Koń trojański Rosji. Jak Kreml wykorzystuje sentymenty biznesu w negocjacjach z UE

Fundamentem polityki Zachodu wobec Rosji pozostaje brak zaufania i chęć zakończenia konfliktu bez kapitulacji. Z drugiej strony Rosja w opinii zachodniej jest wspaniałym partnerem handlowym, więc biznes czeka już  na powrót do “business as usual”.

Obowiązujący od 2014 roku mechanizm sankcji i kontrsankcji w teorii realizuje założenia polityki UE, ale to ślepa uliczka. Nie zgadzamy się z polityką Kremla, wobec czego nakładamy sankcję. Sankcje nie są skuteczne, co wynika z wad samego mechanizmu i pewnych oczywistych nieszczelności. W efekcie sankcje zmiany nie przynoszą, z czasem zaczynają męczyć nie tylko sankcjonowanego, ale i sankcjonujących.

Tworzy to podatny grunt w UE do coraz głośniejszego mówienia o ustępstwach. Głosy te są najbardziej słyszalne ze strony środowisk biznesowych, które nie mogą doczekać się powrotu na rosyjski rynek. Konsensus trudno jest utrzymać również na poziomie politycznym, gdyż Zachód już dawno nie jest podmiotem politycznym i mocno się podzielił.

Zdrada Zachodu przyszła z zachodu

Politycy UE przez długi czas zachowywali jedność względem Rosji. Swoista zdrada przyszła niespodziewanie zza oceanu, gdy fotel prezydenta USA zajął Donald Trump i zaczął przebudowywać amerykańską politykę. Awanturnictwo Trumpa nie mogło znaleźć uznania w Unii Europejskiej.

Obecnie dzięki swoim działaniom Donald Trump zrujnował wizerunek USA w oczach przeciętnego Niemca czy Francuza. Badania opublikowane w Munich Security Report 2019 wskazują, że w Niemczech zaufanie w kontekście decyzji politycznych do Władimira Putina deklaruje 35% respondentów, a we Francji 20%. Równocześnie zaufanie do Donalda Trumpa wyniosło w Niemczech 10%, a we Francji 9%.

Przy tak dużej niechęci trudno oczekiwać, że Niemcy czy Francuzi będą realizować zalecenia Trumpa w kontekście na przykład projektu Nord Stream 2. Można wręcz oczekiwać, że jeżeli amerykański prezydent będzie lobbował na rzecz jakiegoś rozwiązania, to ono automatycznie będzie traciło poparcie w krajach starej UE. Podobnie tracić będą sympatycy Trumpa w Europie, na przykład Polacy.

Rosja to ogromny rynek zbytu

Zachód patrząc na Rosję patrzy nie tylko przez pryzmat pokoju czy stabilności w regionie, ale również przez pryzmat handlu.

W rozmowach z producentami i przedstawicielami firm handlowych Rosja jawi się przede wszystkim jako wielki rynek zbytu, ze słabą konkurencją wewnętrzną. Dzięki ogromnym rezerwom walutowym jest to kraj stabilny w skali makroekonomicznej.

Przekrój rosyjskiego społeczeństwa powoduje, że rynek znajdą tam producenci dóbr konsumenckich od najtańszych do luksusowych. Natomiast dla produktów wysoko przetworzonych Rosja właściwie nie posiada własnej konkurencji, więc wszystko musi importować.

To sprawia, zwłaszcza biorąc pod uwagę słabnącą koniunkturę gospodarczą w Europie, w tym w Niemczech, że sankcje mające charakter przede wszystkim gospodarczy, są uznawane za ograniczenie dla rozwoju europejskich firm.

Sankcje nałożone przez Rosję na UE są o tyle uciążliwe dla relacji gospodarczych z całym obszarem poradzieckim, że FR zamknęła również możliwość tranzytu produktów sankcjonowanych przez swoje terytorium. W efekcie dostęp do rynków takich jak Kazachstan czy Uzbekistan jest znacznie utrudniony. To również odbija się negatywnie na poszukiwaniu nowych rynków zbytu dla europejskich produktów.

Kto traci na sankcjach?

Strona rosyjska doskonale rozumie ten mechanizm, stąd stara się pokazać, że na jej gospodarkę sankcje zachodniej nie wpływają, a jeżeli już to pozytywnie. Zdaniem Władimira Putina Unia Europejska ponosi znacznie większe straty w wyniku wzajemnych sankcji niż Rosja.

W przekazie wewnętrznym zaś stara się przekonywać Rosjan, że dzięki sankcjom zyskują lokalni producenci, przede wszystkim żywności. Stąd też niemal ceremonialne akcje rozjeżdżania przemycanych na terytorium Rosji serów czy jabłek, które mogłyby konkurować z rodzimą produkcją.

Z kolei Bloomberg twierdzi, że od 2014 roku Rosja straciła przez sankcje 6% swojego PKB. Rosjanie mogą zapewniać, że mimo sankcji ich gospodarka ma się wspaniale, ale skupianie się na takich komunikatach, także w europejskiej przestrzeni informacyjnej, służy narracji rosyjskiej. Pokazuje bowiem, że celem sankcji jest osłabienie rosyjskiej gospodarki co nie jest prawdą.

Należy pamiętać, że sankcje są jedynie środkiem do osiągnięcia celu – zwrócenia Ukrainie Krymu i zaprzestania wspierania separatystów na wschodzie tego kraju. Patrząc na sankcje z tej perspektywy należy jednak przyznać, że nie przynoszą one skutku.

Ubogi partner, a nie lider

Europejskiemu biznesowi brakuje dostępu do rosyjskiego rynku. Zwłaszcza w sytuacji, gdy zakłady produkujące na wschód z dnia na dzień niemal straciły całość zamówień z rynku rosyjskiego. Tego typu sytuacje miały miejsce również w Polsce.

Rosja nie jest jednak w postrzeganiu ekonomicznym widziana jako równorzędny partner dla zachodniego biznesu. Rolą rosyjskiej gospodarki ma być raczej produkcja surowców i towarów nisko przetworzonych a w odpowiedzi chłonięcie produktów zachodnich.

To powoduje, że biznes po stronie zachodniej właściwie nie widzi przeciwwskazań dla odmrożenia współpracy. Nie ma ryzyka, że rynek unijny zaleją tanie towary rosyjskie, z którymi przyjdzie im konkurować. Przynajmniej poza sektorem energetycznym czy rolnictwem, które w UE są specjalnie regulowane i mocno chronione.

Rosyjska polityka zagraniczna w dłuższej perspektywie jest uzależniona od zniesienia sankcji. Przede wszystkim dlatego, że obecnie Rosja przesypia długi okres koniunktury gospodarczej, który przyszedł po kryzysie 2008 roku. Wzrost gospodarczy na poziomie 1% PKB powoduje, że w porównaniu z partnerami z zachodu ale również wschodu Rosjanie stanowić będą niedługo ubogiego kuzyna.

Osłabienie gospodarki powoduje również, że Rosja przestaje być atrakcyjnym partnerem dla państw poradzieckich a z pewnością przestaje być konkurentem dla Unii w kontekście wymarzonego rynku zbytu. W 2014 roku zdała sobie z tego sprawę Ukraina. Obecnie przy okazji wycieku planów integracji Rosji z Białorusią podniosły się głosy, że integracja ze wschodem ograniczy Białorusi szansę współpracy gospodarczej z UE.

Za droga solidarność

Zachód na płaszczyźnie gospodarczej nie obawia się Rosji, wręcz przeciwnie. To właśnie słabość Federacji Rosyjskiej, połączona z dużą dozą stabilności sprawia, że wielu przedsiębiorców stoi już w blokach startowych i czeka na zniesienie sankcji. Kreml również na to liczy, chociaż tworzy to ryzyko, że na rynek trafią unijne produkty, z którymi rosyjskiemu biznesowi ciężko będzie konkurować.

Unia Europejska powinna utrzymać jedność w kontekście swojej polityki wobec Rosji. Działania takie, jak ostatnie propozycje prezydenta Macrona, sugerujące de facto reset z Rosją, są nieakceptowalne, gdyż podkopują wspólną politykę i dają rosyjskiej stronie paliwo do przekonywania obywateli, że Zachód za chwilę się złamie.

Wbrew pozorom celem Unii Europejskiej nie jest zniszczenie Rosji, czy jej osłabienie, lecz przywrócenie sytuacji sprzed 2014 roku. Dla rosyjskich elit jest to jednak absolutnie wykluczone. To powoduje męczący impas i dlatego należy spodziewać się, że sankcje zostaną w końcu zniesione, a relacje UE-Rosja przejdą na poziom “business as usual”.

Bartosz Tesławski