Ksenia Sobczak: Dlaczego chcę wystartować w wyborach prezydenta Rosji?

18 października 2017 r.  celebrytka i moderatorka telewizyjna Ksenia Sobczak, obecnie związana z niezależną telewizją Dożdż, ogłosiła, że chce wystartować w najbiższych wyborach prezydenta Rosji, zaplanowanych na marzec 2018 roku. Nastąpiło to po kilku tygodniach spekulacji, które zaczęły się od publikacji w dzienniku Wiedomosti, której powołując się na różne źródła sugerowano, że ludzie Władimira Putina chcieliby, aby wśród jego konkurentów w wyborach znalazła się kobieta. Jeden z rozmówców dziennika, nieujawniony z nazwiska pracownik z Administracji Prezydenta, miał się wyrazić, że “idealną kandydatką” byłaby właśnie Ksenia Sobczak – „ucieleśniająca wizerunek współczesnej młodej kobiety, która chciałaby wejść do polityki (…) – mądra, wyrazista, interesująca, ale nie we wszystkim odpowiadająca obrazowi typowej rosyjskiej kobiety” (czyli, jak można się domyślać, taka, która nie odbierze zbyt dużej liczby głosów Putinowi). Dość dlugo prawie wszyscy komentatorzy traktowali to jako pobożne życzenia kremlowskich polit-technologów albo wręcz jako żart, a sama Sobczak nie mówiła jasno ani “tak’, ani “nie”. Na początku października zaczęły mnożyć się sygnały, że może jednak nie jest to żart, a najpoważniejszym z nich było publiczne wystąpienie Aleksieja Nawalnego (w jego cotygodniowym programie na YouTube), w którym zaapelował on do Sobczak, aby nie startowała w wyborach, dając jasno do zrozumienia, że potraktowałby to jako działanie przeciwko niemu i kolaborację z Kremlem. W końcu Sobczak przecięła te spekulacje, publikując w Wiedomostiach długi artykuł, w którym wyjaśnia, dlaczego zdecydowała się wziąć udział w wyborach prezydenckich. Poniżej prezentujemy tłumaczenie najważniejszych fragmentów tego tekstu.

(…) Prawdopodobnie te wybory to generalnie nie najlepszy wybór, konkurencję wobec głównego kandydata będą w nich stanowić ci, którzy już od dawna mydlą wyborcom oczy, nie będąc w stanie lub nie chcąc nic zmienić. I najwyraźniej nie zdołają wziąć w nich udziału ci, którzy zmian chcą i być może mogliby je wywalczyć. Nie takie wybory nam się marzą. Ale tylko my sami możemy to poprawić. Każdy z nas może i powinien ogłosić swoje stanowisko, swoją niezgodę z polityką rządzących, którzy chcą rządzić nieprzerwanie przez ćwierć wieku, niezgodę na katastrofalny stan edukacji i ochrony zdrowia, na potworną korupcję i propagandę przenikającą całe społeczeństwo – od wiejskiej szkoły do Kremla, na wszechobecną dominację siłowików, wojnę i międzynarodową izolację.

Nie powinniśmy ignorować wyborów jako instytucji, jako głównego instrumentu społecznej reprezentacji – podstawy prawdziwej demokracji, nawet pomimo tego, że w istocie rzeczy w ciągu ostatnich dekad ów instrument ani razu nie został zastosowany jak należy, bo przecież prawdziwie wolne wybory to nie tylko uczciwe głosowanie, lecz i swobodny i równy dostęp do udziału w nich i agitacji, to rzetelne liczenie głosów i akceptacja rezultatów przez społeczeństwo. Marcowe wybory również takimi nie będą. Już nimi nie są. Ale czy powinniśmy je ignorować, bojkotować? Nie. Powinniśmy szykować się do udziału w nich i zmieniać je poprzez swój udział, zbierać podpisy, żądać rejestracji, głosować. Właśnie w ten sposób działają już teraz najbardziej wyraziści i konsekwentni przedstawiciele opozycji. Aby wygrać maraton, trzeba i trenować, i uczestniczyć, i żądać uczciwego sędziowania. (…)

Czy bojkot wyborów, nieuczestniczenie w nich w przypadku odmowy rejestracji kandydatur znanych działaczy opozycji i, oczywiście, w pierwszej kolejności Aleksieja Nawalnego, to właściwy sposób na zademonstrowanie swojej niezgody? Moim zdaniem nie. Nieuczestniczenie w wyborach, milczenie niezadowolonych przy takim bojkocie miesza się z obojętnym milczeniem leniwych i nie pozwala nam samym i całemu społeczeństwu zobaczyć realnej liczby niezadowolonych, pragnących odnowy i zmian. Rezygnując z legalnej i bezpiecznej, ale tak znaczącej demonstracji swojej woli jak udział w choćby i kontrolowanych, nieautentycznych, a nawet nieuczciwych wyborach, nie pozostawiamy sobie żadnego wyjścia oprócz ulicznej konfrontacji, która oczywiście nie wszystkim pasuje i która powinna być rzecz jasna skrajną metodą politycznej walki, stosowaną tylko w sytuacjach wyjątkowych. (…)

Ksenia Sobczak na waszym biuletynie do głosowania to rubryka „przeciwko wszystkim”. Jesteście przeciwko temu, że od wielu lat na liście kandydatów są tylko Ziuganow, Jawliński, Putin i ich bliscy dublerzy i zastępcy? Chcecie pokazać swoje aktywne stanowisko, ale wasz kandydat nie został dopuszczony do wyborów? Nie macie swojego kandydata? Postawcie krzyżyk przy nazwisku Sobczak. Nie wybieracie jej na prezydenta. Wy po prostu otrzymujecie legalną i pokojową możliwość, by powiedzieć: „Dosyć już! Wystarczy!” (…)

W odróżnieniu od wiecznych kandydatów, którzy muszą wyjaśniać, dlaczego są godni pełnienia urzędu prezydenta Federacji Rosyjskiej, moje zadanie jest proste – ja powinnam wyjaśnić, dlaczego pretenduję do roli kandydata „przeciwko wszystkim”.

Nie mieszczę się w sztywnych ramach ideologicznych. Nie należę do konkretnych partii, nie jestem związana z partyjną ani grupową dyscypliną, w ramach tej kampanii nie jestem nawet za „Krym nasz”, ani nie jestem przeciw temu. Jestem za ukróceniem w kraju totalnego złodziejstwa i za tym, aby pojawiła się prawdziwa polityka, władza podporządkowana wolnej woli ludzi, którzy sami zadecydują, jak chcą żyć i na równych prawach z całą społecznością międzynarodową i sąsiadami zadecydują, czyj tak naprawdę jest Krym.

Nikt z kandydatów tak zwanej systemowej opozycji nie był ofiarą represji ze strony machiny władzy. Nikt z nich nie był zatrzymany, nie miał w domu rewizji, niczego mu nie zarekwirowano ani nie skonfiskowano. Wszyscy oni żyją w oparciu o ten lub inny rodzaj państwowego finansowania i pomocy sponsorów, która jest absolutnie bezpieczna dla donorów i beneficjentów. Idą do wyborów, ponieważ nie umieją robić nic innego, w tym nie umieją w żaden inny sposób zarabiać pieniędzy. Ja wiem, co ryzykuję i udowodniłam swoją gotowość do podjęcia tego ryzyka. Mam się czym zająć, ale odkładam wszystko na bok, aby zrobić to, co uważam za potrzebne (i możliwe) w tym politycznym momencie.

Jestem przeciwko rewolucji. Ale jestem dobrym pośrednikiem i organizatorem. Aleksiej Nawalny proponował dzisiejszej wierchuszce pokojowe oddanie władzy – to słuszne, to bardzo ważne dla umocnienia procedury wymienialności władzy w kraju. Ale oni mu nie zaufają. A mnie tak. Ja mogę rozmawiać ze wszystkimi – również dlatego, że osobiście znam dużą część rosyjskiego establishmentu oraz dlatego, że jestem dziennikarką i mój zawód polega na rozmawianiu ze wszystkimi. (…)

Jestem znana i nawet popularna, może nie jako polityk, ale jeśli wybory dają trybunę, to niezbędnym jest, aby człowiek, który na niej stoi, był słyszalny. Ważne, aby człowiek, który na nią trafił, nie bał się mówić i umiał to robić.

Jestem zamożna, ale wszystkie moje dochody to rezultat ciężkiej i widocznej dla wszystkich pracy. Nie posiadam sprywatyzowanych przedsiębiorstw, nie otrzymuję prowizji, bonusów, uczciwie płacę podatki i jestem dumna z mojej samodzielności i niezależności. Będę w stanie zebrać pieniądze na moją kampanię – i to też jest ważne, ponieważ raczej nie będę mieć czasu na to, by zebrać je kopiejka po kopiejce od miliona niezamożnych ludzi. Mam nadzieję, że zbiorę je wśród elity i to pokaże, że wszystkie warstwy społeczne są niezadowolone z tego, co się dzieje. Wydaje mi się, że ważne jest, abyśmy zdali sobie sprawę, że płyniemy na jednej łódce – młodzi i starzy, znani i nieznani, bogaci i biedni. I to nie my ją „rozhuśtujemy”. Ta nasza łódka przechyliła się z powodu politycznej nierównowagi, błędów kierownictwa, jego nieudolności i złodziejstwa, ale razem możemy to poprawić.

Może jestem zbyt wielką romantyczką, ale polityków-cyników mamy dostatek. Jestem zarazem wystarczająco inteligentna, aby zdawać sobie sprawę, że władze będą chciały wykorzystać moją nominację do legitymizacji tych wyborów, i to nie za pomocą zwiększenia frekwencji, co moim zdaniem nie jest władzom potrzebne – wprost przeciwnie, każdy, kto nie przyszedł na wybory jedynie ułatwia ich fałszowanie i powiększa udział wśród głosujących konserwatywnej, nieoświeconej i oszukanej większości. Dopuszczając mnie do wyborów władza będzie chciała pokazać jakoby autentyczną, „pełną reprezentację spektrum politycznego”. Jak obecność mojego nazwiska na karcie do głosowania rozwiązywała problem niedopuszczenia do wyborów innych kandydatów. Ale ja jestem kandydatem „przeciwko wszystkim”, odmawiam grania tej obcej roli i zajmowania obcego miejsca. Dlatego od samego początku mówię, co będę robić w tych wyborach: będę mówić, jak źle dzieje się w kraju, będę mówić, że system trzeba zmienić, będę żądać i już żądam uwolnienia Aleksieja Nawalnego i zarejestrowania go jako kandydata na prezydenta, a także uwolnienia wszystkich więźniów politycznych. (…)

Jeśli inni przedstawiciele liberalnej opozycji, w tym w pierwszej kolejności Aleksiej Nawalny, zostaną zarejestrowani jako kandydaci w wyborach, jestem gotowa skoordynować z nimi swoje wysiłki, a nawet wycofać swoją kandydaturę. Jeśli w tych wyborach obywatele Rosji poprą moją autonominację i zostanę zarejestrowana jako kandydat, będę dalej konsekwentnie bronić takiego stanowiska. Uważam, że miałoby to pozytywny wpływ na klimat polityczny w kraju. Jeśli po takiej deklaracji nie zostanę zarejestrowana, to również będzie to korzystne, bo wniesie to większą jasność i jeszcze bardziej obnaży cynizm systemu.

Wiem, że jestem postacią pełną sprzeczności. Jestem dziennikarką, blondynką w czekoladzie, córką reformatora, członkinią rady koordynacyjnej rosyjskiej opozycji – być może nie jestem waszym kandydatem, ale mój udział w wyborach na przedstawionych wyżej warunkach jest korzystny i dla wyborców, i dla rosyjskiego systemu politycznego.

Tłum. Katarzyna Chimiak

Tekst oryginalny: https://www.vedomosti.ru/politics/articles/2017/09/30/736005-sobchak-viborah-prezidenta?utm_source=facebook&utm_campaign=share&utm_medium=social&utm_content=736005-sobchak-viborah-prezidenta

Zdjęcie: Ksenia Sobczak, fot. A. Savin, CC BY-SA 3.0