Bez wirusa, bez pieniędzy

Czas czytania: 3 min

20 kwietnia odbył się wiec we Władykaukazie. Wzięło w nim udział około półtora tysiąca osób. Protestujący mieli dwa podstawowe wymagania wobec władz Osetii Północnej: uwolnienie byłego śpiewaka operowego, obecnie znanego działacza społecznego Wadima Czeldijewa, zatrzymanego kilka dni wcześniej oraz odpowiedź na pytanie, jak przetrwać podczas kwarantanny, podaje Nowaja Gazeta.

Dlaczego mieszkańcy Władykaukazu zorganizowali protest?

Początkowo inicjatywa wiecu należała do Wadima Czeldijewa, który jest znany jako nieugięty zwolennik odrodzenia ZSRR, a także z jego emocjonalnych wystąpień na Instagramie. Ponadto lekarze pracujący w „brudnych” obszarach szpitali, w których pacjenci zakażeni koronawirusem są krytykowani na czatach Czeldijewa. Nazywani są zdrajcami, którzy „ze względu na pieniądze oszukują ludzi”.

Decyzja o zorganizowaniu wiecu zapadła około trzech tygodni temu, kiedy kilka osób na czacie ogłosiło, że nie wierzy w pandemię koronawirusa i uznało ją za światowy spisek przeciwko „ludowi pracującemu”. Zaraz potem Wadim Czeldijew nagrał wiadomość głosową ze słowami:

„Bracia, widzimy się 20 kwietnia. *** (niech odchodzi) rząd, *** (niech odchodzi) Styr Nychas ”(organizacja publiczna starszych Osetii Północnej). Koniec dla nich!”

Należy zauważyć, że sam Wadim Czeldijew mieszka w Petersburgu i nie zamierzał przybywać na protest w swojej rodzimej republice.

W Osetii Północnej rozmowa o „światowym spisku” przeciwko ludziom i „fałszywej pandemii” pokrywa się z naprawdę trudną sytuacją gospodarczą, z którą ludzie się zmagają. Po pierwszym tygodniu izolacji, znaczna liczba drobnych przedsiębiorców w republice znajdowała się na skraju ruiny, podczas gdy ludność praktycznie nie miała oszczędności i nie mieli gdzie wziąć pieniędzy na wyżywienie swoich rodzin. Najprawdopodobniej właśnie ten czynnik okazał się decydujący, aby tak wielu ludzi zebrało się dziś w centrum Władykaukazu. Ich „przywódca” Czeldijew nawet nie poparł protestujących. Trzy dni temu w Petersburgu zatrzymała go policja, oskarżając go o rozpowszechnianie świadomie fałszywych informacji, które mogą prowadzić do zagrożenia życia i zdrowia obywateli. Podczas transferu do Władykaukazu, piosenkarz, według policji, zaatakował jednego z nich i uderzył go dwukrotnie w twarz.

Właśnie dlatego tłum, który wyszedł na protest, domagał się wyzwolenia Wadima Czeldijewa.

Ponadto pojawiły się wezwania do obalenia rządu, otwarcia szkół i zakończenia reżimu izolacji. W dużej mierze z powodu tegp rozmowa z głową republiki Wiaczesławem Bitarowem, który udał się do protestujących, nie udała się. Po prostu nie było go słychać. To samo stało się z innymi urzędnikami osetyjskimi, którzy próbowali przekonać ludzi do rozproszenia, w tym z zastępcą Dumy Państwowej Arturem Tajmazowem.

Ostatecznie urzędnicy przekonali tłum do utworzenia grupy inicjatywnej do rozmowy z głową republiki. Ludzie naprawdę rozmawiali z nim w jego biurze. Według nich, głównymi tematami rozmowy były uwolnienie Czeldijewa i pomoc ekonomiczna dla osób znajdujących się w trudnej sytuacji z powodu reżimu izolacji.

Przez cały dzień policja zachowywała się wyjątkowo cierpliwie i pomimo dużej liczby żołnierzy sił specjalnych unikano dużych potyczek.

To, co dzieje się dzisiaj we Władykaukazie, jest w dużej mierze wywołane nielogicznymi działaniami władz regionalnych, które po pierwszym tygodniu izolacji, niespodziewanie i gwałtownie złagodziły środki ograniczające (uruchamiając transport publiczny oraz otwierając salony kosmetyczne i fryzjerskie), które sprawiły, że mieszkańcy Północnej Osetii uwierzyli, że wszystko jest w porządku. A kiedy władze zgłosiły pierwsze przypadki zakażenia koronawirusem w republice, bardzo wielu po prostu nie wierzyło w ich istnienie i zażądali „ujawnienia danych paszportowych chorych”.

Pojawił się nawet wymóg wysłania „kontroli publicznej” do „brudnej strefy” szpitala klinicznego, gdzie leżą teraz ludzie zainfekowani wirusem.

Głównym zagrożeniem po takiej „cywilnej demonstracji” w Północnej Osetii pozostaje to, że po masowym wiecu możliwy jest poważny wybuch koronawirusa. Szef Rospotrebnadzoru z Osetii Północnej Alan Tibilow nazwał już takie zachowanie ludzi „katastrofą”. Sytuacja z COVID-19 w republice jest dość skomplikowana. Już teraz wybuchają epidemie na dużą skalę w kilku szpitalach regionalnych. Obecnie liczba zarażonych wynosi 177 osób. Problem polega jednak na tym, że wśród chorych jest wielu lekarzy, więc za kilka tygodni może zaistnieć taka sytuacja, że ​​po prostu nie będzie nikogo, kto by leczył ludzi.

Około 18:00 czasu moskiewskiego wznowiono starcia między obywatelami a policją. Kamienie poleciały w kierunku silowików. Siły specjalne oczyściły teren przed urzędem, ale ludzie się nie rozeszli.

Jeśli podoba ci się to, co robimy możesz wspomóc naszą działalność
Wesprzyj nas