Czego mają dość Chodorkowski i Otwarta Rosja?

Na niedawnej konferencji Otwartej Rosji w Talinie miały w istocie miejsce dwa wydarzenia: Michaił Chodorkowski zrezygnował z funkcji lidera ruchu i wyjaśniono, co jest sensem akcji “Mam dość!”, która trwa w Internecie już od kilku tygodni.

Pierwsze z tych wydarzeń można nazwać znaczącym: Michaił Chodorkowski bardzo wyraźnie i jasno dał wszystkim do zrozumienia, że nie ma ambicji, by być politycznym przywódcą, a w ruch angażuje się rzeczywiście po to, aby doprowadzić do zmian w kraju, a nie w celu realizacji własnych ambicji. Jego odejście nie jest jak odejście Jawlińskiego z funkcji przewodniczącego partii Jabłoko, które polegało na tym, że jego cień dalej unosi się nad każdym partyjnym zjazdem i każda wypowiedź i głosowanie są przez niego dyskretnie modelowane. Z całą pewnością nie jest to też manewr à la roszada stanowisk między Putinem a Miedwiediewem. Rok temu Chodorkowski spuścił projekt masowego ruchu na wodę, potem sprawdził, czy jest solidny, „zwabił” na burtę grupę aktywistów z różnych regionów, wyskoczył na brzeg i pożyczył im szczęśliwej drogi. Pytanie tkwi teraz tylko w tym, czy statek popłynie dalej, czy zatonie. Jeśli zatonie, okaże się, że rację mieli prawicowi konserwatyści i pesymiści, którzy uważają, że w Rosji nie da się osiągnąć sukcesu politycznego bez modelu wodzowskiego i dlatego nawet liberalni liderzy odtwarzają w swoich organizacjach autorytarne struktury. A jeśli popłynie, to na naszych oczach objawi się nowa Rosja. Rosja wolna od „silnej ręki” i wodzowskich ambicji. Rosja, w której możliwe jest życie po prezydenturze i przewodniczeniu partii. I już dla tego samego warto było budować ten ruch.

Co do ujawnienia sensu akcji „Mam dość!”, to akcja ta pokazuje nam tak lub inaczej, w jaki sposób ruch zamierza działać i pozycjonować się w najbliższej przyszłości. Trzy tygodnie przygotowań pokazały, że członkowie ruchu dobrze radzą sobie z tą kampanią. Jej promocja przebiega sprawnie i skutecznie. Zawarty w niej element zagadki, wybrane środki techniczne, możliwość „zagrania” portretami tych, którzy ludziom zbrzydli – wszystko to dobrze mobilizuje internetową publiczność i angażuję ją do pewnej gry. Sens akcji, ujawniony podczas zjazdu w Talinie, pokazuje, że Otwarta Rosja testuje nowe formy aktywizmu i akcjonizmu, co samo w sobie jest pozytywne. Pikiety, petycje i pochody z balonikami wszystkim się już znudziły. Skuteczność takiego działania jest wątpliwa. Na tak zwane „niesankcjonowane” akcje lub akcje bezpośredniego działania decydują się tylko ci, którzy są naprawdę zdesperowani. Zewnętrznie zawoalowane „niesankcjonowane” akcje”, w których uczestnik czuje, że ma słuszność i wierzy w pokojowe zamiary otaczających go ludzi (a więc może potem sobie z czystym sumieniem powiedzieć, że ma rację, a ci, którzy go zatrzymali – nie) stają się modne i w tym samym kierunku zmierza działalność Otwartej Rosji. Ale tak naprawdę nie to jest najważniejsze. Główne pytanie brzmi ciągle: po co? Jaki jest sens akcji „Zbrzydło mi!”?

Rosyjskie społeczeństwo jest dziś anemiczne i głęboko apatyczne. Internetowy flashmob pod hasłem „Mam dość!” i związana z nim akcja „w realu” nie zmuszą raczej Rosjan, by zmienili coś w swoim generalnym stosunku do polityki i możliwości stawiania oporu władzy. Raczej znowu spojrzą na to wszystko z niechęcią i będą dalej ciągnąć swój kierat. Tak jak człowiekowi cierpiącemu na depresję, tak i rosyjskiemu społeczeństwu potrzebne są środki, które dadzą mu nadzieję na poprawę jakości ich życia w niedalekiej perspektywie i dostarczą mu sił, aby do tej poprawy dojść. Jak osobę ciężko chorą nasze społeczeństwo trzeba prowadzić ku nadziei na lepszą przyszłość pomału, dopingując je, chwaląc i karmiąc antydepresantami. Akcja „Mam dość!” raczej nie stanie się takim środkiem, a nawet może wywołać skutek przeciwny.

Dopóki młodzi działacze Otwartej Rosji nie zrozumieją, że muszą podchodzić do Rosjan jak taktowni psychoterapeuci, ich ruch nie wyjdzie poza ramy wąskiej grupy stałych uczestników akcji protestacyjnych.