezpośrednie poparcie rządzącej w Polsce partii. A polityka ostatnich 2-3 lat tej politycznej partii, która teraz rządzi życiem Polski, wywołuje duże wątpliwości co do swej demokratyczności. Trump w pełni popiera skrajnie prawicową politykę, którą, jak wszystko na to wskazuje, widzi również w Polsce. Tym samym jego przemówienie stało się mostem pomiędzy jego interpretacją amerykańskiego republikanizmu i tym, jak on widzi swoją własną misję, a tą polityką, która dziś rozwija się w Polsce. (…)

Generalnie to dobrze, że Trump formułuje taki jasny przekaz, zaczyna rozjaśniać polityczny kurs, który zamierza prowadzić jego administracja. Po wygłoszeniu takich słów Trump nie może się już wycofać ani z przestrzegania artykułu 5 traktatu powołującego NATO (nawiązał do niego w przemówieniu), ani od zobowiązań USA dotyczących bezpieczeństwa, ani od zadeklarowanego przez siebie kursu na rozbudzanie woli Zachodu do rozwoju. To wybrzmiało jasno i to wprowadza więcej jasności co do tego, co Trump będzie robić dalej, w tym na arenie europejskiej. (…)

Był też w jego wystąpieniu element budzący strach. Jeśli wsłuchać się w metafory i historyczne przykłady, które Trump przytaczał, to można jego przemówienie nazwać niezwykle militarystycznym. Opierało się ono na wizji wojennej konfrontacji. To dość istotne, zwłaszcza że poprzednia administracja USA była nastawiona skrajnie pokojowo i z pewnością od dawna amerykańska administracja nie mówiła takim językiem. Nieprzypadkowo w swoim wystąpieniu Trump wspomniał Ronalda Reagana, nazywając go amerykańskim bohaterem. On to przypomniał, czyli reaganowska gotowość do pójścia na bardzo poważny konflikt z zagranicznymi przeciwnikami najwyraźniej stanowi dla niego wzór. Nie należy zapominać, że to Reagan powiedział, że „są rzeczy ważniejsze od pokoju”. Sądzę, że w tym tkwi jakaś nowość, ponieważ w ten sposób Trump niejako odpowiada na pytanie, „czy będziemy umierać za Gdańsk”. On odpowiada: tak. To oczywiście bardzo ważne (…)

Nie ma wątpliwości, że Kreml również uważnie przysłuchiwał się wystąpieniu Trumpa w Warszawie. Było to wystąpienie niedwuznaczne, niepozostawiające przestrzeni dla żadnych dwoistych interpretacji polityki i strategicznych celów nowej amerykańskiej administracji. Dla Kremla i dla Putina to wystąpienie Trumpa w Warszawie to na pewno zła wiadomość. Widać bardzo wyraźnie, że Trump postrzega kremlowską politykę ostatniego okresu jako destabilizującą i wyłączoną z ogólnej europejskiej i zachodniej kooperacji. Tak, on oczywiście jeszcze raz zasugerował Putinowi przemyślenie konsekwencji tej polityki i powrót do współpracy, ale jest już jasne, że ani Trump, ani jego ludzie nie liczą już na to, że dialog z Kremlem będzie prosty. Wystąpienie Trumpa w Warszawie stanowi jasny sygnał: w najbliższej perspektywie w stosunkach rosyjsko-amerykańskich będziemy obserwować pogłębianie się izolacji Rosji”.

Tekst oryginalny: https://www.svoboda.org/a/28599751.html

Igor Grecki, publicysta, komentarz dla portalu Rosbalt.ru:

„Słuchając wystąpienia Trumpa na Placu Krasińskich w Warszawie można było pomyśleć, że podczas lotu nad Atlantykiem amerykański prezydent studiował literaturę o historii Polski. (…) Przemówienie to składało się z trzech bloków: o polskim charakterze narodowym, o współczesnych zagrożeniach i, na koniec, o historii.

Mówiąc o ostatniej z tych rzeczy Trump wypowiedział kilka znaczących deklaracji dotyczących współczesnej Rosji. Amerykański prezydent oddał hołd polskiemu narodowi, który przeszedł przez wiele prób, aby wywalczyć niepodległość i suwerenność swego kraju. W tym kontekście wspomniał 1939 roku, kiedy to Polska została z zachodu napadnięta przez nazistowskie Niemcy, a ze wschodu przez Związek Radziecki. Trump nazwał do „podwójną okupacją”.

Bardzo symboliczne było też miejsce wystąpienia Trumpa – przed pomnikiem Bohaterów Powstania Warszawskiego 1944 roku. Mówiąc o tym wydarzeniu Trump zauważył, że radzieckie wojska doszedłszy na prawy brzeg Wisły celowo zatrzymały się, aby poczekać aż naziści zdławią opór w mieście. W ten sposób, zdaniem Trumpa, ZSRR chciał na zawsze zniszczyć naród polski, dławiąc jego wolę przeżycia.

To ważny szczegół. Wśród naukowców od dawna panuje konsensus, że w odniesieniu do Polski, jak również państw bałtyckich ZSRR był takim samym agresorem jak Niemcy. Ale oficjalna retoryka Kremla, na której opierają się dzisiejsze propagandowe dogmaty, jest inna. Trump nie mógł nie zostać o tym poinformowany. Czyli doskonale wiedział, jaką reakcję mogą te słowa wywołać w Rosji. Gdyby chciał okazać łagodność przed piątkową rozmową z Putinem w przededniu szczytu G-20, mógłby po prostu pominąć tę część i kontynuować wywód o Janie Pawle II i Solidarności. Mógł, ale nie zrobił tego.

Jeszcze ciekawsza jest lista wymienionych przez Trumpa zagrożeń. Wygląda ona tak: terroryzm, Rosja oraz urzędnicy, którzy przeszkadzają ludziom urzeczywistniać swoje prawa i marzenia. Podczas wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Polski Andrzejem Dudą wspomniał też o Korei Północnej. A teraz porównajmy to z listą zagrożeń poprzedniego prezydenta USA – Baracka Obamy. I tak, wirus ebola zniknął, na jego miejsce pojawili się biurokraci i „wielki następca” z Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Ale Rosja utrzymała swoje zaszczytne drugie miejsce – po „Państwie Islamskim”.

I oczywiście właśnie do Kremla adresowane były słowa Trumpa o krajach, które „sprawdzają determinację Zachodu” za pomocą cyber-ataków i propagandy. Aby nie pozostawić żadnych wątpliwości, Trump wypowiedział się jeszcze konkretniej, wzywając Rosję do „zaprzestania destrukcyjnych działań na Ukrainie i popierania wrogich reżimów w Syrii i Iranie”.

Krótko mówiąc, dla Kremla pojawienie się w Białym Domu nowego gospodarza absolutnie nic nie zmieni. W sprawie Rosjan, którzy jeszcze całkiem niedawno obklejali swoje samochody obraźliwymi antyamerykańskimi naklejkami, wszystkie jest jasne. Nakleili i zapomnieli – żadnej odpowiedzialności. Ale dlaczego milczą działacze z Dumy Państwowej i rządu, którzy obrażali Obamę i wznosili toasty za Trumpa?

Na konferencji prasowej wyjaśniły się jeszcze dwie kwestie. Po pierwsze, Trump i Duda dogadali się w sprawie dostaw skroplonego gazu z USA i budowy infrastruktury dla zaopatrywania weń krajów centralnej i wschodniej Europy. Amerykański prezydent podkreślił przy tym, że zrobi wszystko, aby Polska nigdy więcej nie znalazła się w sytuacji „gazowego szantażu” ze strony jedynego dostawcy. Te słowa adresowane były do Gazpromu, a także Wintershall i EON. W najbliższym czasie firmy te zyskają w regionie centralnej i wschodniej Europy silnych konkurentów.

Oprócz tego, odpowiadając na pytania podczas konferencji prasowej, Trump przyznał jednak, że Rosja wmieszała się do wyborów prezydenckich 2016 roku. Rosyjskie władze twierdzą, że jest to teza bezpodstawna. Ale nie tylko dla Obamy, lecz i dla Trumpa dowodów dostarczonych przez amerykański wywiad jest już dość, aby takie oświadczenia stały się dopuszczalne.

Po drugie, Duda i Trump zdążyli omówić rosyjsko-białoruskie ćwiczenia „Zachód-2017” i wyrazić obopólny niepokój z tego powodu. Rosyjscy siłowicy mogą być zadowoleni- – Zachód obawia się ich i traktuje poważnie. Tylko co z tego wynika? Jakie to ma znaczenie dla Rosjan? Z tego nawet nasi dyplomaci nie są w stanie nic wycisnąć.

Tonacja, z jaką Trump wystąpił w Warszawie wymownie wskazuje na zmiany w jego retoryce wobec Kremla. Od chwili inauguracji stopniowo wzrasta jego krytyka rosyjskiej polityki zagranicznej. Prawdopodobnie zmuszają go do tego zaistniałe okoliczności, to znaczy śledztwo w sprawie związków między nim a Rosją w okresie amerykańskich wyborów prezydenckich. Trumpowi z pewnością udałoby się wyprowadzić „problem rosyjski” poza ramy dyskursu dotyczącego polityki wewnętrznej, gdyby Rex Tillerson osiągnął postęp w dialogu z Moskwą w sprawach Syrii i Ukrainy. Ale przez pół roku sekretarz stanu nie przybliżył się do tego celu ani na jotę.

Z czym Trump przyjdzie na spotkanie z Putinem w Hamburgu? Spotkanie prezydentów odbędzie się w „poszerzonym formacie”, czyli rozmowy „oko w oko” nie będzie. To oznacza, że w obecności przedstawicieli swojej administracji Trump powtórzy Putinowi dokładnie to samo, o czym mówił w Warszawie. I oprócz tego powie swojemu rosyjskiemu koledze, ze nie będzie się ociągać z podpisaniem ustawy o wprowadzeniu nowych sankcji wobec Rosji, jeśli ustawa ta zostanie zatwierdzona przez Izbę Reprezentantów Kongresu USA. Innymi słowy, przełomowych rezultatów spotkanie dwóch prezydentów nie przyniesie.”

Tekst oryginalny: http://www.rosbalt.ru/blogs/2017/07/07/1628860.html

Andriej Nalgin – bloger, publicysta, ekonomista, komentarz z osobistego bloga na LiveJournal:

Współczesna dyplomacja to język gestów i symboli. One wyrażają więcej niż słowa. Tutaj najświeższy przykład.

Występując w Warszawie, prezydent USA Donald Trump wezwał Rosję do „przerwania destabilizacji Ukrainy, zaprzestania wspierania wrogich reżimów Syrii i Iranu i przyłączenia się do sojuszu cywilizowanych narodów, aby stawić czoła wspólnym wyzwaniom”. Te słowa stanowią zimny prysznic dla Kremla, wyznaczając ton nadchodzącego spotkania obu liderów. Ich kontekst jest zaś jeszcze ważniejszy.

Donald Trump na miejsce swojej programowej przemowy wybrał Pamiętnik Powstania Warszawskiego – postawiony w 1989 roku, dostojny monument na placu Krasińskich. Nie bez powodu. Symbolika tego miejsca jest zrozumiała dla każdego, kto zna się na historii XX wieku.

Powstanie warszawskie 1944 roku stanowi jedno z najważniejszych i najtragiczniejszych wydarzeń II wojny światowej, historycy badają je do tej pory. Najbardziej bolesną i sporną kwestią jest rola Józefa Stalina i Armii Czerwonej w kontekście porażki powstańców i późniejszym ludobójstwie Polaków i Żydów. Szacunkowa liczba ofiar dochodzi do 200 tys. osób, a samo miasto było celowo zniszczone przez faszystów prawie doszczętnie.

Według kanonicznej wersji sowieckich podręczników, powstanie przeciwko niemieckim okupantom zostało słabo przygotowane i zaczęło się za wcześniej, bez jakiejkolwiek koordynacji z nadchodzącymi do polskiej stolicy wojskami 1. Białoruskiego Frontu. (…)

Donald Trump przyjął zachodnią wykładnię drugowojennych wydarzeń. Według jego słów, w 1939 roku „na Polskę z dwóch stron napadły dwie armie – niemiecka oraz sowiecka”. W 1944 roku „sowieckie wojska zatrzymały swój pochód i czekali, patrzyli, jak naziści unicestwiali wszystko, co żywe i próbowali stłumić samą chęć do życia”. Tym niemniej, nawet przegrywając konflikt wojenny i ponosząc ciężkie straty, Polacy wygrali moralnie. Udowodnili, że „w polskim charakterze znajduje się męstwo i siła, których nikt nie może zniszczyć”.

I w ogóle, Polska to niezawodna forpoczta Zachodu przeciwko następującym ze wschodu „dzikim ordom”, chcącym podbić Europę. Polska wystarczająco dużo środków przeznacza na obronę, wypełniając swoje obowiązki w ramach NATO i wyposaża się w najlepsze na świecie środki obrony, systemy Patriot.

Wszystko to co powiedział i zademonstrował Donald Trump stanowi serię klapsów dla Kremla, który zwycięstwo ZSSR w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej umieścił w podstawie swojej idei narodowej. Przecież współczesna Rosja to kontynuator „tej” oswobadzającej misji, nadzieja i podpora dla „całego, rozwijającego się człowieczeństwa”. W Ameryce, ma się rozumieć, istnieją zupełnie inne wyobrażenia o „nadziejach” i „podporach”.

Taki jest właśnie kontekst nadchodzącego rosyjsko-amerykańskiego spotkania na wyższym poziomie w kuluarach G20. Chociaż, być może, właśnie przez to jutrzejszy szczyt jest skazany na sukces? Po prostu dlatego, że w takim kontekście każdy rezultat stanowi sukces?

Tekst oryginalny: http://a-nalgin.livejournal.com/1381355.html

Tłumaczenie i wybór: Katarzyna Chimiak, Filip Rudnik