Jaki uczeń, taki obywatel. Naukowcy i posłowie przeciwko zmianom w prawie

Rosyjska Duma Państwowa przygotowała do drugiego czytania nowelizację ustawy o oświacie regulującą działalność edukacyjną. W szczególności obejmują one licencjonowanie projektów edukacyjnych, w tym internetowych, oraz procedurę udzielania pozwoleń na współpracę międzynarodową w dziedzinie edukacji. Pisze o tym Radio Swoboda.

Rosyjscy naukowcy żądają wycofania ustawy, posłowie obiecują, że zostanie ona poddana „poważnej rewizji systemowej”. Wśród autorów ustawy nie ma ani jednego przedstawiciela z tematowej komisji Dumy.

Kolejne ograniczenia

W połowie listopada ubiegłego roku trafił do Dumy Państwowej, a pod koniec grudnia w pierwszym czytaniu przyjęto projekt zmiany ustawy o oświacie. Polega na regulowaniu akcji edukacyjnych. Jednocześnie tysiące publikacji popularnonaukowych, projektów internetowych, otwartych wykładowów i środowisk samokształceniowych nie byli obęte szczególną uwagą państwa przez całą najnowszą historię Rosji.

Tekst dokumentu głosi, że zabronione będzie wykorzystywanie działań edukacyjnych „do podżegania do nienawiści społecznej, rasowej, narodowej lub religijnej, do agitacji promującej wyłączność, wyższość lub niższość obywateli ze względu na społeczne, rasowe, narodowe, przynależność językowa, ich stosunek do religii, w tym poprzez zgłaszanie fałszywych informacji o historycznych, narodowych, religijnych i kulturowych tradycjach narodów, a także nakłanianie do działań sprzecznych z Konstytucją Federacji Rosyjskiej”.

Wszystko to – od podżegania do nienawiści etnicznej po tak zwane „fałszowanie historii” – jest karane różnymi artykułami kodeksu karnego i administracyjnego. Jednak projekt ustawy przewiduje również, że „tryb, warunki i formy prowadzenia działalności edukacyjnej, a także kontrola nad nią” zostaną ustalone zarządzeniami rosyjskiego rządu.

W dokumencie proponuje się również wprowadzenie procedury zezwalającej na udział organizacji edukacyjnych w projektach międzynarodowych: „Prowadzone jest podpisywanie przez organizacje edukacyjne […] umów o świadczenie usług edukacyjnych dla cudzoziemców w obecności konkluzji federalnego organu wykonawczego pełniącego funkcje opracowywania i wdrażania polityki państwa i regulacji prawnych w zakresie szkolnictwa wyższego lub federalnego organu wykonawczego odpowiedzialnego za opracowywanie i wdrażanie polityki państwa i regulacji prawnych w tej dziedzinie edukacji ogólnej ”.

„Brak odpowiednich uregulowań prawnych stwarza przesłanki do niekontrolowanej realizacji przez siły antyrosyjskie w środowisku szkolnym i studenckim pod pozorem działań edukacyjnych szerokiego zakresu działań propagandowych, w tym wspieranych z zagranicy i mających na celu zdyskredytowanie państwa. Polityka prowadzona w Federacji Rosyjskiej, rewizja historii, podważanie budowy konstytucji” – czytamy w uzasadnieniu do projektu.

Projekt uzyskał pozytywną opinię rosyjskiego rządu. „Wprowadzona regulacja prawna wydaje się być istotna” – napisane w rządowym komunikacie.

Autor projektu, senator z terytorium Perm i przewodniczący tymczasowej komisji Rady Federacji do spraw ochrony suwerenności państwa i zapobiegania ingerencji w wewnętrzne sprawy Rosji Andriej Klimow powiedział w rozmowie telefonicznej, że nie zamierza komentować projekt ustawy dla Radia Swoboda.

W rozmowie z gazetą Kommiersant powiązał poprawki z działalnością grupy terrorystycznej Państwa Islamskiego i innych podobnych struktur, które „również uważają, że zajmują się edukacją”. Według Klimowa poprawki dotyczą „nie profesorów uniwersytetu, ale naszego prawdziwego życia”. Senator zapewnił, że krytyka ustawy „na pewno nie pochodzi z Rosji”, ale z Waszyngtonu.

Bojkot naukowców

Jeszcze przed przyjęciem ustawy w pierwszym czytaniu w Dumie Państwowej, na tzw. „Czytaniach zerowych” w Izbie Publicznej, naukowcy krytykowali ideę kontroli państwa nad oświatą. 13 stycznia, w przededniu drugiego czytania, Prezydium Rosyjskiej Akademii Nauk zażądało wycofania ustawy.

Pod petycją przeciwko ustawie na Change.org w momencie publikacji materiału było około 190 tysięcy podpisów.

Portal Troicki Wariant – Nauka opublikował oświadczenie przeciwko ustawie – w momencie publikacji materiału miała ponad 1600 podpisów naukowców, dziennikarzy naukowych i nauczycieli akademickich. Sygnatariusze nazywają samą ideę licencjonowania edukacji „głęboko obraźliwą” i twierdzą, że nawet jeśli prawo zostanie przyjęte, nie planują go przestrzegać.

„Będziemy nadal angażować się w działalność edukacyjną bez uznania zgodności z prawem środków ograniczających, które mogą zostać wprowadzone na podstawie tego prawa. Nie będziemy ubiegać się o żaden rodzaj licencji, jeśli zostanie wprowadzony przez prawo lub regulamin. Nie będziemy przedstawiać wstępnych przemówień ani prezentacji do zatwierdzenia przez agencje rządowe” – głosi deklaracja.

– Ustawa brzmi tak niejasno, jak to tylko możliwe. Jakby niczym konkretnym nie zagraża. Ale to jest opowieść ramowa, na podstawie której będą podejmowane konkretne decyzje – mówi Boris Dołgin, konsultant naukowy Dyrekcji Nauki Muzeum Politechnicznego.

Dołgin jest jednym z sygnatariuszy deklaracji Troicki Wariant – Nauka. Uważa, że ​​regulacja państwowa w dziedzinie edukacji jest w zasadzie zbędna.

– Wiarygodne lub niewiarygodne informacje, nie ma znaczenia o czym, o grawitacji, o gatunkach zwierząt, o pewnych tradycjach ludów, o tym, kiedy nastąpił Wielki Wybuch, są przedmiotem dyskusji naukowej. Wiele pytań jest kontrowersyjnych, można je rozwiązywać na różne sposoby. To, co dziś nie wydaje się całkowicie niemożliwe, jutro może zostać udowodnione. Zauważa, że ​​absurdalne jest regulowanie przez prawo tego, co jest wiarygodne, a co nie.

Państwo nie powinno zezwalać na projekty edukacyjne ani ich zabraniać, ale może pomóc najlepszym z nich.

– Państwo może zachęcić coś popularizować organizatora otwartych wykładów, gazetę, czasopismo. Dać nagrodę. Jest na przykład [państwowa] nagroda „Za wierność nauce”. Dołgin uważa, że ​​reputacja projektów edukacyjnych jest ich najlepszym regulatorem.

Umyj czarnego pudla

Projekt ustawy opracował senator Klimow, który specjalizuje się w ochronie suwerenności Rosji, a niektórzy senatorzy i deputowani do Dumy Państwowej podpisali ją jako współautorzy. Natalia Pokłonska, dawna prokurator anektowanego Krymu, sądząc z bazy danych Dumy Państwowej, wycofała swój podpis na ustawie w listopadzie ubiegłego roku.

Wśród posłów, którzy podpisali ustawę, nie ma ani jednego członka wyspecjalizowanej Komisji Edukacji i Nauki izby niższej Parlamentu Rosyjskiego. Nie są zbyt zadowoleni z poprawek.

– Ustawa wywołała poważną dyskusję wśród posłów. Niemniej jednak został przyjęty przez Dumę Państwową w pierwszym czytaniu większością głosów. Oczywiście dokument wymaga poważnej rewizji systemowej. Uwagi dotyczyły niesprecyzowanie tematyki zajęć edukacyjnych w tekście projektu ustawy, braku doprecyzowania kwestii kontroli organów federalnych nad zawieraniem umów międzynarodowych przez placówki oświatowe. Niektóre z proponowanych norm są powielane w innych aktach ustawodawczych, druga zaś, przeciwnie, nie wchodzi w zakres Ustawy o oświacie – powiedziała wiceprzewodnicząca komisji, zastępczyni Jednej Rosji Larisa Tutowa w Radio Swoboda.

Bardziej negatywnie nastawiony jest inny wiceprzewodniczący Komisji Edukacji i Nauki, poseł z Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej Oleg Smolin.

– Projekt zakłada, że ​​każde porozumienie o współdziałaniu z zagraniczną placówką oświatową, w tym o wymianie studentów, placówki oświatowe będą mogły zawrzeć tylko za zgodą właściwych ministerstw. Taka biurokracja jest poza zasięgiem kogokolwiek: ministerstwa edukacji i nauki nie będą w stanie zrobić nic innego, a szkoły będą czekać miesiącami na zatwierdzenie. W rzeczywistości przeciwnicy Rosji próbują nas izolować przy pomocy sankcji, a autorzy projektu pomagają w tym – mówi Smolin.

Uważa, że ​​edukacja nie powinna być licencjonowana, ale wspierana.

– Pojęcie oświata w języku rosyjskim zawsze miało pozytywne konotacje. Nieprzypadkowo pochodzi od słowa „światło”. Ale w ustawie nie ma ani słowa o poparciu dla oświaty, chociaż bardzo potrzebuje wsparcia państwa. Około jedna trzecia populacji jest funkcjonalnie niepiśmienna w sensie nauk przyrodniczych: uważają, że Słońce jest satelitą Ziemi, cała radioaktywność ma sztuczne pochodzenie, że antybiotyki zabijają nie tylko bakterie, ale także wirusy. Jeśli chodzi o historię, sytuacja jest jeszcze gorsza, około połowa ludności twierdzi, że car został obalony przez bolszewików – zauważa.

Smolin zapowiada rewizję ustawy.

– Nie wiem, jak zakończą się prace nad projektem. Zrobimy, co w naszej mocy – obiecuje poseł Smolin.

Jeśli podoba ci się to, co robimy możesz wspomóc naszą działalność
Wesprzyj nas
Lub zapraszamy do zakupów w naszym sklepie