Dzieci Internetu przebudziły się

Prezentujemy tłumaczenie notatki na temat wiecu z 26.03.2017 r. w Irkucku, którą opublikował na Facebooku politolog Aleksiej Pietrow. Tekst ten przedrukował również portal Tayga.info.

W Irkucku miało miejsce znaczące wydarzenie – narodziła się nowa klasa politycznie aktywnej ludności. Prawie tysiąc ludzi w wieku studenckim i ok. trzydziestki wyszło na ulice. Jestem pewien, że większość z nich po raz pierwszy przyszła na jakikolwiek wiec. Powiem więcej – większa część z nich ani razu nie uczestniczyła dotąd w wyborach, za to  w marcu 2018 roku prawdopodobnie pójdzie głosować. W każdym razie, na podstawie rozmów z osobami, które stały obok mnie – a miały one od 18 do 25 lat – zrozumiałem, że nikt z nich jeszcze nie głosował.

Takich wieców nie było w Irkucku od grudnia 2011 roku, kiedy to akcja pod hasłem „O uczciwe wybory” zgromadziła tysiąc mieszkańców. A jeśli uwzględni się wszystkie oddolne akcje publiczne z XXI wieku, to ten wiec plasuje się w pierwszej trójce, ustępując pod względem liczebności jedynie akcjom przeciwko wycinaniu lasów nad Bajkałem.

Ci młodzi ludzie słabo orientują się w polityce i nie oglądają telewizji. To dzieci Internetu, dla których czytanie bloga Nawalnego i obejrzenie filmu to ten sam rodzaj rozrywki. Niektórzy starcy dziwili się słysząc słowa „tag”, „flash” i tym podobne, ale ważne jest jedno: z grona kilkudziesięciu przemawiających większość stanowili młodzi.

Mam 19 lat i po raz pierwszy występuję publicznie…

Nazywam się Dima, mam 21 lat i mam coś do powiedzenia…

Mam 24 lata i widzę, jak moi rodzice wiążą koniec z końcem…

Jestem młodą matką dwójki dzieci…

Mam 17 lat, chodzę jeszcze do szkoły, ale chcę powiedzieć…

Widziałem coś takiego po raz pierwszy w życiu. Nikt tam tych młodych ludzi nie zagnał, nie przymuszał ich, nie płacił im pieniędzy. Przyszli sami.

Mają oni jawnie niepolityczne fryzury i ubrania, niektórzy mają na głowie coś podobnego do irokeza, jedna z dziewczyn wydała mi się absolutnym czupiradłem, ale też weszła na trybunę. Oni wszystko zapisują za pomocą różnych gadżetów, nagrywają na iPhony, i obawiam się, że VKontakte w ciągu najbliższych dni zapcha się od irkuckiej polityki. Ale słyszałem ich rozmowy w tłumie: oni potrafią prawdziwie rozmawiać na poważne tematy.

Oni dorośli, kraju nasz. Dzieci przełomu lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Dzieci naftowego dobrobytu. Dzieci, które miały wszystko – rodziców z samochodami i mieszkaniami na kredyt, kurs języka obcego od przedszkola, możliwość otrzymania każdego wykształcenia za pieniądze lub bez, możliwość zwiedzenia każdego kraju świata, a nie tylko Tajlandii czy Turcji. I te dzieci są gotowe przyjść i powiedzieć, że się politycznie przebudziły.

Chcę wierzyć, że się nie mylę. Moja intuicja na ogół mnie nie zawodzi.

Tekst oryginalny