“Reakcja alergiczna” Aleksieja Nawalnego

W sieci pojawiło się pierwsze zdjęcie Aleksieja Nawalnego po jego tajemniczej “reakcji alergicznej”. Widzicie je poniżej, opublikował je na swoim blogu sam Nawalny, z pomocą współpracowników (w areszcie oczywiście nie ma Internetu). Dołączył do niego poniższą notkę, w której przedstawia swoją wersję wydarzeń – tłumaczenie poniżej.
***
Nigdy nie miałem alergii. Ani na żywność, ani na pyłki, ani na nic innego.
Mogę leżeć w stogu siana w maju i jeść cytryny faszerowane wszelkimi rodzajami orzechów. Przy czym, co to alergia, wiem dobrze – moja żona jest uczulona na kwitnące pąki roślin. Wczesna wiosna to najbardziej znienawidzona przez nią pora roku. Z tego powodu sprawdzaliśmy, czy nasze dzieci nie są na coś uczulone i ja wiele przeczytałem na ten temat. To była prehistoria. A teraz historia.
Czwarty dzień mojego pobytu w areszcie. Jem to samo, co wszyscy. Warunki bytowe mam dokładnie takie same jak pozostałych pięciu aresztantów.
Mało tego, dokładnie w tej samej celi na dokładnie tym samej pryczy spędziłem 10 dób całkiem niedawno – dwa tygodnie temu.
To mój dziewiąty albo dziesiąty areszt. Przez cały ten czas tylko raz potrzebowałem pomocy lekarza – gdy przeziębiłem się i miałem wysoką temperaturę. Pościel mam własną. Z torby więziennej, którą zawsze mam przygotowaną. Jest w niej też mydło, pasta do zębów i wszystkie tego typu rzeczy. Wszystkim tym posługiwałem się dwa tygodnie temu.
Na spacerze moi towarzysze z celi zauważają, że moja szyja zrobiła się czerwona. Było to w porze obiadowej w sobotę. Wszyscy wiecują, a ja słucham urywków wiadomości w radio i im zazdroszczę.
Po godzinie czuję, że moja głowa i skóra wokół oczu płoną. Czuję dyskomfort, ale nie aż taki, żeby szukać lekarza – przejdzie mi, myślę sobie. Lustra w celi nie ma, tylko wąski pasek nad zlewem. Ale nic w nim nie widać. Towarzysze z celi mówią, że moja głowa poczerwieniała.
W nocy budzę się czując, że moja twarz, uszy i szyja płoną i kłują.
Czy zdarzyło wam się w dzieciństwie coś takiego, że weszliście na dach, chwyciliście rękami watę szklaną, a potem, gdy dotknęliście twarzy lub innej części ciała, jeszcze długo czuliście ukłucie?
Ja czułem się właśnie tak, jak gdyby ktoś wytarł mi głowę watą szklaną. Nie mogłem zasnąć, wierciłem się.
Mówiąc szczerze, pamiętając historie [Władimira] Kara-Murzy i [Piotra] Wierziłowa pomyślałem sobie: może mnie też otruli? Dlatego starałem się leżeć i analizować, czy nie zaczynam mieć problemów z oddychaniem, żeby od razu w takim przypadku wezwać karetkę.
Rano wstałem i towarzysz z celi, który mnie zobaczył, wytrzeszczył oczy i powiedział: musisz natychmiast iść do lekarza.
Przyszła felczerka, popatrzyła na mnie w taki sam sposób i od razu wezwała karetkę. Spojrzawszy w lustro zrozumiałem, skąd taka reakcja. Popatrzcie na moje zdjęcie po tym, jak oblano mi twarz zielonką [zdjęcie widoczne w poście poniżej].
I wyobraźcie sobie, że spuchłem pięć razy bardziej. Oczy jak szparki, powieki wielkości piłki do ping-ponga i tak dalej.
Lekarze pogotowia od razu powiedzieli, że trzeba jechać do szpitala. I jeszcze w celi dali mi zastrzyk domięśniowy – suprastin i prednizalon. Potem jeszcze prednizalon dożylnie. W szpitali podłączyli mnie do kroplówki z nim.
Po takich silnych dawkach opuchlizna zaczęła opadać i do obiadu zacząłem już wyglądać po prostu jak człowiek, który pił bez przerwy przez dwa miesiące.
A teraz na takiego, który pił przez tydzień. W szpitalu, z jednej strony, zaczęto mnie leczyć i lekarze chodzili na skróty, a z drugiej strony zaczęły się rzeczy dziwne. Policja przed drzwiami sali. Moich znajomych lekarzy nie wpuszczają. Adwokata nie wpuszczają. Moim lekarzom i adwokatowi nie mówią, jaka jest diagnoza, powołując się na tajemnicę lekarską. Ukazuje się za to szczegółowy komentarz dla agencji Interfax, w którym ujawniona zostaje diagnoza, której mi nie powiedziano.
Czyli personel szpitala zachowuje się tak, jak gdyby trzeba było coś na wszelki wypadek ukryć. Po co? Nie rozumiem. Co w końcu powiedzieli lekarze? Zarejestrowano pierwszy przypadek w historii medycyny, gdy u człowieka nagle pojawia się alergia. Żyłeś z roku na rok, myłeś ręce tym samym mydłem, aż tu nagle – cholera! – puchniesz od tego w ciągu jednej nocy.
Tak więc ja mam kontaktowe zapalenie skóry. Musiałem czegoś dotknąć, mydła lub innych kosmetyków, i nagle zaczęła się ostra reakcja alergiczna.
Kosmetyków, sami rozumiecie, nie ma w celi dużo. Czyli mydło. Piszę te słowa z celi, gdzie znowu świetnie mi się myje ręce tym mydłem. Gorzej mi się od tego nie robi.
Co ja o tym sądzę? Albo nawet sformułujmy to wprost: czy uważam, że mogłem zostać otruty?
Sądzę, że trzeba sobie postawić proste pytanie: czy do mojej celi wchodzili jeszcze jacyś ludzie oprócz pracowników aresztu?
To, że otruli mnie miejscowi klawisze, wykluczam – oni byli zszokowani moim wyglądem i tym, co się ze mną działo.
Tu wszędzie są kamery, oficjalnie poprosiliśmy o dostęp do nich. Potrzebne są te momenty nagrania, gdy wszyscy aresztanci byli wyprowadzani na spacer lub rozmowy telefoniczne. Jeśli w tym czasie do celi wchodzili jacyś ludzie, to wersja o otruciu staje się bardzo prawdopodobna. Jeśli nie, wzrasta prawdopodobieństwo wersji o unikalnym przypadku medycznym. Kiedyś nazwą go „jednokrotna ostra reakcja alergiczna Nawalnego”.
No a dalej powstaje jeszcze jedno oczywiste pytanie. Czy oni naprawdę są takimi idiotami, żeby truć ciebie w miejscu, gdzie podejrzenia wskazują tylko na nich?
To dobre pytanie i trzeba je postawić obok kolejnych pytań:
– czy oni są tak durni, żeby truć Kara-Murzę?
– czy oni są tak durni, żeby truć Kara-Murzę drugi raz?
– czy oni są tak durni, żeby truć Wierziłowa?
– czy oni są tak durni, że operację otrucia Skripala planują i realizują bałwany, z których będzie się śmiać cały świat?
– czy oni są tak durni, że kierownictwo moskiewskiego FSB rozkazuje znajomym gliniarzom podrzucić narkotyki znanemu dziennikarzowi?
– czy oni są tak durni, żeby nie dopuścić do wyborów wszystkich niezależnych kandydatów, łącznie z najbardziej umiarkowanymi?
– czy oni są tak durni, że zakazują akcji protestacyjnej i zatrzymują na niej 1400 osób?
Na razie mogę z pewnością stwierdzić jedno: Rosją rządzą naprawdę dość durnowaci i głupi faceci.
To wam się wydaje, że w ich działaniach trzeba szukać ukrytego sensu i racjonalnego jądra. A w rzeczywistości oni po prostu są durni, podli i mają fioła na punkcie kasy.

 

Update:

Aleksiej Nawalny złożył do Komitetu Śledzczego Federacji Rosyjskiej doniesienie o otruciu go w areszcie – oczywiście za pośrednictwem adwokata, bo sam ciągle przebywa w tym samym areszcie i wygląda na to, że będzie tam musiał odsiedzieć cały 30-dniowy wyrok (do 16 sierpnia), ponieważ odrzucono jego wniosek o przedterminowe zwolnienie w związku z sytuacją powstałą w ostatnią sobotę.

Przypominamy, że tego dnia Nawalny został przewieziony z aresztu do szpitala z objawiami, które w mediach kontrolowanych przez Kreml określane są jako “reakcja alergiczna”. Opozycjonista twierdzi, że nie ma żadnej alergii, zaś zaufana lekarka, której po ciężkich pertraktacjach z policją i zarządem szpitala udało się uzyskać do niego dostęp, ogłosiła, że wspomniane objawy – mocno opuchnięte oczy, zaczerwienienie i uczucie kłucia na skórze – wywołała “nieznana substancja chemiczna”.

Wczoraj główny lekarz moskiewskiej kliniki im. Sklifosowskiego wydał oświadczenie, że w organizmie Nawalnego “nie znaleziono trujących substancji”. Lekarka Nawalnego podważa jednak jego wiarygodność i radzi poczekać na wyniki niezależnej ekspertyzy. Także dziennikarz Piotr Wierziłow, hospitalizowany w zeszłym roku w tym samym szpitalu po nagłym zasłabnięciu (znacie go być może jako uczestnika happeningu podczas finału mistrzostw świata w piłce nożnej), sugeruje, że to oświadczenie to czysta propaganda. “Zadziwiający przypadek! Gdy ja leżałem nieprzytomny i na skraju śmierci w klinice Sklifosowskiego, lekarze także nic nie znaleźli! A w Niemczech po kilku dniach lekarze doszli do wniosku, że zostałem otruty” – napisał Wierziłow na Twitterze (zob. https://twitter.com/gruppa_voina/status/1156557506333880320).