Maria Ejsmont o sprawie rosyjskiego aktywisty Jegorowa

UPD: Wiaczesław Jegorow został skazany na 1 rok i 3 miesiące w kolonii ogólnego reżimu.

Kiedy trzy i pół roku temu zdałam egzamin adwokacki, mój stary dobry przyjaciel Sława Jegorow z Kołomny jako jeden z pierwszych pogratulował mi. “Mashenka, jesteś świetna, gratuluję i bardzo się cieszę, że jesteś teraz prawnikiem, chociaż na pewno nie będę tego potrzebować…”

Oryginalny tekst

Od tego dnia minęły dwa miesiące. Siedziałem w samolocie i słuchałem, że trzeba ustawić fotel w pozycji pionowej i zapiąć pasy, samolot kierował na pas startowy i kilka sekund przed przełączeniem telefonu w tryb samolotowy otrzymałam telefon. “Hej. Coś się stało. Zostałem zatrzymany”.

Sława nigdy nie wpadał w panikę. Ton był bardziej przepraszający. Kiedy zrozpaczona oznajmiłam, że właśnie startuję, zapewnił mnie: „No dobrze, coś wymyślimy, jak dolecisz, to zadzwoń”. Tego dnia został przyjęty do szpitala z nadciśnieniem, przez kilka dni przebywał na oddziale intensywnej terapii (przy przyjęciu na izbę przyjęć policjanci dyżurowali, sprawdzając, czy jego ciśnienie jest prawdziwe czy symuluje), więc miałam czas wrócić i uczestniczyć w procesie.

To był niezwykły proces administracyjny. Oznacza to, że protokół jest standardowy, pozornie podobny do setek innych podobnych: „zorganizował wiec bez uprzedzenia, zamieszczając artykuł w Internecie”. Różnica polegała na tym, że w tym samym artykule o pretensjonalnym tytule „Plan X” nie było ani słowa o wiecu. Nie było żadnych informacji o jakimkolwiek przyszłym publicznym wydarzeniu, nie było nawet wzmianki, że 7 lipca 2018 roku, gdziekolwiek, można by to nazwać wiecem. W ogóle nie było ani słowa o 7 lipca. Był to długi tekst analityczny na temat wyboru gubernatora obwodu moskiewskiego.

7 lipca 2018 r. na przejściu dla pieszych przy wsi Pierwomajskij, w miejscu dawnych gwałtownych protestów okolicznych mieszkańców przeciwko wywozowi śmieci na składowisko Wołowiczów, było cicho, zgromadziło się tam kilka osób dyżurnych, które liczyły ile samochodów udaje się na wysypisko śmieci (było to porozumienie grupy inicjatywnej z władzami lokalnymi: nie więcej niż 25 samochodów dziennie). I ci dyżurni widzieli, jak trzech dziwnych, nikomu nieznanych młodych mężczyzn, z butelką wódki, przyjechało na miejsce i zaczęli pytać, jak zatrzymać samochody, potem zaczęli rzucać się pod śmieciarki, a kiedy zobaczyli radiowóz, poszli i wsiedli do niego. Następnie dla każdego z nich sporządzono protokół nieposłuszeństwa wobec funkcjonariuszy policji, każdy został ukarany grzywną i pomimo licznych przypadków palenia w niewłaściwych miejscach, prowadzenia samochodu bez prawa do kierowania, a nawet przeszłych spraw karnych, otrzymali najniższą grzywnę – 500 rubli każdy (ok. 25 zł). I wszyscy napisali wyjaśnienie, że zostali zmuszeni do nielegalnych działań artykułem Sławy Jegorowa „Plan X” (więcej szczegółów tu).

Ta sprawa administracyjna była trzecim epizodem w sprawie karnej, zgodnie z którą sędzia Galina Makarowa ogłosi dziś w Kołomnie wyrok.

Sława był pierwszym, który po dwuletniej przerwie został oskarżony zgodnie z „dadińskim” artykułem. Tylko że Dadin został skazany na prawdziwy wyrok, był torturowany w kolonii, i wtedy wybuchł straszny skandal. Następnie został przeniesiony do innej kolonii, po czym Sąd Konstytucyjny wydał długą i kontrowersyjną uchwałę 2-P z dnia 10 lutego 2017 r., w której nie uznając normy za niekonstytucyjną, żądał jednak, aby organy ścigania koniecznie rozważyli kwestię nie tylko powtarzających się naruszeń ustalonego porządku organizowania imprez publicznych, ale także powodowania przez oskarżonego szkody dla zdrowia mienia i porządku publicznego lub stwarzania realnego zagrożenia taką szkodą.

Dadin został zwolniony. Przeprosili go i wypłacili odszkodowanie, choć formalnym powodem zakończenia sprawy nie był brak szkody (czego oczywiście nie było). Optymiści się cieszyli: uchwała Trybunału Konstytucyjnego postawiła barierę nie do pokonania na drodze do stosowania tej represyjnej normy. Artykuł 212.1 nazywali „śpiącym”. Muszę wyznać, też powtarzałam za bardziej doświadczonymi kolegami, że „nie pójdą przeciwko Trybunałowi Konstytucyjnemu”.

Oczywiście myliliśmy się. Poszli. I do dziś przeszliśmy dość długą drogę i oczywiście nie zamierzają się zatrzymać.

Pierwsi inicjatorzy zawsze mają trudności. Nie ma ustalonej praktyki, wszystko musisz robić sam. W październiku 2018 r. weszło w życie orzeczenie sądu uznające Jegorowa za winnego w związku z epizodem z artykułem „Plan X”, a już 5 listopada 2018 r. funkcjonariusz policji Koszkin zgłasza się do miejskiego szefa MSW Kołomienskiego. W tej chwili Jegorow ma już trzy sprawy administracyjne na 20.2 Kodeksu Administracyjnego, co oznacza, że ​​nadszedł czas, aby wszcząć sprawę karną.

„W związku z powyższym działania Jegorowa noszą znamiona przestępstwa z art. 212 § 1 Kodeksu Karnego ”. – pisze Koskin. Tydzień później z Głównej Dyrekcji Śledczej Komitetu Śledczego Regionu Moskiewskiego Ministerstwo Spraw Wewnętrznych otrzymało odpowiedź: materiał na temat Jegorowa „zwracany jest w celu usunięcia przeszkód do rozpatrzenia”. Komitet Śledczy wskazuje, że odpowiedzialność karna na podstawie 212.1 następuje po popełnieniu czwartego przestępstwa, a Jegorow ma tylko trzy z nich. To nie wystarczy.

Lokalne życie publiczne dość szybko przedstawiło przyczynę czwartego przestępstwa siłom bezpieczeństwa: 13 grudnia 2018 r. ojciec i syn Gudkowowie mieli być sądzeni przed sądem kołomńskim, również rzekomo za zorganizowanie wiecu, na który zostali wysłani. przedstawione z nagraniem wideo z udziałem mieszkańców. Dmitrij Gudkow i Giennadij Gudkow są ogólnie znanymi ludźmi w Rosji, aw szczególności w Kołomnie, i było oczywiste, że ludzie przyjdą na ich proces. Wszyscy pisali posty o nadchodzącym procesie, w tym Jegorow.

Kiedy jednak 13 grudnia do sądu zaczęli przychodzić słuchacze, komornicy po prostu ich nie wpuścili: sala wybrana do rozpatrzenia spraw Gudkovów mogła pomieścić, według różnych źródeł, od 6 do 10 osób, w tym oskarżonych i ich obrońców. Ale ludzi nie wpuszczano nie tylko na salę, nie wpuszczano ich do gmachu sądu, a oni – według ówczesnych raportów policjantów około 40-70 osób – stali przed wejściem do sądu, rozmawiając między sobą i czekając na decyzję. Sami policjanci później występowali jako świadkowie w procesie w sprawie karnej przeciw Sławy. Reszta była kwestią techniki: dwaj dziwni młodzi mężczyźni, których nikt nie widział ani przed, ani później, przybyli na dwór, stanęli między ludźmi i kilkakrotnie głośno krzyczeli: „Wolność dla Gudkowów!” co dało policji powód do uznania go za niedozwolony wiec, a do zatrzymania: dwóch krzyczących i…. Sławy Jegorowa. Ci, którzy krzyczeli, przyznali się do winy i otrzymali – jak zapewne już zgadliście – grzywnę poniżej dolnej granicy, a Sława otrzymał ten upragniony czwarty epizod.

Z drugiej strony to zaszczyt być pierwszym. Sprawa przeciwko Sławie 25 stycznia 2019 r. została wszczęta osobiście przez głównego śledczego obwodu moskiewskiego. Tak, tak, decyzję o ściganiu bez użycia przemocy, niezgrupowego przestępstwa o średniej wadze wobec wcześniej nieskazanego mieszkańca małego miasteczka pod Moskwą osobiście podpisał generał broni. Zapewne za odwagę podwładnych.

31 stycznia Sława został zatrzymany, w tym samym czasie przeprowadzono rewizje pod 15 adresami w Kołomnie u najaktywniejszych obrońców miasta przed śmieciami (tak, nikogo nie zaskoczysz przeszukaniami świadków, ale dla Kołomny w styczniu 2019 r. wciąż trochę szokował: o 6 rano, z zajęciem całego sprzętu biurowego i telefonów, z pójściem po wyjaśnienia do FSB i wezwaniem na przesłuchanie do śledczego w Moskwie).

Już na pierwszym przesłuchaniu Sława zapowiedział prześladowania polityczne, opowiedział o obietnicach szefa policji w Kołomnie, że wsadzi go na „treszeczki” (trzy lata), a jako dowód dołączył jego wywiady, w których mówił o tych groźbach jeszcze przed jakąkolwiek sprawą karną.

Sprawa ciągnęła się długo, burzliwa działalność śledztwa w pierwszych dniach i tygodniach ustąpiła miejsca wielomiesięcznej przerwie, raz nawet zawieszono sprawę, Sława odsiedział sześć miesięcy w areszcie domowym, kolejne sześć pod zakaz pewnych działań, wśród których oczywiście był zakaz publikowania czegokolwiek w Internecie, następnie otrzymał deklarację, że nie wyjeżdża z miasta.

W marcu 2021 r. sprawa, dawno wycofana z Państwowego Departamentu Śledczego w Kołomnie, trafiła do sądu i została rozpatrywana za bez prasy i bez świadków (bo COVID). A w debacie prokurator poprosił o 3 lata. Trzy lata realnego więzienia w kolonii ogólnego reżimu. Prokurator odczytał z całą powagą, że spotkania obywateli pod sądem 13 grudnia 2018 r., czyli około 50 osób stojących na deptaku i rozmawiających ze sobą, było nieuprawnionym wiecem, który „stracił swoją pokójową postać.”

Werdykt zostanie ogłoszony dzisiaj o godzinie 14.

Jeśli podoba ci się to, co robimy możesz wspomóc naszą działalność
Wesprzyj nas
Lub zapraszamy do zakupów w naszym sklepie