Gimnazjalista stał się celem nagonki, ponieważ dostrzegł człowieka w żołnierzu wrogiej armii

W niemieckim kalendarzu 19 listopada to Dzień Żałoby Narodowej (Volkstrauertag), ustanowiony w celu oddawania hołdu ofiarom obu wojen światowych oraz hitlerowskiego terroryzmu i prześladowań. W tym roku z tej okazji zaproszono do Bundestagu kilkoro niemieckich i rosyjskich nastolatków, uczniów partnerskich gimnazjów z niemieckiego Kassel i miasta Nowy Urengoj w zachodniej Syberii, aby opowiedzieli o swoim wspólnym projekcie. Był on poświęcony biografiom niemieckich ofiar wojny zmarłych na terenie Rosji oraz sowieckich i czeskich ofiar wojny zmarłych na terenie Niemiec. Nikołaj Desjatniczeko z Nowego Urengoja wygłosił następujące, dwuminutowe przemówienie:

Dzień dobry, nazywam się Diesatniczenko Nikołaj, uczę się w gimnazjum w mieście Nowy Urengoj. Zaproponowano mi udział w projekcie poświęconym żołnierzom poległym w czasie II wojny światowej. Bardzo mnie to zaciekawiło, ponieważ od dzieciństwa interesuję się historią zarówno mojego kraju, jak i Niemiec. Od razu zacząłem szukać odpowiedniej informacji. Najpierw odwiedziłem miejskie archiwum i bibliotekę, potem próbowałem znaleźć historie niemieckich żołnierzy w Internecie i innych źródłach. Ale później dzięki współpracy z Narodowym Związkiem Niemieckim ds. Opieki nad Grobami Wojennymi poznałem i dokładnie przestudiowałem biografię Georga Johanna Rau. Urodził się on 17 stycznia 1922 roku pod Sigmaringen, w rodzinie wielodzietnej. Na front Georg poszedł w randze kaprala i jako żołnierz obrony przeciwlotniczej uczestniczył w bitwie stalingradzkiej lat 1942-43.

Georg był jednym z 250 000 niemieckich żołnierzy, którzy zostali otoczeni przez sowiecką armię w tak zwanym kotle stalingradzkim. Po zakończeniu walk trafił do obozu jenieckiego. Tylko 6000 z tych jeńców wróciło do domu. Georga wśród nich nie było. Przez długie lata jego krewni uważali go za zaginionego bez wieści. Dopiero w zeszłym roku rodzina Georga otrzymała informację od Narodowego Związku Niemieckiego ds. Opieki nad Grobami Wojennymi, że żołnierz ten zmarł z powodu złych warunków w obozie w dniu 17 marca 1943 roku. Był to obóz jeniecki w Bekietowce. Możliwe, że został pochowany w pobliżu obozu razem z pozostałymi 2006 żołnierzami.

Historia ta i praca nad projektem wywarły na mnie duże wrażenie i zmotywowały do odwiedzenia miejsca pochówku żołnierzy Wehrmachtu niedaleko miasta Kopiejsk. To mnie niezwykle wzburzyło, ponieważ zobaczyłem groby niewinnie poległych ludzi, wśród których wielu chciało żyć w pokoju i nie pragnęło wojny. W czasie wojny doświadczali niesłychanych trudności, o których opowiadał mi mój pradziadek, uczestnik wojny, który był dowódcą batalionu strzeleckiego. Walczył co prawda niedługo, bo doznał ciężkiej rany. Otto von Bismarck powiedział: „Każdy, kto spojrzy w szkliste oczy żołnierza ginącego na polu bitwy, dobrze się zastanowi przed rozpoczęciem wojny.” Mam szczerą nadzieję, że na całej ziemi zwycięży zdrowy rozsądek i świat już nigdy nie ujrzy wojen. Dziękuję za uwagę.”

Za te słowa na Nikołaja w jego ojczyźnie natychmiast spadły gromy, a głównym tego powodem była fraza o żołnierzach „niewinnie poległych”.

Deputowana zgromadzenia legislacyjnego Jamalsko-Nienieckiego Okręgu Autonomicznego Jelena Kukuszkina złożyła na niego doniesienie do prokuratury. „Najbardziej niepokoi mnie nie ten chłopiec, lecz ten, kto kierował jego projektem. Oto, co najbardziej mnie poraziło – to, że w tym wykładzie w odniesieniu do niemieckich najeźdźców użyto takich słów jak „walczyli”, „żołnierze polegli w walkach”, „tak zwany kocioł stalingradzki”…Te rzeczy należy zdusić w zarodku. My tak dojdziemy do tego, że zaproponujemy zrewidowanie rezultatów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej” – oświadczyła Kukuszkina w komentarzu dla Komsomolskiej Prawdy.

Skargi, i to aż trzy – do Federalnej Służby Bezpieczeństwa, Prokuratury Generalnej i administracji prezydenta, złożył także jekaterynburski bloger i właściciel sieci sklepów z militariami Siergiej Koljasnikow, który sam w 2007 roku został ukarany grzywną za sprzedawanie nazistowskiego ekwipunku wojskowego (uznano to za „propagowanie faszyzmu”). Wedle jego słów uczeń w swoim wystąpieniu „rehabilituje nazistowskich zbrodniarzy”.

21 listopada pojawiła się informacja, że FSB wystąpiła do władz Nowego Urengoja z wnioskiem o udzielenie informacji na temat związków rodzinnych Nikołaja Desjatniczenko. Komitet Rady Federacji ds. międzynarodowych poprosił rząd Jamalsko-Nienieckiego Okręgu Autonomicznego o sprawdzenie programu szkolnego gimnazjum, w którym uczy się chłopiec.

W obronie Nikołaja wystąpił mer Nowego Urengoja Iwan Kostrogriz. Wedle jego słów, Nikołaj Diesiatniczenko „podzielił się swoim odkryciem, że nie wszyscy Niemcy chcieli walczyć, wielu chciało po prostu żyć w pokoju”. „W żadnym wypadku nie należy tego traktować jako oceny faszyzmu. W swoim wystąpieniu chłopiec chciał, odwołując się do historii tego niemieckiego żołnierza, zaapelować o pokojowe współistnienie na całej Ziemi i odrzucenie wojny, rozlewu krwi, faszyzmu, krzywd i przemocy jako takich” – powiedział Kostogriz.

Po tych słowach fala radykalnej krytyki spadła i na mera. Znany prokremlowski politolog, przewodniczący grupy roboczej Izby Społecznej Federacji Rosyjskiej ds. współpracy międzynarodowej i dyplomacji publicznej Siergiej Markow, zażądał, aby Kostogriz podał się do dymisji, a jedno z wydawnictw publikujących „kazionne” książki o historii wysłało mu serię książek o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej.

Nie próżnowały również – jakże by inaczej – środki masowego przekazu. W poniedziałek 20 listopada sprawa przemówienia Nikołaja Desjatniczenko w Bundestagu była tematem numer jeden. Szczegółowo analizowano ją na głównych państwowych kanałach telewizyjnych, w tym w programie Władimira Sołowiowa – czołowego kremlowskiego propagandzisty. O Nikołaju padały tam między innymi takie określenia, jak: „Jego samego powinno być nam żal: to ogłupiony człowiek i nie rozumie, co mówi. Kim on dalej będzie, nie wiem” (deputowany Dumy Państwowej Władimir Bortko); „On znalazł grób niemieckiego żołnierza. Ty idź i znajdź groby mojego dziadka i babci! Tam jest na pewno młody nauczyciel, który wychował się za Jelcyna, na podręcznikach Sorosa” (Władimir Żyrinowski, lider Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji); „Co to znaczy «chłopiec», on ma 16 lat i w takim wieku podpada już pod odpowiedzialność karną (..) To jest kampania dyskredytacji Nowego Urengoja” (Aleksandr Hinsztejn, doradca szefa Gwardii Narodowej).

Do skomentowania sprawy zmuszony został nawet rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow, który powiedział, że „wystąpienie naszego rosyjskiego ucznia raczej nie wymaga reakcji administracji prezydenta, ale niepojęta jest gwałtowna nagonka na niego”. Dodał też, że „nie należy oskarżać ucznia o złe intencje i grzechy śmiertelne, bo widać, że on nie miał na myśli niczego złego. Na pewno był zdenerwowany. Każdy uczeń byłby zdenerwowany występując w takim reprezentacyjnym miejscu”.

Takie studzące emocje wypowiedzi są teraz z pewnością bardzo potrzebne (to rzadkość, gdy można pochwalić rzecznika Władimira Putina!), bo ataki na Nikołaja osiągnęły tak niepojętą skalę, że stało się to po prostu niebezpieczne. Na profilu ucznia na portalu społecznościowym VKontakte pojawiło się mnóstwo potępieńczych komentarzy, łącznie z takimi, w których życzono mu śmierci. Jeden z portali zaczął publikwać jego zdjęcie z czarnym prostokątem na oczach – jak gdyby chodziło o przestępcę, wobec którego toczy się dochodzenie.

Dlaczego to wszystko jest możliwe? Z pewnością tak wściekła reakcja słowa ucznia z Nowego Urengoja – być może naiwne i miejscami źle dobrane, ale prawdopodobnie szczere i podyktowane szlachetnymi intencjami – jest wynikiem kreowanej przez kremlowską propagandę atmosfery. Jej ważnymi elementami są wrogość do Zachodu, promowanie patriotyzmu w duchu militarnym i wykluczającego krytyczną refleksję na temat historii, oraz tępienie wszelkich przejawów niezależnego myślenia. Od kilku lat każde obchody Dnia Zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej zamieniają się w pobiedobiesije („szaleństwo zwycięstwa”) – ludyczno-komercyjny festiwal składający się z rekonstrukcji historycznych, pochodów z udziałem dzieci przebranych za żołnierzy i różnego rodzaju festynów. Nie towarzyszy mu niestety (poza wąskimi kręgami intelektualnymi) głęboka reflesja nad realną wojną i jej straszliwą ceną, jest on natomiast okazją do manifestowania agresywnego, przesiąkniętego ksenofobią nacjonalizmu, którego symbolem stało się hasło (obecne w przestrzeni publicznej np. w formie naklejek na samochodach) „możemy powtórzyć!” (w znaczeniu: możemy powtórzyć wysiłek militarny z czasów II wojny światowej i zwycięski pochód na zachód).

Tydzień przed wystąpieniem Nikołaja Desjatniczenko i jego kolegów w Bundestagu swą premierę miał się klip z piosenką nagraną z inicjatywy deputowanej Dumy Państwowej z ramienia Jednej Rosji Anny Kuwyczko i wykonywaną przez nią razem z chórem dziecięcym. W jednej ze zwrotek słychać słowa: „Nie dostanie się nigdy grzęda samurajom, własną piersią będziemy bronić stolicy bursztynu, Sewastopol nasz i Krym dla potomków zachowamy, Alaskę ojczyźnie przywrócimy.” Refren zaś brzmi: „Chciało by się, by na całym świecie od północnych mórz do południowych rubieży, od Wysp Kurylskich do brzegów Bałtyku, był pokój, lecz jeśli główny dowódca wezwie do ostatniego boju, my, wujku Wowa, jesteśmy z Tobą!”. To wszystko dzieje się w sytuacji, gdy władze wszelkimi sposobami zwalczają zaangażowanie młodzieży po stronie opozycji, a wspomniany Władimir Sołowiow nazywa Aleksieja Nawalnego, na którego wiece z własnej woli przychodziło dużo młodzieży – „politycznym pedofilem”.

Uzupełnieniem tej refleksji niech będą komentarze kilkorga przedstawicieli Rosji nieputinowskiej do sprawy wystąpienia Nikołaja Desjatniczenko w Bundestagu.

Siergiej Łukaszewski, historyk, dyrektor Centrum Społecznego im. Sacharowa: 

„Jakże ważnym tematem do dyskusji mogłoby być: czy zmarły od głodu i chorób żołnierz Wehrmachtu to ofiara swojego współudziału w wojnie czy ogólnej tragedii? A żołnierz francuskiej armii w 1812 roku? A żołnierz Armii Czerwonej w polskim obozie jenieckim w 1921 roku? Czy były między tymi przypadkami różnice? Na czym one polegały?

W samych Niemczech, o ile wiem, temat odpowiedzialności Wehrmachtu jest bardzo złożony. Z jednej strony, niby panuje już konsensus, że działania armii również należy oceniać jako zbrodnicze, a z drugiej – jeden z liderów „Alternatywy dla Niemiec” wzywa do dumy z niemieckich żołnierzy zarówno pierwszej, jak i drugiej wojny światowej. I partia ta zyskała ostatnio najlepszy wynik w wyborach od początku swego istnienia.Jest jeszcze jedno kolosalnie ważne pytanie moralne: jak zwycięzcy powinni odnosić się do jeńców z armii, która prowadziła wojnę na wyniszczenie? A jak do jeńców-terrorystów? Teraz jednak nie wiadomo, jak można prowadzić tę ważną debatę, ponieważ gromada idiotów (deputowanych, dziennikarzy i po prostu trolli) wydała z siebie ohydny ryk o rewizji czegoś tam, niegodny nie tyle potomków zwycięzców nazizmu, co po prostu normalnych ludzi. I ciągle myślę o jednym: co zrobić, aby chłopcu, jego rodzicom i nauczycielom nic się nie stało.

W taki właśnie sposób zabija się dziś w naszym kraju życie intelektualne.”

Tekst oryginalny:

https://www.facebook.com/SergeyLukashevskiy/posts/2019965054685275

Paweł Puczkow, historyk: 

“Najbardziej niepokoi mnie to, że każda wypowiedź na temat Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, która wychodzi poza ustanowione przez państwo (!) ramy pola dyskusji, natychmiast określana jest jako nienormatywna, a jej nosiciel – stygmatyzowany. I wtedy przestaje być już tak ważne, co dokładnie zostało powiedziane. Nie wykluczam, że jakieś ramy zasadniczo mogą być ustanawiane, tak jak w przypadku wypowiedzi o Holocauście, ale zanim zacznie się kryminalizować jakikolwiek rodzaj wypowiedzi na dany historyczny temat, należy mieć pewność, że państwo nie pretenduje do monopolu w sferze wypowiedzi, lecz tłumi jedynie pojedyncze ekscesy. To ewidentnie nie jest nasz przypadek.”

Tekst oryginalny:

https://www.facebook.com/putchkovpa/posts/1481175558584268?pnref=story

Oleg Kozłowski, aktywista opozycyjny, inicjator projektu wyjazdów studyjnych Rosjan na Ukrainę „Ukraina na własne oczy”: 

Historia z chłopakiem z Nowego Urengoja to kolejny przykład metody sterowanej histerii, który stosuje się od dawna, aby nami manipulować. Trzeciorzędna historia zostaje sztucznie, siłami podporządkowanych władzy mediów, profesjonalnej „oburzonej społeczności” oraz blogerów i botów wyniesiona do rangi wydarzenia ogólnonarodowego, o ile nie globalnego znaczenia.

Za miesiąc o tym chłopaku nikt już nie będzie pamiętał, pojawi się jakaś dziewczynka z Niżnego Nowogrodu, aktywista z Ukrainy lub polityk z Litwy. I znowu będziemy urażeni, będziemy żądać przeprosić i spraw karnych, pisać gniewne posty, robić memy i w ogóle na wszelkie sposoby demonstrować swoje kompleksy. Tak to właśnie od histerii do histerii podtrzymuje się potrzebny poziom nienawiści i ogłupienia, który pozwala łatwo wskazywać wrogów, odciągać uwagę ludzi od realnych problemów i utrudniać im prowadzenie normalnego dialogu.

Psychoza must go on.”

Tekst oryginalny:

https://www.facebook.com/kozlovsky/posts/10213986535607756

Michaił Sokołow, dziennikarz Radia Swoboda: 

„Był już mityczny „ukrzyżowany chłopiec”. Teraz w Rosji wzywają do „ukrzyżowania” całkowicie realnego chłopca z Urengoja, który zabrał głos na temat konieczności szacunku dla poległych. Poznawszy historię zmarłego w obozie jenieckim żołnierza Johanna Rau powiedział: „Zobaczyłem mogiły niewinnie poległych ludzi, z których wielu chciało żyć w pokoju i nie pragnęło wojny.” Rosyjscy oszalali „patrioci” żądają krwi i, jak przyjęto w kraju donosicieli, wzywają na pomoc FSB. A tymczasem słowa ucznia Nikołaja Diesjatniczenko o „niewinnie poległych” są zgodne z faktami. Śmierć prawie 80% stalingradzkich jeńców, Niemców, Włochów i Węgrów, w zimie 1943 roku z powodu oddolnej przemocy, potem głodu, chorób, fatalnych warunków podczas transportu – to historyczny fakt. Co się tyczy winy każdego agresora, to większość szeregowych żołnierzy to ofiary nazistowskiego reżimu, który zwerbował ich na wojnę. Takimi samymi ofiarami, ale stalinizmu, byli szeregowi uczestnicy agresji ZSRR przeciwko Polsce, krajom bałtyckim i Finlandii w latach 1939-40. Ofiarami totalitarnego reżimu byli też bohaterowie-wyzwoliciele Polski czy Czechosłowacji od nazizmu, który równocześnie stali się okupantami, umożliwiając opanowanie Europy wschodniej przez czerwony totalitaryzm aż na pół wieku. Podwójne standardy nie prowadzą do niczego dobrego.

Dla tych, którym potrzebne są nie argumenty, lecz władza autorytetu lub autorytet władzy, podpowiem, że podobne mowy o potrzebie pokoju, nieco bardziej politycznie poprawne, w lepszych czasach wygłaszał Putin: „Oczywiście, był żal, smutek, tragedia. Ale w nich, co ciekawe, nie było nienawiści do wroga. Ja do dziś nie mogę, szczerze mówiąc, tego do końca pojąć. Moja mama w ogóle była człowiekiem bardzo łagodnym, dobrym…Mówiła: «A jaką nienawiść można czuć do tych żołnierzy? To są prości ludzie i oni też ginęli na wojnie». To niesłychane! Wychowywaliśmy się na sowieckich książkach, filmach…I nienawidziliśmy. A u niej tego z jakiegoś powodu nie było. I ja jej słowa bardzo dobrze zapamiętałem: «A co mielibyśmy od nich wziąć? To przecież tacy sami robotnicy jak i my. Po prostu gnali ich na front». Albo fragment przemówienia z 29 czerwca 2016 roku: Nasze narody – naród niemiecki i naród Związku Sowieckiego – odniosły najbardziej kolosalne straty. Należy, oczywiście, koniecznie o tym pamiętać, po to, aby nic podobnego już się więcej w historii ludzkości nie stało.” Radzę histerykom z „parlamentu”, aby brali przykład ze swojego wodza.”

Tekst oryginalny:

https://www.facebook.com/mikhail.sokolov.16/posts/1720028041375951?pnref=story

Iwan Kurilla, historyk, profesor Europejskiego Uniwersytetu w Petersburgu:

“Iwan Kurilla uważa, że żołnierzy Wehrmachtu nie należy uznawać za „niewinne ofiary”, ale z pewnością można ich nazwać ofiarami polityki władz ich własnego państwa:  – Nowe pokolenie zaczyna widzieć w wojnie ludzką tragedię, a w żołnierzach obu stron – przede wszystkim ofiary. To jest właściwy kierunek rozwoju pamięci o wojnie i prawdopodobnie właśnie taka refleksja legła u podstaw rosyjsko-niemieckiej wymiany uczniowskiej i wystąpienia Nikołaja Desjatniczenko – tam przecież słychać właśnie antywojenny patos. W swoim wystąpieniu Nikołaj nazwał żołnierzy Wehrmachtu „niewinnymi ofiarami” i tu, oczywiście, popełnił błąd; żołnierz, który przyszedł w celu podboju na obcą ziemię, nie jest już ofiarą „okoliczności”. On może i nie chciał iść na front, ale tam był i już samo to nieadekwatnym czyni słowo „niewinny”. Wiemy, że Wehrmacht uczestniczył w szeregu zbrodni wojennych, aczkolwiek nie został on uznany za organizację zbrodniczą. Nie wiemy niczego o życiu tego konkretnego żołnierza, o którym mówił uczeń, ale słowo „niewinny” nie powinno być tu użyte.  To, jak gwałtowna była reakcja części opinii publicznej, świadczy o tym, że temat Wielkiej Wojny Ojczyźnianej ciągle nie stał się historią – wszystko, co jej dotyczy, odbierane jest bardzo osobiście. Nie sądzę, że Nikołaj zasłużył na taką falę hejtu w Internecie – jego intencje były antywojenne i słuszne, ale dotknął on ciągle bolesnego tematu.”

Tekst oryginalny:

https://www.sibreal.org/a/28864335.html

Irina Szczerbakowa, historyczka, szefowa edukacyjnych programów Międzynarodowego Memoriału, koordynatorka konkursu historycznego dla uczniów „Człowiek w historii. Rosja – XX wiek”:

 “Niestety, jest to nowa cecha naszego czasu – na współczucie lub miłosierdzie odpowiada się teraz hurra-patriotyczną histerią” (…)

“Chłopiec faktycznie nie całkiem właściwie sformułował zdanie ze słowami o „niewinnie poległych”. Oczywiście, w samych Niemczech tak się nie myśli. Dekady pracy historyków wykazały, że o „niewinności” w tym przypadku mówić nie można. Ale rosyjski uczeń mówił nie batalionach karnych czy o członkach SS. On mówił o zwykłych żołnierzach, z których wielu było ludźmi zniewolonymi i szło na wojnę wbrew własnej chęci. Heinrich Böll opisywał w swoich książkach, jak znalazł się na wojnie – gdy rząd ogłasza mobilizację wojskową, uciec nie ma dokąd.

Szczerbakowa opowiedziała, że w ramach konkursu Memoriału wielu uczniów robiło projekty o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. «Nasze dzieci przez wiele lat nagrywały wywiady z tymi, którzy przeżyli wojnę – niekiedy z samymi Niemcami. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: jeńcy wywoływali w naszych ludziach litość – w takim byli stanie. Jest wiele świadectw, że w sowieckich ludziach nienawiść do wrogów, najeźdźców łączyła się z litością wobec konkretnego, umierającego człowieka. Miłosierdzie wobec jeńców przejawiali i ci, którzy przeszli przez najgorsze piekło wojny. Pamiętam, jak jedna dziewczynka przytaczała w swojej pracy opowiadanie dziadka, który w 1946 roku był małym chłopcem. Do drzwi jego domu zapukał pewnego razu niemiecki jeniec w ciężkim stanie i poprosił o jedzenie. Ojciec chłopca, który z frontu wrócił bez ręki, w milczeniu przyniósł mu chleb – choć jego własna rodzina nie dojadała. A swojemu osłupiałemu synowi powiedział: „Ten Niemiec był naszym wrogiem, ale teraz to po prostu umierający człowiek”. A zatem, właśnie w tym miłosierdziu tkwi wielkość naszego narodu. I właśnie to teraz z jakiegoś powodu próbuje się zniszczyć.”

Tekst oryginalny:

https://www.kommersant.ru/doc/3473427

Anastasija Mironowa, dziennikarka Nowej Gaziety:

„Uczeń z Nowego Urengoja z trybuny Bundestagu przyznał się do współczucia wobec żołnierzy hitlerowskiego Wehrmachtu. Dla zideologizowanej Rosji to skandal. Wszyscy pytają – dlaczego uczeń, dlaczego teraz, dlaczego w Bundestagu…Ale o wiele ważniejsze jest inne pytanie – dlaczego właśnie Nowy Urengoj?

Dlatego, mianowicie, że ludzie, którzy tam mieszają, są od dawna i chronicznie syci, jako bodaj pierwsi spośród Rosjan weszli do Internetu i pojechali za granicę. W sektorze gazowym w Nowym Urengoju wielu jest drobnych przedsiębiorców z niemałymi dochodami. Żyją tam Rosjanie, którzy do niedawna kupowali z wyprzedzeniem w wielkich miastach mieszkania dla swoich dzieci. W latach 90. jeździli Toyotą Mark II z prędkością 250 km/h. Nawet na jamalskich polach, nawet w Tiumeniu, nawet w Moskwie.

Ludzie Nowego Urengoja to przykład samowystarczalnej i mało bezbronnej w obliczu państwowej machiny klasy.

Jeszcze niedawno byli bogaci, ale źle wykształceni. Ale dawno już na rynek pracy weszło pokolenie, które za północne pieniądze wykształciło się na najlepszych uczelniach świata. Wielu z nich wróciło na Jamał. (…)

Za obrazem, jaki powstał w głowie jamalskiego ucznia Koli, stoją nawet nie lata, lecz dekady sytego życia miasta, niezależnego samopoczucia rodziców. Stoi za nią dobrze wyposażona biblioteka i miejskie archiwum ze zdigitalizowanymi dokumentami. Stoją nauczyciele, którzy mają czas pracować z utalentowanymi dziećmi i odwagę opowiadać im o wojnie wszystko, a nie tylko to, co jest dozwolone przez Ministerstwo Edukacji.”

Tekst oryginalny:

https://www.novayagazeta.ru/articles/2017/11/21/74628-malchik-kolya-iz-drugogo-mira

Oprac. Katarzyna Chimiak