Karmazynowe rzeki

Czas czytania: 5 min

W pobliżu Norylska do lokalnych zbiorników wodnych wpadło 20 tysięcy ton oleju napędowego. Wkrótce mogą trafić do Morza Karskiego.

Jeśli zaczęrpnąć szklankę wody z rzeki Ambarka i odpalić zapałkę, woda spłonie. Przez długi czas, dopóki paliwo nie wypali się. W komunikacie prasowym Ministerstwa ds. Zagrożeń powiedziano, że jak dotąd tylko 100 ton produktów naftowych udało się zebrać w miejscu wycieku. Według głowy Rosprirodnadzoru (Federalna Służba Nadzoru Zasobów Naturalnych) Swietłany Radionowej, co najmniej 20 tysięcy ton oleju napędowego wpłynęło do rzeki Daldykan, która wpada do Ambarki.

Wyciek ze zbiornika paliwa do silników wysokoprężnych Elektrociepłowni nr 3 nastąpił 29 maja w w Kajerkanie (powiat norilski). Początkowo nikt nie rozumiał, co się stało. Samochód jadący w pobliżu zbiornika nagle się zapalił. A wokół niego zapaliła się ziemia. Według pierwszej wersji samochód rozbił się podczas uderzenia w zbiornik i paliwo przepłynęło przez otwór.

Zaledwie kilka godzin później stało się jasne: samochód nie miał z tym nic wspólnego, a baki o takiej pojemności są z reguły chronione przed takimi zdarzeniami. Ale nie chronione przed ludzkim niechlujstwem. Jednak śledztwo dopiero się rozpoczęło, wszczęto postępowanie karne.

To prawda, wiceprzewodniczący rządu regionalnego, Anatolij Cykałow, stwierdził już, że ziemia opadła pod zbiornikiem, a jego dno po prostu odpadło. Ale „Nornikel”, właściciel niefortunnej elektrociepłowni, podał nieco inny komentarz: „Z powodu nagłego opadania podpór, które służyły przez ponad 30 lat bez problemów, zbiornik magazynowy oleju napędowego został uszkodzony, co spowodowało wyciek paliwa”.

„Nornikel” może sobie pozwolić na wiele na terytoriach swojej obecności, nie tracąc lojalności lokalnych władz. Na przykład w Monczegorsku w regionie Murmańska ludzie regularnie narzekają na emisje z zakładu „Severonickel” należącego do firmy, ale jakoś udaje się zignorować katastrofę ekologiczną. Na jednym ze spotkań z władzami po prostu doradzano ludziom, aby kupowali maski przeciwgazowe.

W wiosce Nikel w tym samym regionie nikt nie narzekał przez długi czas, ale to jest 30 kilometrów od granicy norweskiej, a Norwegowie, na których wiatr unosi świeży aromat dwutlenku siarki, są oburzeni od 30 lat, a nawet wzywali Europę do bojkotu produktów firmy, ale te apele nie wydają się szkodzić reputacji „firmy przyjaznej dla środowiska”: podczas rosyjskim tygodnia ekologicznego dostała „Znak odpowiedzialności za środowisko”.

Na Facebooku głowa Rosprirodnadzoru Radionowa powiedziała, że ​​jej podwładni, inspektorzy państwowi, nie mogą wejść na terytorium zagrożenia. Podważa to obiektywność wniosków, które zostaną wyciągnięte z wyników.

Co więcej, stan zagrożenia w Norylsku i Taimyrze został ogłoszony przez lokalne władze, sytuacja jest kwalifikowana jako lokalna, międzygminna. Tymczasem uwolnienie do wody ponad pięciu tysięcy ton produktów ropopochodnych zgodnie ze standardami Ministerstwa ds. Zagrożeń wymaga ogłoszenia sytuacji nadzwyczajnej na skalę krajową. I to nie jest kwestia terminologii, ale sił, które zostaną wrzucone do likwidacji. Teraz 90 osób jest ukierunkowanych na wyeliminowanie skutków awarii – tak mówi „Nornikel”. Kolejne 15 specjalistów ratownictwa morskiego przybyło na wyciek z Murmańska.

Ilość rozlanego oleju napędowego jest wyznaczona: liczba 20 tysięcy ton znajduje się w oficjalnym raporcie Komitetu Śledczego,  jest to również zawarte w dokumencie, a mianowicie w informacji prokuratora z Norylska, przesłanej do prokuratury Kraju Krasnojarskiego.

Wskazuje na to, że w przypadku awarii gazu na terenie elektrociepłowni znajdują się trzy zbiorniki oleju napędowego. Każdy – 30 tysięcy metrów sześciennych. Trzeci zbiornik nie był całkowicie wypełniony, powinien zawierać 21183 metrów sześciennych oleju napędowego. Reszta trafiła do strumienia, a stamtąd do rzeki Daldykan.

Iinformacje od prokuratora norylskiego:

Obecnie produkty naftowe, które wpadły wód, będą przemieszczać się w nastepującym kierunku: Rzeka Daldykan – Rzeka Ambarnaja – jezioro Kajkeran – Jezioro Piasino – Rzeka Piasino – Morze Karskie.

„Olej napędowy leży na wodzie jak celofan. Z czasem opadnie na dno. Cała flora rzeczna umrze. Ryba umrze, ptak. Jeśli cielę przekroczy rzekę, umrze, wdychając opary. Ludzie, którzy mieszkają obok rzeki, po prostu nie będą mieli nic do jedzenia”, stwierdził Gennadij Szczukin, szef społeczności Dolgan, rdzennej ludność Północy, aktywistka, zastępca rady regionalnej Dolgan-Nieniec.

Tajmyr to terytorium Dolganów i Nieńców, którzy w dużej mierze tracą dziś swój pierwotny styl życia. Teraz ryzykują utratą ostatniego.

Szczukin napisał do Putina, do jego specjalnego przedstawiciela ds. Ekologii – Iwanowa, do szefa Komitetu Śledczego – Bystrykina, do ministra Kobyłkina – szefa Ministerstwa Zasobów Naturalnych.

W liście Szczukin żąda zorganizowania pracy komisji państwowej w celu wyjaśnienia przyczyn wypadku i upublicznieniatej sprawy. Jest pewien, że niedopuszczalność pracowników Jenisejskiej Międzyregionalnej Administracji Rosprirodnadzoru na miejsce zdarzenia wskazuje na pragnienie, by „Nornikel” ukrył prawdziwą skalę katastrofy.

Szczukin napisał kolejny list do dyrektora przedsiębiorstwa Utkina, w którym domagał się, aby jego zastępcę komunalnego wpuszczono na miejsce rozlania. Jak dotąd nie otrzymał żadnej odpowiedzi, zresztą tak samo jak kilka lat wcześniej, gdy Stowarzyszenie Ludów Tubylczych Tajmyra zasugerowało, aby firma opracowała z nimi wspólny program przywracania ekologii regionu.

To nie jest pierwszy raz, kiedy aktywista jest w konflikcie z przemysłowym gigantem. Około ośmiu lat temu Stowarzyszenie próbowało bronić ziemi, które Dolganie używali od stuleci i które zostały przekazane „Nornikielowi” na budowę kopalni. Zimą 2012 r. doszło do poważnego konfliktu między rdzenną ludnością a firmą z powodu przypadkowego zniszczenia przez statek firmowy 20 ton ryb zebranych przez mieszkańców wioski Woroncowo na zimę. Ludzie, którzy stracili zapasy żywności, zagrozili wówczas zablokowaniem toru wodnego dla wszystkich statków firmy. „NN” początkowo zaprzeczał wszystkiemu, ale potem zrekompensował szkody. Jednak 20 ton ryb to jedno, a 20 tysięcy ton oleju napędowego w rzekach to inne.

Olej napędowy nie dotarł jeszcze do jeziora Piasino, gdzie ryby idą na tarło. Próbują blokować miejsca zanieczyszczenia za pomocą zapor, ale według Giennadija Szczukina ten problem nie zostanie w tem sposób rozwiązany: „Zaporu są naprawdę skuteczne w stojącej wodzie, ale teraz wiosenny przepływ jest bardzo burzliwy i niezwykle trudno jest zatrzymać wyciek oleju w dół rzeki”.

Szczukin dodaje: „Strefa przybrzeżna wycieku zostanie zniszczona. Ryby, które spawnują się wzdłuż rzeki Piasino, następnie rozchodzą się wzdłuż rzek i strumieni Tajmyra, jeśli zostaną zatrute, ucierpią także ludzie żyjący stosunkowo daleko od strefy katastrofy. ” Pozostawanie bez ryb w wioskach tajmyrskich to śmierć. Produkty są dostarczane helikopterem do lokalnych sklepów, gdy pogoda jest dobra, a to zdarza się rzadko. Niedawno wiejski nauczyciel Denis Terebykhin, który mieszka i pracuje we wsi Wołoczanka, opublikował na Facebooku swoje zapasy cebuli – nie będzie już więcej. Denis, który przyjechał do pracy z kontynentu, szybko nauczył się zasad Północy i nauczył się zaopatrywać na zimę, aby wyżywić swoją rodzinę. Jeśli ryba umrze, nie będzie zapasów.

Teraz, jeśli spojrzeć z góry, woda w Daldykanie i Ambarce jest czerwono-pomarańczowa. To już zdarzało się cztery lata temu. Następnie Ministerstwo Zasobów Naturalnych oskarżyło „NN” o awaryjny zrzut z zakładu metalurgicznego w Nadieżdinie. Przedsiębiorstwo zaprzeczyło temu, ale następnie przyznało się do winy. Grzywna administracyjna na podstawie artykułu „Naruszenie wymagań dotyczących ochrony wód, które mogłyby doprowadzić do ich zanieczyszczenia, zatkania lub wyczerpania” wynosi od 30 do 40 tysięcy rubli (ok. 1710-2280 zł) dla osób prawnych.

Jeśli podoba ci się to, co robimy możesz wspomóc naszą działalność
Wesprzyj nas