Polski Kościół w kryzysie. Dlaczego młodzi odchodzą od Kościoła?

Polska jako kraj w perspektywie dłuższej od kilku lat, a w krótszym ujęciu w ostatnich miesiącach przeżywa kryzys relacji państwo—Kościół. A sam Kościół katolicki doświadcza turbulencji, które również wypełniają wszystkie znamiona kryzysu — pisze dominikanin, o. Tomasz Dostatni.

Proces nazywany laicyzacją, sekularyzacją jest widoczny od jakiegoś czasu. Nabrał przyspieszenia, gdy doszło do dwóch specyficznych zjawisk. Sojuszu ołtarza i tronu i ujawnianiu przez media skandali obyczajowych. Pedofilskich zachowań duchownych oraz ukrywania przez hierarchów kościelnych, biskupów, tych przestępstw.

Nastąpiło silne zbliżenie władzy państwowej, rządzącej partii Prawo i Sprawiedliwość z Kościołem katolickim, a konkretnie z biskupami. Po wyborach prezydenckich wygranych przez kandydata wystawionego przez PiS Andrzeja Dudę w 2015 i wygranych wyborach parlamentarnych przez tę partię także w 2015 roku, nastąpiła silna symbioza rządu, władzy państwowej na wszystkich szczeblach i instytucjonalnego Kościoła katolickiego. Ten sojusz tronu i ołtarza bez wątpienia doprowadza do sytuacji, która niesie ze sobą zjawisko odchodzenia od Kościoła, szczególnie ludzi młodych i krytycznie nastawionych do życia oraz osłabienia więzi religijnych.

Kościół katolicki w swoim nauczaniu od połowy XX wieku, od czasu Soboru Watykańskiego II, zwraca uwagę aby księża, biskupi nie angażowali się aktywnie w popieranie jakiejkolwiek partii politycznej i nie brali czynnego udziału w życiu politycznym. Formuła rozdziału Kościoła od państwa, jest częścią nauczania Kościoła w aspekcie jego nauki społecznej. Ta granica została mocno naruszona przez władze państwowe i przedstawicieli Kościoła. Kościół jest wykorzystywany instrumentalnie do celów politycznych,  a w  zamian za wsparcie polityczne otrzymuje ochronę prawną i korzysta z dużych gratyfikacji finansowych, przeznaczonych na swoją działalność. Także wielu polskich biskupów popiera aktywnie wizję państwa narodowo — katolickiego nie widząc, że demokratyczne państwo prawa jest czymś innym.

A druga kwestia: afery pedofilskie i ich ukrywanie obnażają hipokryzję, faryzeizm, bronienie swoich reprezentantów a nie dostrzeganie ofiar i krzywdy, często tych najmniejszych, czyli nieletnich, dzieci.

***

Młodzi ludzie zawsze byli szczególnie wyczuleni na wszelki fałsz. Pełni entuzjazmu, otwartości na świat, widzą u swoich chrześcijańskich pasterzy poważny rozdźwięk między tym co się głosi jako ideały ewangelii a codziennym życiem, gdzie słabość i niedojrzałość płciowa doprowadza do przestępstw. A ich ukrywanie i mataczenie osłabia wiarę młodych i wielu religijnie ukierunkowanych ludzi.

Badania socjologiczne religijności młodych ludzi w 2018 roku pokazały, że młodzież jest coraz mniej religijna. Jako głęboko wierzący i wierzący określało się 63% uczniów ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych (18 lat), gdy w roku 2008 r. było ich 81%. Dużo mniej młodych ludzi uczęszcza na naukę religii w szkołach. W 2018 zadeklarowało to 70% a w 2010 było — 93%.

A jeśli chodzi o deklarację wiary, badania są równie ciekawe. W 2018 roku, za osobę głęboko wierzącą uważało się 8% młodych, 55% – za wierzących, 21% za niezdecydowanych, a 17% za niewierzących. I o ile liczba osób głęboko wierzących od początku tych badań, czyli od roku 1996,  prawie nie uległa zmianie, to 6-8%, to dalsze kategorie bardzo się zmieniają.

W 1996 roku 74% młodych deklarowało się jako wierzący, w 2008 — 73%, ale już w 2013 – 65%, a w 2018 — 55%.

Rośnie też grupa niewierzących, w 1996 — 5%, w 2013 — 13%, w 2018 — 17%.

Ten proces laicyzacji jest jednym z najszybszych w Europie, a także na świecie. Młodzież polska przestaje w religii dostrzegać motywy i cele swojego życia. A tendencja spadkowa wiary i wzrost niewiary stale się pogłębiają. Po jesieni 2020 roku liczby te z pewnością bardzo się zmienią. Czyli widać wyraźne odchodzenie młodzieży od Kościoła w Polsce.

Mówiąc o turbulencjach i poważnym zauważalnym kryzysie, przyspieszenie nastąpiło po zmianie ustawy o przerywaniu ciąży, której dokonał swoją decyzją Trybunał Konstytucyjny.

22 października Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis tzw. ustawy antyaborcyjnej z 1993 r. zezwalający na aborcję w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją.

Ta decyzja o złamaniu kompromisu społecznego istniejącego 27 lat, że przy tej ustawie się nie manipuluje, wyprowadziła tysiące ludzi, zwłaszcza młodych kobiet, na ulice i place polskich miast. Manifestacje spotkały się z brutalną reakcją władz, policji i propagandy rządowej.

Prezes „Prawa i Sprawiedliwości” Jarosław Kaczyński w wystąpieniu na YouTube powiedział w pewnym momencie, że wzywa zwolenników swej partii i tych, którzy na nią głosowali, do obrony świątyń wszelkimi możliwymi środkami. Demonstranci w kilku miastach w Polsce zakłócili odbywające się nabożeństwa oraz, także w kilku miejscach w kraju, umieszczali na murach budynków kościelnych napisy wyrażające ich sprzeciw w stosunku do popierania przez Kościół złamania owego kompromisu, a tak naprawdę wobec chęci zaostrzenia już i tak ostrej ustawy. Już liczniejsze demonstracje odbywały się także pod siedzibami polskich biskupów, lecz dotyczyły one także sprzeciwu przeciwko  ukrywaniu przestępstw pedofilii popełnionych przez duchownych. A także zbyt dużej ingerencji Kościoła w życie osobiste, intymne ludzi.

Ale natura protestów kobiet jest bardziej złożona. Dotyczy także nierównego traktowania kobiet i mężczyzn w Polsce, dotyczy dyskryminacji z powodu orientacji seksualnej, rasy czy też wygłaszanych poglądów. Także wspierania przez ludzi Kościoła sił szowinistycznych i ksenofobicznych. I również wspominanego sojuszu ołtarza i tronu, władzy PiS i polskich biskupów.

Jeśli idzie o reakcję środowisk chrześcijańskich, to jeden z arcybiskupów, przewodniczący konferencji episkopatu abp Stanisław Gądecki podziękował szybko Trybunałowi Konstytucyjnemu za zmianę ustawy, czy uznanie jej za niekonstytucyjną , a inny, prymas Polski abp Wojciech Polak, odciął się od wypowiedzi prezesa PiS wzywającego do obrony Kościoła, mówiąc, że Kościół nie potrzebuje tutaj żadnej obrony. Powstał również „List zwykłych księży”, którzy jasno zadeklarowali swoje TAK i NIE, odnosząc się do wypowiedzi prezesa Jarosława Kaczyńskiego i działań strony rządowej.

Prywatne archiwum o. Tomasza Dostatniego

Także ja sam w komentarzu do „Gazety Wyborczej” napisałem, jak może zachowywać się przyzwoity katolik w dzisiejszej sytuacji.

Po pierwsze, w wymiarze religijnym zrobić sobie rachunek sumienia i dostrzec swoje błędy w zachowaniu.

Po drugie, nie traktować ludzi o odmiennych poglądach, nawet wyrażanych ostro na ulicy, jako wrogów, starając się unieść różnorodność, jako przejaw demokratycznego funkcjonowania społeczeństwa.

Po trzecie, obniżać emocje. Podejmować rozmowę i dialog, tam gdzie ona jest możliwa. Podejmować dialog rozumiany jako umiejętność spojrzenia na drugiego jego własnymi oczyma.

Po czwarte, praktykować ewangeliczną zasadę prośby o przebaczenie. Za grzechy swoje, jeśli je dostrzegam w sobie, i za grzechy swoich współwyznawców. Trzeba je nazwać, jeśli mają publiczny charakter i publicznie za nie przeprosić.

***

Polska jest teraz w czasie dużego rozchwiania politycznego, spadku poparcia dla rządzących, pandemii, która także zmienia sytuację egzystencjalną i finansową całych grup ludzi. Niezadowolenie społeczne rośnie. Zmniejsza się bezpieczeństwo osobiste, ludzie boją się koronowirusa. Są zamknięci w domach.

Od Kościoła, od chrześcijaństwa oczekiwałoby się empatii, postaw ewangelicznej solidarności z najbardziej potrzebującymi. Niestety skandale wokół pedofilii, sojusz ołtarza i tronu, a także brak wyraźnego opowiedzenia się po stronie ofiar pedofilii duchownych i po stronie osób najsłabszych powoduje, że religia nie niesie dla wielu przestrzeni nadziei. Piszę to jako ksiądz, jako dominikanin, ze smutkiem. Wielu młodych też z tego powodu przestaje się utożsamiać z Kościołem, choć są często wychowani w katolickiej tradycji. Tradycja ta przeżywa swój kryzys, który, jak się wydaje, w gwałtownym tempie się pogłębia.

***

Niezmiernie ciekawy w tych dniach głos komentarza do polskich, kościelnych i społecznych spraw przyszedł z Rzymu, a konkretnie z Watykanu. Ojciec Wojciech Giertych, polski dominikanin, który zajmuje stanowisko Teologa Domu Papieskiego papieża Franciszka, to taki doradca teologiczny, napisał tekst w katolickim czasopiśmie „Więź”, które było założone w 1958 r. przez Tadeusza Mazowieckiego (1927—2013), pierwszego polskiego niekomunistycznego premiera. Wojciech Giertych pisze i zarazem diagnozuje co się w Polsce dzieje:

„W każdym razie na te demonstrację — wyrażające niechęć do rządzącej partii i do Kościoła — można spojrzeć w kontekście procesu skłócania narodu, który od szeregu lat obserwujemy. Podział ludzi na lepszy i gorszy sort; długotrwałe granie tragedią smoleńską; idealizowanie tych, którzy niezłomnie, choć i często nierozumnie byli przeciw — przy przemilczaniu tych, którzy w duchu pracy organicznej służyli krajowi; łamanie ładu konstytucyjnego; rzucanie nieudowodnionych oszczerstw na przeciwników; kierowanie agresji przeciwko uchodźcom, samorządowcom, sędziom, biznesmenom i osobom homoseksualnym oraz promowanie agresywnych zadymiarzy maszerujących rzekomo w imię patriotyzmu — to wszystko jak ulał pasuje do stwierdzenia papieża Franciszka, że „w wielu krajach stosowany jest polityczny mechanizm jątrzenia, rozdrażniania i polaryzacji” (Fratelli tutti,15)”.

O, jakby się chciało, aby z głębi Kościoła katolickiego także w Polsce takie opinie padały. I wpływały na nasz dyskurs publiczny.

 

Tomasz Dostatni OP

Foto: prywatne archiwum o. Tomasza Dostatniego

Tekst powstał z myślą o czytelnikach rosyjskojęzycznych. Uznaliśmy jednak, że ten materiał zainteresuje także Czytelnika bądź Czytelniczkę z Polski, dlatego publikujemy wersję polską — Redakcja

 Prywatne archiwum o. Tomasza Dostatniego

Prywatne archiwum o. Tomasza Dostatniego