Rosyjski dziennikarz pod lupą władz po kontakcie z mediami zagranicznymi

Czas czytania: 2 min

Sąd magistracki Kemerowa wydał ostrzeżenie dla dziennikarza Romana Janczenko za pracę dla polskiej firmy telewizyjnej Belsat TV bez akredytacji w MSZ jako korespondent zagraniczny. Informuje o tym „Nowaja gazeta”, powołując się na Centrum ochrony praw mediów.

Janczenko został zatrzymany podczas kręcenia pojedynczych pikiet dla Belsat TV i sporządzono protokół za wykonywanie czynności niezwiązanych z osiąganiem zysku bez specjalnego zezwolenia (część 1 art. 19.20 Kodeksu wykroczeń administracyjnych).

W protokole policja wskazała, że ​​Janczenko „przeprowadzał wywiady z uczestnikami pojedynczych pikiet, używając telefonu komórkowego i mikrofonu oznaczonego nazwą firmy telewizyjnej Belsat do filmowania, i miał otrzymać akredytację od rosyjskiego MSZ.

Jednak prawnicy twierdzą, że Janczenko ma obywatelstwo rosyjskie, co oznacza, że ​​nie musi on otrzymywać akredytacji w rosyjskim MSZ. „Zaskakujące jest to, że policja i sąd uważają, że dziennikarz potrzebuje licencji na pracę. Wystarczy spojrzeć na ustawodawstwo dotyczące działalności licencjonowanej, aby zobaczyć, że nie ma tam dziennikarstwa. Ustawa „O mediach” też tego nie wymaga ”, powiedziała Galina Arapowa, dyrektor i wiodący prawnik Centrum ochrony praw mediów.

Wcześniej już nie raz były starcia z podobnego powodu, chcemy tu przytoczyć przypadek, który miał miejsce w 2016 roku, od tej pory nic się nie zmieniło.

Dziennikarz Daniił Aleksandrow, który na prośbę „Meduzy” przygotowywał raport na temat śmierci dzieci nad jeziorem Siamozero, został oskarżony o pracę „bez licencji”, został zatrzymany w Karelii przy wyjściu z administracji wiejskiej, gdzie rozmawiał z szefem osady.

Policjanci podeszli do nich i zagrozili, że zajmą cały sprzęt lub podpiszą protokół o przestępstwie administracyjnym. Dziennikarz wybrał drugą opcję.

„Zasugerowano mi, że jeśli będą do mnie jakieś pytania, może być konieczne usunięcie dowodów„ działalności dziennikarskiej” (czyli sprzętu). Głupio było temu zaprzeczać, tym bardziej, że szef osiedla zeznawał przede mną i powiedział mi, że przedstawiłem się jako dziennikarz, nazwał publikację, że wszystko nagrałem na dyktafonie i zrobiłem zdjęcie ”, – powiedział Aleksandrow. Według Aleksandrowa policjanci nalegali, że „Meduza” jest publikacją zagraniczną, dlatego powinna być akredytowana przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Jeśli podoba ci się to, co robimy możesz wspomóc naszą działalność
Wesprzyj nas