„Kiedy wrócicie, zabijemy was”

Reportaż Ilji Azara o tym, jak setki Czeczenów próbują uciekać do Europy przez Brześć

Lalka wykonana przez Czeczenów z dworca w Brześciu, źródło – http://czujczuj.blogspot.com/

Meduza, 8 grudnia 2016

Każdego dnia kilka setek Czeczenów wsiada do pociągu w białoruskim Brześciu i jedzie przez granicę do polskiego Terespola. Polskie władze przepuszczają nie więcej niż dwie rodziny dziennie, ale Czeczeni próbują jeszcze raz, i jeszcze raz, choć dla wielu z nich oznacza to konieczność koczowania na dworcu. Prezydent Czeczenii Ramzan Kadyrow już oświadczył, że ludzie w Brześciu to nie uchodźcy, lecz „zakładnicy specsłużb krajów europejskich, którzy mamią Czeczenów opowieściami o rajskim życiu”. Specjalny korespondent „Meduzy” Ilia Azar wybrał się do Brześcia, aby zobaczyć, co się tam dzieje i nagrał monologi kilku uchodźców o tym, dlaczego próbują oni przedostać się do Europy i jak w Czeczenii prześladuje się, torturuje i zabija ludzi.

Monstrualny socrealistyczny budynek dworca kolejowego w Brześciu to most z sojuszniczego państwa Rosji i Białorusi do Europy. 20 minut pociągiem (aby wsiąść do niego, nie trzeba mieć w paszporcie szengeńskiej wizy) i już jesteś w polskim Terespolu. Liczba uchodźców próbujących w taki sposób przedostać się na Zachód ostro wzrosła w styczniu 2015 roku. Zeszłej jesieni funkcjonariusze straży granicznej z Brześcia informowali, że o ile w styczniu 2015 mieszkańcy rosyjskiego Kaukazu i Azji Centralnej dokonali 700 prób przekroczenia granicy, o tyle w lipcu było to już około 2000, a w sierpniu – ponad 8000 tysięcy.

„Wtedy wszystko było proste. Przyjeżdżało, powiedzmy, 100 Czeczenów, i 70 z nich tego samego dnia przepuszczano, a pozostałych 30 następnego dnia” – mówi Wiaczesław Panasiuk, koordynator sekcji prawnej Misji Pomocy Uchodźcom w Brześciu, utworzonej przez organizację obrony praw człowieka Human Constanta. Wszystko zmieniło się wraz z przyjściem w Polsce do władzy konserwatywnej partii „Prawo i Sprawiedliwość” i napływem do Europy syryjskich uchodźców. „Przez Polskę przetoczyły się wiece pod hasłami „Polska nie dla muzułmanów”, a wielu Polaków mówiło wtedy: „Nie chcemy tu Syryjczyków, u nas jest już dość Czeczenów” – opowiada Panasiuk.

Swoją misję Human Constanta rozpoczęła we wrześniu 2016 roku, gdy na czeczeńskich uchodźców zwróciły uwagę rosyjskie i międzynarodowe media. Stało się to po wiecu protestacyjnym, na którym Czeczenii żądali od funkcjonariuszy polskiej straży granicznej, aby przynajmniej przyjmowali ich wnioski o nadanie statusu uchodźcy (jak nakazuje odpowiednia Konwencja Genewska) – bo najczęściej odsyłano ich po prostu z powrotem na Białoruś.

Wedle słów Panasiuka teraz w Brześciu znajduje się co najmniej 1000 czeczeńskich uchodźców i ich napływ wciąż trwa. „We Wrześniu 2016 roku każdego dnia w pociągiem jechało od 400 do 600 osób, ponieważ wkrótce będzie zima i trzeba szybciej przejechać. Teraz rodziny głównie siedzą w mieszkaniach, pieniędzy już prawie nie mają i pociągami jeździ po 200 osób. Liczba ich nie zmniejsza się, ponieważ stale zauważamy nowych uchodźców” – opowiadał mi obrońca praw człowieka 13 listopada. Wcześniej do miasta przyjechało 7 czeczeńskich rodzin, z których każda składała się przeciętnie z 5 osób.

Sam Panasiuk przebywa w Brześciu stale – jego koledzy co jakiś czas przyjeżdżają, aby mu pomóc. „Za pierwszym razem przyjechałem na cztery dni, ankietowałem ludzi i widziałem dużo nagrań – na przykład, kadyrowcy przysyłają ludziom nagrania ze scenami gwałcenia tych osób i grożą im, że to opublikują – opowiada koordynator Misji pomocy. – Z powodu stresu tak bardzo obniżyła się moja odporność, że przez tydzień leżałem w łóżku z gorączką. Potem przyjechałem już z blokadą emocjonalną, ponieważ nie da się przez cały czas wszystko to brać do siebie. Nowi ludzi po prostu wariują od tego, co się tu dzieje, i od tego, dlaczego ludzie uciekają”. Obrońca praw człowieka uściśla, że z rozmów z uchodźcami zrozumiał, że w ostatnim czasie w Czeczenii „zaczęli represjonować” nie tylko wahabitów czy krytyków Kadyrowa, lecz i mężczyzn, którzy walczyli po stronie samozwańczej Republiki Iczkerii w I i II wojnie czeczeńskiej w latach 1990.

Większość uchodźców mieszka w Brześciu w wynajętych mieszkaniach. Panasiuk mówi, że miejscowi mieszkańcy już zorientowali się w sytuacji i zaczęli na niej zarabiać. „Wielu [mieszkańców Brześcia] wyremontowało swoje mieszkania i wynajmuje kawalerki po 300 euro za miesiąc, choć za takie pieniądze można wynająć wyremontowane mieszkanie w centrum Mińska. Wielu wynajmuje tylko według przeliczenia na dobę – za 20 euro za dzień – opowiada Panasiuk. – Miejscowi zwolnili się pracy, wożą Czeczenów samochodami do przejścia granicznego, potem odbierają ich i pomagają ładować rzeczy. Generalnie rzecz biorąc, Brześć świetnie teraz zarabia na uchodźcach”. Białoruska kolej także dostaje nie mniej niż 80 tysięcy euro miesięcznie dzięki próbom ludzi, by uciec do Unii Europejskiej.

Pomimo nacisków obrońców praw człowieka, Polska swojego stanowiska wobec uchodźców nie łagodzi. Według obliczeń organizacji Human Constanta, do połowy października przez granicę przepuszczano około 20 osób na dobę; w listopadzie – nie więcej niż 10 osób (czyli jedną-dwie rodziny). Kryteria Polaków są niejasne, dlatego każdy przejazd do loteria. Bilet do Terespola i z powrotem kosztuje 9 euro. Po kilkudziesięciu próbach i dwóch miesiącach wynajmowania mieszkania wielu Czeczenom kończą się pieniądze, zaczynają więc mieszkać i wyczekiwać na dworcu. Czeczenii żyjący na Zachodzie, wedle słów Panasiuka, regularnie przysyłają pieniądze tym, którzy utknęli w Brześciu.

Od dworca do centrum miasta przez szyny prowadzi długi wiadukt. Naprzeciwko znajduje się skromny bar «Status». Są tu dwie sale: w jednej jest tanie piwo i stojące miejsca, a w drugim – dyskoteka z płatnym wejściem (bilet kosztuje trzy ruble białoruskie, czyli ok. 100 rosyjskich). Tu wieczorami przychodzą Czeczeni, wielu pije piwo (Panasiuk mówi, że takich jest góra 10 mężczyzn na setek uchodźców), niektórzy tańczą z dziewczynami; niekiedy przed restauracją dochodzi do bójek z miejscowymi, którym nie podoba się, że do Brześcia „«понаехали чеченцы».”. Niektórzy uchodźcy, wedle słów Panasiuka, znajdują tu partnerki i potem, dopóki się z nimi nie pokłócą, nocują u nich.

Białoruś nie należy do najbardziej liberalnych krajów na świecie, ale jej władze Czeczenów nie tykają. „Oni nie stwarzają szczególnych problemów, po prostu tu siedzą i śpią” – mówi kierownik dworca. Dyżurujący na dworcu milicjant okazuje się niespodziewanie rozmowny. „Oni sami zadecydowali o swym losie – wojny tam teraz nie ma, problemów zatem też nie. Mężczyźni chodzą a to do kasyna, a to do baru, a więc pieniądze mają, chociaż siedzą tu tacy biedni i nieszczęśliwi. Ja za to pracuję po 12 godzin, a pozwolić sobie na chodzenie do barów nie mogę. Dzieci szkoda. Kobiety i dzieci siedzą tu, a mężczyźni wynajmują mieszkania lub hotele i nocują w normalnych warunkach. Jeśli popatrzy się na nich dłużej, można zobaczyć, jaka jest ich kultura. Ja pracuję tu już 20 lat i z każdym człowiekiem, który tędy przejeżdżał w tym okresie, było tak samo. Są też piesze przejścia, ale nikt nie chce przekraczać granicy piechotą”.

Według Panasiuka Białorusi nie opłaca się prześladować Czeczenów. „To są obywatele Rosji, zacznie się szum, będą interweniować wszystkie organizacje obrony praw człowieka i zrobi się potworny skandal – wyjaśnia obrońca praw człowieka. – Białoruś nie chce podejmować tej kwestii, bo wtedy musiałaby coś z nią zrobić. Ukraińskich uchodźców po cichu skierowano do pracy we wsi, dano im też domy. Byli tu Czeczeni z silnymi politycznymi historiami, którzy złożyli wnioski o azyl. Powiedziano im: „Zabierzcie te wnioski, my wam damy prawo pobytu, rejestrację i mieszkania”.

Droga uchodźców do Europy prowadzi przez Polskę, ale zostawać tam mało kto chce. Ale innych możliwości nie ma: Ukraina, wedle słów obrońcy praw człowieka, ludzi zameldowanych w Czeczeni nie przepuszcza przez granicę, a kraje arabskie natychmiast wydalają Czeczenów z powrotem. „Na Białorusi nie jest tak niebezpiecznie, ponieważ kadyrowcy nie dogadają się z Federalną Służbą Bezpieczeństwa, żeby oni skierowali to wniosek o ekstradycję, a sami kadyrowcy nie są uprawnieni do wysłania takiego wniosku” – mówi koordynator Human Constanta.

Twierdzi on zresztą – podobnie jak sami uchodźcy – że w Brześciu znajdują też agenci obecnych władz czeczeńskich. „Pewnego razu, gdy rozmawiałem z rodziną, podszedł do nas człowiek, pokazał jakąś karteczkę i łamanym rosyjskim powiedział: „Możecie tu być do 9 października, nie przejedziecie, a kiedy wrócicie, my was zabijemy” – i odszedł – wspomina obrońca praw człowieka. —Kadyrowcy tu naprawdę są, nagrywają nas na kamerę, niekiedy prowokują, podchodzą do rodzin. Jeśli zidentyfikowali rodzinę, to mogą zmusić krewnych w Czeczenii do nagrania video, jak ci odcinają się od nich. Takie przypadki były. Po tym jak Kadyrow powiedział, że tu są alkoholicy i narkomani (chodzi o post na Instagramie Ramzana Karyowa – przyp. Meduzy) przyjechało kilku chłopaków, którzy tu pili, urządzali awantury i milicja ich wypuszczała, bo oni mieli karteczki».

Wszystkie nazwiska Czeczenów w tym materiale zostały zmienione, ale nawet anonimowo rozmawiać o tym, dlaczego wyjechali z Czeczenii, nikt nie chce. Niektórych udaje się namówić tylo Panasiukowi – obrońca praw człowieka przez trzy miesiące pobytu w Brześciu zdołał zyskać zaufanie uchodźców. On długo przekonuje każdego rozmówcę, a potem prowadzi ich pojedynczo do dworcowej restauracji z wysokim sufitem, stukiem i wielkim żyrandolem i zaczynają rozmawiać.

Nazira

Krewni mojego męża, oni wtedy mieli po 18-20 lat, byli wahabistami (Nazira nazywa wahabitów właśnie tak – przyp. Meduzy). W 2005 roku ktoś na nich doniósł i wszystkich z nich pozabijano, znaleźli ich w domu. Po tym męża długo męczyli w FSB. Były stałe groźby, nachodzili nas w nocy i zabierali go. Żądali, aby powiedział, w jakiej grupie byli jego krewni i kto z nich był dowódcą.

On przechowywał u nas piwnicy broń [krewnych], to prawda. Ale oni jej nie znaleźli, zdążyliśmy ją wyrzucić. On bywał tam [w lesie], chodził z nimi. Ja tego nie neguję. Ale nie sądzę, że on wiedział, kto im przewodził.

Po półtora roku po tym, jak chłopaków zabito, zabito te młodszego brata męża i jego żonę. Kadyrowcy podłożyli ładunek wybuchowy pod ich samochód. On również był islamistą. Matka tamtych krewnych jest teraz inwalidką. Oni wrzucili bombę, wysadzili w powietrze dom, ale ona przeżyła. Za granicą zrobiono jej operację, teraz mieszka w Niemczech.
Pewnego razu męża zabrano w nocy, o czwartej rano, i przez około trzy-cztery miesiące nie można go było nigdzie znaleźć. Powiadomiliśmy milicję, ale zignorowano nas. Powiedziano, że uciekł do lasu i nawet nie przyjęli naszego zgłoszenia.

[Kadyrowcy] zaczęli nas nieustannie nękać. Mnie też zabrali, a potem wypytywali, gdzie on bywał i kiedy wychodził. Mnie nie torturowali, ale straszyli. Bardziej bałam się o dzieci. W nocy, gdy jego nie było, oni kilka razy nachodzili nas zamaskowani. Jak otworzyli drzwi? Ja nie pojmuję. Pewnego razu, gdy jednemu z nich ściągnęłam maskę, on uderzył mnie łokciem.

Kiedyś męża wyrzucili na podwórko. Jego zdrowie ucierpiało, w końcu stale go torturowali. Wbijali mu młotkiem igły pod paznokcie. Oni uważają, że wahabita to nie człowiek.

Czeczeńskie kobiety w Brześciu razem z polską wolontariuszką Mariną Hulia, źródło – facebook.com/pg/Dzieci-z-Dworca-Brześć

Szczerze mówiąc, tam nie da się żyć. Trzeba to zobaczyć [żeby uwierzyć]. Uczestniczyłam w sytuacji, gdy torturowano młodego chłopaka, jednego z młodszych krewnych. Chcieli, żeby on powiedział, do jakiej grupy należą [jego bracia]. Przysięgam, znęcali się nad nim – nie jestem nawet w stanie powiedzieć jak…Robili z nim to, czego u muzułmanów w ogóle nie wolno robić, to poniżające dla mężczyzny…(Panasiuk wyjaśnia: «Masz na myśli przemoc seksualną?» Nazira kiwa głową.) To stało się w obecności mojej i mojego męża. To było ogólnie potworne. I co najważniejsze, oni to wszyscy nagrywają [na telefon]. Zasłaniają swoje twarze i nagrywają.

Ten chłopak, gdy go wypuścili, sam siebie zabił. Nie wytrzymał tego, że został zhańbiony na oczach mojego męża, choć samobójstwo to u nas najcięższy grzech. Chłopak miał 19 lat.

Potem zaczęły się anonimowe telefony. Dzwoniący mówili, co stanie się ze mną i z mężem. Problem trwał trzy-cztery lata. Potem mąż umarł na zawał i sprawa nieco przycichła. Jeszcze kilka razy, prawda, przyjeżdżali. Starszy brat wyjechał, wszystkie siostry już od kilku lat żyją w Belgii, bo im nie dawano w ogóle spokoju.

Ja sama 29 lat chodziłam w hidżabie. Najstarszy z krewnych już dawno pojechał na studia do krajów arabskich i wrócił jako inny człowiek. Mój mąż także się zmienił. Gdy siadasz i zaczynasz z nimi rozmawiać, słyszysz, co oni mówią, to już jakoś machinalnie zakładasz hidżab. Ale potem zdjęłam go, bo nie dało się już chodzić, bo stale za tobą chodzą i żądają: «Zdejmij, zdejmij, zdejmij».

Wyjechałam [z Czeczenii], bo się boję. Szczerze mówiąc, głównie o dzieci. Córka jest już duża, a u nas panuje muzułmański obyczaj, że dziewczynki wychodzą za mąż już w wieku 12-13 lat. Oczywiście, teraz nie jest już tak, jak wcześniej, ale i tak nadal to obowiązuje. Ona wygląda na starszą i już gdy miała 12 lat krewni ze strony męża zaczęli ją swatać. Zaczęły się u nas skandale. Ja chcę, żeby ona się uczyła, nie chcę żeby wychodziła za mąż nawet w wieku 20 lat.

Niedawno dostałam wiadomość od jednego z tych, który przeszedł [do Polski] dwa tygodnie temu. On u siebie w Czeczenii zaczął budować dom, ale jak tam dotarła wieść, że on przyjechał tu, przyjechały buldożery i wszystko zniszczyły.
Było też video – rodzina nie zdołała przejechać, wróciła do domu, i tam nawet 11-letniego chłopca zatrzymali i mówili mu, że jest ciotą. Nawet nad dzieckiem znęcali się kadyrowcy. Albo niedawno 19 chłopaków zabrali, w tym brata jednej z tych, która tu chodzi, i do dziś nic o nich nie wiadomo. Krewnym tych, którzy tu się znajdują i o kim się dowiedzieli, podobno wyłączono gaz i światło. Kadyrow mówił przecież, że nie da spokoju nikomu, kto był na Białorusi, kto chce przejechać. Oni wiedzą wszystko. Kadyrowcy są wszędzie. Tu też są.

U nas ludzie modlą się pięć razy dziennie, ale są i tacy, którzy modlą się trzy razy dziennie. I oni są uważani przez nich za nieludzi, wszak trzy razy dziennie modlą się najzagorzalsi wahabici. Jeśli pracujesz, dostajesz połowę pensji, choć liczysz na całą. [Po wojnie] za zniszczony dom ludzie nie dostawali żadnych odszkodowań. Dwóch ochroniarzy idzie z tobą do banku, bierzesz pieniądze, a potem idziesz do białego domu i oddajesz całą tę sumę.
Ludzie milczą, bo się boją. Tu jest chłopak, który nie może mieć dzieci – tak go torturowali. On był ładnym chłopcem, nie ma jeszcze trzydziestu lat, ma dziecko, ale córkę, i więcej dzieci mieć nie może.

Żyć [w Czeczenii] nie chcę, chociaż jestem muzułmanką. Syn ma 10 lat, za dwa lata dorośnie, normalnego życia tam nie ma. Dokąd byś nie pojechał, swój Islam zawsze nosisz w swoim sercu, a żyć tak, żeby moje dzieci się męczyły, ja nie chcę.

Przyjechaliśmy trzy miesiące temu i utknęliśmy na dworcu. Mamy problemy z pieniędzmi. Przejechać próbowałam osiem razy, po szóstej próbie miałam mały zawał i wszystkie pieniądze poszły na szpital. Ale właścicielka [mieszkania] trafiła mi się dobra. Dzieci mieszkały u niej przez ten czas bezpłatnie, a teraz ona powiedziała, że na zimę, jeśli nie przejadę, mogę przyjść do niej. Dobrze, że nasi bracia za granicą pomagają. Gdyby nie oni, nie wiem, jak byśmy żyli. I bez Sławy [Panasiuka] w ogóle byśmy nie dali rady.

Ibrahim

Mogę nie mówić, dlaczego wyjechałem? Grozi mi niebezpieczeństwo, dlatego tu przyjechałem…Dostałem wezwanie, ale nie poszedłem do oddziału. Wtedy nocą mnie zabrali, walili młotkiem, bili, głowę trzymali w torebce foliowej. Byłem tam dziesięć dni. Mówili, żebym podpisał dokumenty i pracował dla nich. Potem mnie wypuścili i przyjechaliśmy tutaj.
Podczas pierwszej i drugiej wojny walczyłem dla Iczkerii, potem dostałem amnestię. Ale potem – jak coś się dzieje [w Czeczenii], to mnie biją. Pokazują fotografie i pytają, co to, gdzie to jest, mimo że ja nie wiem. Oni chcieli, żebym dla nich pracował. Mówili, że jeśli się zgodzę, podpiszę kontrakt, będę mieć 100 tysięcy pensji, dom, samochód i wszędzie zielone światło.

Ale jeśli zostanę kadyrowcem, będę musiał znieważać ludzi. Oni mówią przecież, że trzeba działać i jeśli mówią, że trzeba zabić człowieka, to trzeba zabijać. A przecież jeśli ja zrobię coś złego, będą się mścić na moich dzieciach, nawet jeśli zginę. Zemsta krwi.

Wiem, że niektórych wysłali na Ukrainę i do Syrii, jak tylko podpisali kontrakt. Oni w telewizji mówią, że mają ochotników, stutysięczną armię, ale oni przemocą zmuszają ludzi do podpisywania kontraktów.

Ktokolwiek im się trafi, tego zabierają. Idziesz i po chwili już cię nie ma. Niektórzy ludzie znikają. Mówią ci, że ten czy ów pojechał do Syri albo uciekł w góry, a po dwóch-trzech miesiącach znajdują go martwego, z podrośniętą przez ten czas brodą. Niedawno w Groznym ktoś coś zrobił i oni przyszli do meczetu o piątej rano i wszystkich młodych zabrali i potem przesłuchali.

Im kierownictwo mówi, że potrzebny jest rezultat i dla nich nie ma różnicy [jak go osiągną]. Mogą podrzucić komuś broń albo narkotyki. Byle tylko był rezultat.

W Czeczenii żyjesz normalnie, jeśli masz krewnego, który jest naczelnikiem, ministrem albo szefem administracji dzielnicy. Wtedy ciebie nie tykają, a jeśli mimo to zabiorą, to ci pomagają. A jeśli nie masz się do kogo zwrócić, żyjesz kiepsko.

Po przejściu do Polski opowiedziałbym może ładną historię, a tu nikt nie chce niczego opowiadać. Jeden już mówił za granicą źle o Kadyrowie, to potem pobili mu rodzinę. Po tym on przeprosił i powiedział, że Kadyrow to dobry człowiek. Moi krewni zostali w domu. Jeśli ucieknę za granicę, będą ich nękać.

Hasan

Jeśli nie mam wolności słowa, to po cholerę mi taki kraj. Na Białorusi wolność słowa jest, tu możesz się wypowiedzieć i jeśli masz rację, możesz zwyciężyć. Tu w końcu jest komunizm, że tak powiem.

Nie trzeba nękać moich krewnych, mojej rodziny. Jeśli mnie nie znaleźli, to po co oni ich nękają? Przepraszam za wyrażenie, ale to **** [wulgaryzm]. Nie trzeba nękać. Z powodu jednego człowieka tysiące ludzi wzywają, sadzają na stadionie i odczytują nazwiska krewnych. To wstyd dla Czeczenii robić tak z ludźi. Nie ma takiego prawa! On to co, własne prawo sobie wymyślił? Niby car z niego na całej ziemi? A do tego mówią, że w Czeczenii wszystko jest w porządku.

Walczyć z Kadyrowem nie mam już siły. Nikt nie jest w stanie walczyć jednocześnie i z Rosją, i z Kadyrowem! Niewielu już nas zostało. W Czeczenii już 70% ludzi to kadyrowcy. Wszycy się boją i my też się boimy, ale już nie o siebie, lecz o rodziny. Podczas wojny Rosja nie znała naszych punktów, niczego o nas nie wiedziała, za Kadyrowa popiera 70% Czeczenów i on może łatwo dowiedzieć się wszystkiego o pozostałych 30%. Oni od razu wiedzą o wszystkich, co chcą.
Ci, którzy walczyli przeciwko Rosji i Putinowi, poddali się i teraz są za Kadyrowem. Tam nie da się schować. Nie ma wyjścia – albo umierasz, albo całe życie siedzisz w górach, a przecież trzeba coś jeść.

Kadyrow mówił, że ustanowi w Czeczenii stalinowski reżim – i zrobił to. Jest gorzej niż w stalinowskim reżimie. Ja nigdy nie skarżyłem się na mój naród, zawszę go bronię, ale nie trzeba z mojego powodu nękać mojej matki, moich krewnych.

Said

Przyjechałem z rodziną dwa miesiące temu. Szczerze mówiąc, zrobiłem to z powodu ojca. On nas nęka – całą rodzinę, matkę, siostry. On pali trawę i każdej nocy przychodzi i…sam rozumiesz.

On pracuje dla kadyrowców. Teraz jest w Czeczenii, ale przez Whatsappa przesłał wiadomość głosową i powiedział, że wszędzie nas dopadnie, a potem zabije mnie i matkę.

Nie mogę nic zrobić. U nas nie wolno wystąpić przeciwko ojcu lub matce. Gdyby było można, już dawno bym go zabił. Gdyby można było jakoś sobie z nim poradzić, zostalibyśmy, ale czegoś takiego nie da się zapomnieć, tym bardziej jeśli chodzi o bliskiego człowieka. A jeszcze bardziej boli, że nie wpuszczają nas do Polski.

Szamil

Może pan napisać, że jestem Papuasem, ale dla wszystkich z mojej okolicy będzie jasne, że chodzi o mnie. Nie chciałbym, aby fotografowano choćby mój cień. Nie słyszałem, żeby ktoś tu opowiadał dziennikarzom o tym, dlaczego ludzie wyjechali z Czeczenii. To bardzo ryzykowne. W domu zostali krewni, ich mogą pobić, zgwałcić, to już powszechna praktyka, a dla nas nie ma nic gorszego niż to. Już lepiej, żeby wszystkich rozstrzelali.

Był taki przypadek, że jednego chłopaka wzięli, związali i posadzili na krześle. Potem przyprowadzili jego żonę i siostrę i ja jego oczach je gwałcili. On od ataku serca zmarł tam na miejscu. [Kadyrowcy] to przecież też Czeczeni i wiedzą, że najgorsze co może dla nas być, to złamać człowiekowi duszę, więc te metody wykorzystują.

Polska wolontariuszka Marina Hulia z dzieckiem na dworcu w Brześciu, źródło – facebook.com/pg/Dzieci-z-Dworca-Brześć

W Czeczenii z każdym może się stać coś złego nawet przez jedno słowo, a ja już dawno im podpadłem. Miałem nawet szczęście, że tyle czasu tam przeżyłem. Zapewne postanowili — niech plotkuje, byle to nie wychodziło poza okolicę. Ja występowałem przeciwko korupcji, bo to się nie mieści w głowie, co się tam wyrabia. Skarżenie się nic nie daje, ale nie dało się już tego wytrzymać.

Kierownik u mnie w pracy powiedział, że przyjeżdża komisja i zaczął zbierać dla niej pieniądze. Czyli miałem zrzucać się na łapówkę dla komisji. Pierwsze, co zrobiłem, gdy wystąpiłem przeciwko systemowi, to zrezygnowałem z dawania pieniędzy. Jeśli mają mnie za to zwolnić, to niech komisja mnie zwalnia. Ja wykonuję swoją pracę, cudzego nie biorę. Odmówiłem i stosunek do mnie od razu się zmienił.

Inni zbierają pieniądze na futbol. Ktoś przecież powinien przyjść na mecz i bielty trzeba sprzedać. Mnie ten futbol jest nie potrzebny, ale płaciłem. Na mecze nie chodziłem, ja się tym nie interesuje, ale też nikt mi nie dawał biletów. Na pewno ktoś szedł za mnie, a może nikt nie szedł. Zabierają z pensji pieniądze na bilety do teatru, a sami biletów nie dają.

Pieniądze staje na coś zabierają. My nawet nie wiemy, jakie mamy pensje. Pokazują nam jeden dokument, który my podpisujemy. Drugi dokument sami za nas podpisują i to idzie do księgowości. Skąd to wiem? Wiem. Pracuję na dwie zmiany i mam 5 tysięcy pensji. Jak to jest możliwe? W innych miejscach ludzie na moim stanowisku pracujący na jedną zmianę mają wyższe pensje. Powinno więc wychodzić co najmniej około 20 tysięcy.

W telewizji nasz car mówi, że jeśli ktoś zechce uszczknąć komuś choć jeden rubel z pensji, on wsadzi go do więzienia. Nie mogłem pojąć, jak on może tak bezczelnie kłamać. Gdy poskarżyłem się ludziom wyżej w hierarchii, oni zrozumieli, że ja mogę pójść jeszcze dalej i zaczęli mi grozić. Zrozumieli, że trzeba mnie powstrzymać, dopóki sprawa nie stała się publiczna.

Był znany przypadek, który dotyczył Ramzana [Dżalałdinowa]. Mnie na policji mówili: «A ty co, chcesz skończyć tam jak on?» Ja wiem, co się z nim stało. Przezywano go „Faraon”. Były podtopy i zawalił mu się dom. Miał prawo do odszkodowania, poszedł więc do lokalnej administracji. Odmówiono mu, a potem przyszli i powiedzieli, że pomoc będziemy dzielić po połowie. On odmówił, choć u nas wszystkie odszkodowania dzielą na pół. Oddałem więc połowę przydzielonych mi pieniędzy na młodą rodzinę. On się nie zgodził, bo uznał, że chce walczyć o swoje. Zawiadomił prokuraturę i prawie doszedł do Ramzana, do Rady Bezpieczeństwa napisał.

Wtedy w nocy przyszli do niego do domu zamaskowani ludzie, pojmali go i zagrozili, że rozstrzelają. Żona się wystraszyła i uderzyła jednego z nich młotkiem po głowie. On wziął to na siebie i przeciwko niemu wszczęto postępowanie w sprawie napadu na funkcjonariusza policji, a tego, że tamci naszli go nocą, jak gdyby w ogóle nie było. Poszedł siedzieć. Gdy po trzech latach wyszedł na wolność, zaklął się, że nie uspokoi się, dopóki nie wsadzi wszystkich i nagrał to vide, po tym od razu uciekł. A co było potem, wiecie.

Dogadali się z nim, on pokajał się, dali mu milion, bo z nim już pracowali obrońcy praw człowieka, a także dagestańska prokuratura była za nim. Ale nie wiadomo, czy on będzie żyć po uniewinnieniu – ja słyszałem, że on już gdzieś przepadł.

Walczyć i występować przeciwko władzy w Czeczenii się nie da. Jeśli nagrasz oświadczenie na video albo napiszesz do gazety, to już w ogóle koniec, takiego wszędzie znajdą. Oni nie mogą pozwolić, żeby wszyscy się dowiedzieli, ponieważ wtedy będą musieli sami siebie wsadzić do więzienia albo pokazać, że człowiek wszystkiemu zaprzecza i nazywa siebie nienormalnym.

Ja jedynie przez przypadek nie trafiłem w ich ręce, gdy oni włamali się do mojego domu, ponieważ akurat mnie tam nie było. Żona zadzwoniła, gdy oni już poszli. Ja specjalnie zmieniłem numer i gdy oni żądali od niej mojego numeru, ona im pokazała w książce telefonicznej pod moim nazwiskiem stary numer, a potem zadzwoniła już na nowy. Po tamtym zdarzeniu od razu wyjechałem z Czeczenii – miałem paszport, bo jeździłem do Mekki.

Jeśli ktoś nie ustąpił drogi kolumnie Kadyrowa albo wyprzedził kogoś z jego ochrony, przepada i potem znajdują go martwego. Po prostu gdy zaczynają bić, to ludzie zaczynają w odpowiedzi coś przeklinać i w rezultacie zostają pobici na śmierć. A już najgorzej jest wtedy, gdy podejrzewają cię o wahabityzm.

Czegoś takiego nie było nawet w czasach stalinowskich, żeby ojciec odpowiadał za syna. Represje były, ale jeśli syna aresztowali za to, że on był przeciwko komunizmowi, to ojca już nie tykali.

Nikt nie może nic powiedzieć na żaden temat. Jeśli trzech ludzi ze sobą rozmawia, to oni już wiedzą. Nie wie, jak oni to robią. Albo ktoś z tej trójki jest kapusiem, albo oni mają wszędzie podsłuchy. Nawet kroku nie można tam swobodnie zrobić.

Niedawno nauczyciele z instytutu naftowego o czymś ze sobą dyskutowali na Whatsappie i ktoś z nich zaczął coś krytykować. Oni czytają Whatsappa, zabrali osemkę, wszystkich pobili i jednemu nogi odmówiły posłuszeństwa. Wszystkich oprócz niego wypuścili i powiedzieli, że on uciekł. U nas, jeśli mówią, że człowiek uciekł, to znaczy, że na 100% jest martwy. W końcu znaleziono go pod urwiskiem, ale wszystkich jego stłuczeń nie da się wyjaśnić upadkiem z urwiska. Poza tym, jak on mógł spaść z urwiska daleko od domu, jeśli nogi odmówiły mu posłuszeństwa, jak powiedzieli jego wypuszczeni koledzy?

Wiece poparcia dla Kadyrowa i Putina organizowane są tak. Kierownik mówi podwładnym, że każdy powinien przyprowadzić pięciu ludzi, a jeśli nie przyprowadzi, musi szukać innej pracy. Czyli każdy pracownik powinien przyprowadzić ze sobą ludzi. Nawet gdy ludzie sami idą tylko po to, aby popatrzeć, na przykład, na włosy proroka, to nieważne. Chodzi o to, aby pokazać, jakimi dobrymi muzułmanami są Czeczeni. Ludzie spędzani są tam pod przymusem. Wszyscy powinni być szczęślwi, mają krzyczeć «Allah akbar» i «Chwała Ramzanowi».

Kadyrowa w Czeczenii popiera może 1% ludności. Reszta boi się, ale nawet nie jego. Jeśli będzie pan ze mną i do śmierci bać się, to będzie pan wypełniać polecenia, dostawać pieniądze, dobrze żyć, ale kochać mnie pan nie będzie. Nawet jego otoczenie go nie popiera. Gdyby rosyjska władza wycofała się z republiki, w ciągu jednej nocy on i całe jego otoczenie zostaliby wybici. Dopóki stoi za nim cała Rosja, niczego nie można z nim zrobić.

On zbiera armię i mówi, że to piechota Putina. A tak naprawdę ona ma bronić tylko niego. On rozumie, że w Rosji może dojść do przewrotu albo rozpadu kraju i wtedy on nie będzie miał dokąd uciec, wszędzie czyhają na niego Czeczeni. Dlatego jemu potrzebna jest armia, która będzie się bić do końca i umierać razem z nim. Gdyby taka walczyła przeciwko Rosji, wojna trwałaby do tej pory, przy czym na terytorium Rosji.

W jego elitarnych oddziałach najpierw przechodzi się szkolenie, a potem jest się wysyłanym do lasu, żeby człowiek splamił sobie ręce krwią. Aby gdy Kadyrowa zechcą zabić krewni, ci ludzie nie mogli zdradzić go i odejść, bo wszyscy mają ręce we krwi. Kadyrow nie jest głupcem, on o swoje bezpieczeństwo dba i stąd tak brutalnie zwalczana jest wszelka krytyka jego osoby – wszystko to ma na celu tylko jego ochronę. On wiedzie bardzo wystawne życie, nie jest takim pożądnym muzułmaninem, jak pokazują w telewizji.

Było takie opowiadanie, w którym ludzie zbuntowali się przeciwko królowi, weszli do jego pałacu, nożami zadźgali króla i królową i póki oni jeszcze nie umarli, ktoś chwycił ich dziecko i rozbił je o ścianę. Pisarz pisze: «Co zawiniło to dziecko?». I sam odpowiada: to król i królowa do tego doprowadzili. I my jesteśmy jak ci buntownicy.
Ludziom potrzebne jest prawo. Jakiekolwiek, choćby rosyjskie, afrykańskie, szariackie. Byle tylko ono funkcjonowało i broniło praw ludzi, żeby można było zwrócić się do sądu i być chronionym. Tego u nas nie ma.

Proszę sobie wyobrazić, że pana syna zabrali, a potem wyrzucili na wysypisku śmieci. Po jego ciele widać dokładnie, co z nim robiono, żadna kosteczka nie jest cała. Widzisz, jak go przypalano rozżarzonym metalem, jak wszystkie jego palce rozbijano młotkiem, wszystkie paznokcie powyrywano, nóg w żadnym miejscu nie złamano, aby tortury mogły trwać dłużej, jak zęby wyrywano na żywca. Widzisz, co zrobii z twoim synem, bracia widzą. Gdybym ja coś takiego zobaczył, nękałbym ich wszystkich, a potem leczył i znowu robił to samo. Nie wiem, oczywiście, czy starczyłoby mi na coś takiego serca, ale teraz wydaje mi się, że mółbym to zrobić. I takich ludzi są tysiące.

Podczas wojny zginęło sto razy mniej ludzi niż po wojnie. Po wojnie w ponad dwustu wioskach codziennie słyszymy, że ludzie jeden po drugim znikają, i to trwa już dziesięć lat.

Ja 13 razy próbowałem wjechać do Polski, ale tam siedzą ludzie, którzy uczyli się europejskiej psychologii. Onie nie znają naszej specyfiki, oni patrzą prosto w oczy, a u nas mężczyźnie nie przystoi patrzeć kobiecie w oczy. A ich zdaniem jeśli ktoś nie patrzy w oczy, to znaczy, że kłamie.

Jeśli w danym kraju nie są chronione prawa ludzi, ludzie mają prawo poprosić o ochronę inny kraj. Praw w Czeczenii nie ma nikt. Jeśli ktoś nie ma odwagi się przeciwstawić i tylko dlatego żyje, to jakie to są prawa. Polacy chcą, żebyśmy żyli tam jak niewolnicy? Dlaczego mamy żyć jak niewolnicy?

W Polsce trudniej jest kogoś złapać. Tam człowieka trzeba złapać, a Czeczeni są zwykle wysportowani i potrzeba pięciu-sześciu ludzi, aby Czeczena właściwie chwycić. Można jedynie wynająć zabójcę i zastrzelić, jak oni już robili. Tu oni mogą jeszcze zebrać na mnie kwity, zmyśleć, że jestem powiązany z terrorystami, że jestem zwolennikiem Państwa Islamskiego, zrobić ze mnie kogo tylko chcą, a potem przybić na kartce pieczątki i wysłać to do władz w Mińsku. Jednego już tam zawieźli, omonowcy zabrali go prosto z pociągu w Terespolu.

Madina

Mnie w kadyrowskiej polityce nie podoba się to, że oni przerabiają naszą religię na swoją modłę, zaprowadzają nową wiarę. Oni są zwolennikamu sufizmu, a ja na przykład jestem sunnitką.

Dziewczyny, które ubierają się zgodnie z Sunną, noszą hidżab i luźną odzież. Jeśli dziewczyna z zakrytą twarzą, w ciemnym, luźnym ubraniu idzie po ulicy, to ją zatrzymują, wywożą, biją i jeszcze nie wiadomo co robią. Słyszałam wiele takich historii. Sama nie widziałam,, ale po prostu tak przecież by ludzie nie mówili.

Oni narzucają swoje zwyczaje, mówią, że trzeba nosić obcisłe ubrania, że ciemnych nosić nie wolno. A nam tak nakazuje wiara. Chłopaków, którzy mają podciągnięte nogawki – według Sunny tak trzeba – zabierają. Tak nie wolno chodzić, bo oni uważają, że Sunna oznacza wahabizm.

Krewnym chłopaków, którzy się zbuntowali, podpalono domy, choć oni nic złeg nie zrobili. Taka jest ich polityka. Ja rozumiem, że są ludzie, którzy ukrywają się w lasach, ale kadyrowcy mylą ich z ludźmi, którzy po prostu żyją zgodnie z Sunną. Nie tyle po prostu mylą, lecz z jakiegoś powodu robią to specjalnie.

Ja też miałam problemy rodzinne. Mój mąż pracował dla kadyrowców i również sprzeciwiał się noszeniu takich ubrań. Próbował odebrać mi dziecko, prześladował mnie, ale ja nie chcę o tym szczegółowo opowiadać.

Ja nie jestem rdzenną muzułmanką, ja Islam przyjęłam. Co do problemów kobiet, to ja ich nie miałam, ponieważ dla mnie ta kwestia nie jest istotna. Wszystko zależy od tego, jaką wiarę wyznaje mąż. Jeśli mąż wierzy w Allaha, to żona ma prawa i jest przez męża szanowana. Mój mąż w ogóle nie był wierzący. On tam pracował dla Kadyrowa, dlatego o żadnych prawach nie było mowy.

Ja próbowałam przejechać granicę tylko kilka razy. Nie mam pieniędzy, no i w ogóle nie wiadomo, czy jest sens próbować. Funkcjonariusze straży granicznej ludzi nie słuchają i po prostu znęcają się nad nimi, nie dają możliwości wypowiedzieć się, pośpieszają. Mam wrażenie, że są generalnie obojętni.

Madina nie zgodziła się, aby sfotografować ją nawet od tyłu, ale nie z powodu obaw o pozostałych w Czeczenii krewnych (ona jest Moskwianką, która wyszła za mąż za Czeczena). «Zgodnie z Islamem kobieta nie powinna wystawiać się na pokaz, a robić sobie zdjęcia bez powodu – to bardzo niewłaściwe» — mówi ona.

Obrońca praw człowieka Panasiuk wtrąca się do rozmowy i mówi, że ci, którzy wpuszczani są do Polski, są potem zmuszani fotografować się bez hidżabu, przy czym robią to mężczyźni.

«Serio? To prawda? — pyta oszołomiona Madina, patrząc to na Panasiuka, to na mnie. Jest w totalnym szoku. — To co robić?»

Wypowiedzi zostały nagrane w dniach 13-14 listopada. Do chwili publikacji materiału praktycznie wszyscy jego bohaterowie przekroczyli granicę z Polską.

Ilja Azar
Brześć – Moskwa
Tłum. Katarzyna Chimiak

Tekst oryginalny: https://meduza.io/feature/2016/12/06/kogda-vernetes-my-vas-ubiem