“Wyprasowane” zeznania. W Saratowie policja torturowała zatrzymanego żelazkiem

W Saratowie czterech policjantów stało przed sądem  pod zarzutem torturowania zatrzymanego. Według śledztwa, trzech funkcjonariuszy policji, na polecenie swojego bezpośredniego przełożonego, “wybiło” z zatrzymanego zeznania, domagając się przyznania się do kradzieży. Po tym, jak podejrzany nie przyznał się do winy, policjanci położyli go na podłodze, naciskali z góry krzesłem, ściągnęli mu spodnie i kilkakrotnie “wyprasowali” jego pośladki żelazkiem.

Ponad rok temu, 24 września o godzinie 23:00, gdy 32-letni Jarosław Iwanow razem z współlokatorką położyli się już spać, kiedy raptem usłyszeli pukanie do drzwi. Później kobieta miała powiedzieć: „Pukanie było tak głośne — wydawało mi się, że drzwi zostaną wyważone”. Na klatce schodowej było dwóch policjantów. Zapytali, czy mogą porozmawiać.

Jarosław wyszedł do nich na klatkę schodową. Poproszono go, aby udał się z nimi na posterunek policji, aby tam porozmawiać. Czego miała dotyczyć rozmowa — obiecali opowiedzieć po drodze.

— Przybycie policji wcale mnie nie przestraszyło — mówi Iwanow. — Nigdy w życiu nie bałem się policji. Pochodzę z Sołniecznego (dzielnica na obrzeżach Saratowa). Tam bez przerwy policjanci przychodzili w nocy. Ich wzywano do hałasujących lub do narkomanów, oni szukali świadków. Dlatego tym razem się nie bałem. Są organami ścigania, ich zadaniem jest ochrona. W dzień i w nocy.

Jak opowiada Iwanow, w dordze policjanci ostrzegli go, że z posterunku jedzie się do domu lub do aresztu śledczego.

— Na moje pytanie dlaczego odpowiedzieli:

„Wszystko zależy od tego, jaką prawdę powiesz”

— wspomina Jarosław. — Zanim wsiedliśmy do samochodu, zapytano mnie: lubisz saunę? Bo jeden z tych, z którym byłeś ostatnio w saunie, złożył przeciwko tobie zawiadomienie. Nie powiedziano mi ani słowa o pieniądzach.

O tym, że zawiadomienie zostało złożone przez jego kolegę, Andrieja Makarowa, Iwanow dowiedział się już w samochodzie. Makarow miał oskarżyć Iwanowa o kradzież 140 tysięcy rubli (około 7 tys. zł) jesienią 2018 roku, rok przed opisanymi wydarzeniami.

Dziwna kradzież

Iwanow miał poznać Makarowa w 2006 roku. Często pracowali razem — układali płytki na “daczach”, wywozili z działek śmieci. Byli przyjaciółmi. Czasami chodzili razem do sauny i przy okazji pili alkohol. Na początku września 2019 roku Makarow zaprosił kolegę i jego rodziców na rozmowę. Makarow filmował całe to spotkanie na telefon. Nie poinformował gości, że nagrywa.

— To wideo znajduje się w materiałach sprawy — mówi Aleksiej Parchomenko, prawnik, który współpracuje z organizacją praw człowieka „Strefa Prawa” reprezentując Iwanowa w sądzie. — Widać, że Makarow czynnie atakuje mojego klienta: okradłeś mnie, ale jak mogłeś! Natychmiast oddaj mi te pieniądze! Iwanow odpowiada z powściągliwością: „Jak mogę je zwrócić, skoro nic od ciebie nie brałem?”. Jakoś próbuje wygładzić konflikt. Przecież wcześniej byli przyjaciółmi. Potem mówi: cóż, jeśli myślisz, że coś wziąłem, pozwól mi odpracować te pieniądze. Ale jednocześnie zaprzecza, jakoby wziął pieniądze od Makarowa.

Ojciec i matka oskarżonego, którzy byli z synem na tym samym spotkaniu, mówią, że Makarow powiedział: albo ich syn zwróci mu pieniądze, albo jego znajomi policjanci “wybiją” z niego zeznania. Ponadto matka Iwanowa twierdzi, że kwota, której Makarow zażądał od syna, zmieniała się kilkakrotnie w trakcie rozmowy — z 70 do 120 tys rubli (około 3 500—7 000 zł).

Od tej rozmowy minęły trzy tygodnie. 24 września 2019 roku Makarow zwrócił się do policji.

Tortury

Iwanow został przywieziony do posterunku policyjnego bliżej północy. Jak się później okazało, przyporwadzić go miał Aleksiej In, naczelnik wydziału kryminalnego. Zabrali go do biura na piątym piętrze budynku. Siedziało tam trzech policjantów. Jak powiedział później Iwanow, przy stole na lewo od wejścia „w krótkich spodenkach i koszulce siedział mężczyzna nazywający się Roman, popijał piwo”. To był Roman Bozrikow. Kapitan Aleksiej Stulin z wydziału siedział tuż przy stole. A na prawo od wejścia był Roman Krasniuk.

Zatrzymany podał swoje dane osobowe. Następnie Roman Bozrikow uderzył Jarosława Iwanowa w czoło. Bozrikow miał odpowiedzieć: „Rozgrzejmy się”.

Iwanow początkowo miał być pobity przez trzech z nich — Bozrikowa, Stulina i Krasniuka. Kazali mu usiąść na krześle, ale w ostatniej chwili wyciągnęli spod niego krzesło. Zmusili do przysiadów i wyciągnięcia ramion. Dwóch biło, a jeden trzymał w rękach jego koszulę, żeby się nie wyrwał.

Następnie do pokoju wszedł Aleksiej In i zapytał zatrzymanego, czy przyznaje się do popełnienia przestępstwa. Po odpowiedzi przeczącej nakazał dalej „porozumiewać się” i opuścił pomieszczenie.

Trzech policjantów dalej kpiło i domagało się przyznania się do kradzieży. Następnie In ponownie wszedł do pokoju i powiedział, że Makarow czeka na korytarzu, chce porozmawiać z zatrzymanym. Makarow i Iwanow poszli do innego pokoju, gdzie Makarow ponownie zażądał, aby jego były przyjaciel przyznał się, że ukradł mu pieniądze. Odmówił, a dziesięć minut później Iwanow wrócił do pokoju z policjantami. Po chwili In przyszedł tam ponownie i powiedział, że policjanci mają dziesięć minut na „dociśnięcie”, po czym wyszedł.

Jak wspomina zatrzymany, Bozrikow kilka razy uderzył go w twarz, powtarzając, że jeśli się nie przyzna, „w ogóle zostanie tu zabity”.

Następnie Jarosław został rzucony na podłogę, odwrócony twarzą do podłogi, a na plecy mu ustawiono krzesło. Kapitan Stulin poszedł do swojego biura po ręcznik, a Krasniuk wyjął z szafy białe żelazko „z zielono-niebieskimi wstawkami”. „Podłączył żelazko do gniazdka znajdującego się po prawej od wejścia do biura”. Stulin i Bozrikow, jak wspomina zatrzymany, ściągnęli mu spodnie. Ktoś rzucił z góry mokry ręcznik. W tym momencie do biura wszedł In i po prostu stał i obserwował, co się dzieje.

Stulin położył żelazko na ręcznik, leżący na pośladkach zatrzymanego. Bozrikow odepchnął go na bok i sam wziął żelazko, przycisnął do ręcznika i dwukrotnie wcisnął przycisk pary. Jarosław krzyknął. Bozrikow uderzył go kilka razy w głowę i powiedział, żeby nie krzyczał. W tym czasie Stulin trzymał ręce, a Krasniuk trzymał nogi zatrzymanego. Bozrikow podniósł żelazko i ponownie przycisnął do pośladków przez ręcznik,  wcisnął przycisk pary. Mimo tortur i poniżenia zatrzymany ponownie odmówił przyznania się do winy za przestępstwo, którego nie popełnił. Ale potem usłyszał, jak funkcjonariusze rozmawiają o tym, że pora wziąć lutownicę, przestraszył się i powiedział, że przyznaje się do wszystkiego.

O trzeciej nad ranem policja zabrała go do śledczej Moczałkiny. Był też prawnik wyznaczony przez Kuleszowa. Nagrywali wideo. Mężczyzna wspomina — ​​ponownie powiedział, że nie okradł Makarowa, a zaledwie kilka minut temu był torturowany przez funkcjonariuszy policji. Krasniuk, podsłuchując rozmowę pod drzwiami, wezwał Ina do swojego biura, który według Iwanowa poprosił „dziewczyn” wyjść z biura i usunął coś z pendrive’a.

 

Zmyślone przestępstwo?

Cała czwórka policjantów, którzy brali udział w przesłuchaniu Jarosława Iwanowa, nie przyznaje się do winy. Z zeznań Aleksieja Stulina wynika, że ​​prawie całą noc spał w innym pokoju. Miał zobaczyć Iwanowa tylko wtedy, gdy go przywieźli, a potem poszedł spać. Roman Borzikow twierdzi, że po przeszukaniu domu Iwanowów przeszedł badanie lekarskie, które nie wykazało alkoholu we krwi. A to oznacza, że ​​nie mógł pić piwa w miejscu pracy, jak mówi zatrzymany w swoim zeznaniu. Aleksiej In twierdzi, że podczas przeszukania, kiedy on, zatrzymany i jego ojciec weszli na drugie piętro, za zgodą właściciela domu, udał się do toalety, pozostawiając samych ojca i syna.

Wszyscy czterej uważają, że Jarosław próbuje ich oczerniać, aby uniknąć kary za kradzież — w końcu jest to przestępstwo.

„Teraz próbują udowodnić, że doszło do kradzieży” — mówi Parkhomenko. — „Bo wtedy są podstawy do ścigania mojego klienta, by uniknąć odpowiedzialności karnej. Ale w rzeczywistości fakt, czy doszło do kradzieży, czy nie, w ogóle nie wpływa na nic: zdecydowanie nie można nikogo torturować z pomocą żelazka”.

 

Tortury codziennością policji

To nie pierwszy raz, kiedy funkcjonariusze organów ścigania przekroczyli swoje uprawnienia. Podobna historia wydarzyła się w Wolsku (obwód saratowski). Tam 26 września 2019 roku nocą dwóch policjantów zatrzymało 41-letniego mężczyznę za przebywanie w miejscu publicznym pod wpływem alkoholu. Z śledztwa wynika, że ​​wkrótce doszło do konfliktu między funkcjonariuszami organów ścigania a zatrzymanym.

Następnie zabrali mężczyznę w okolice cmentarza, gdzie został dotkliwie pobity. Policjanci uciekli, a ciało zostało znalezione rano przez przechodniów

„Boję się teraz chodzić po ulicach. On nie chce siedzieć w więzieniu, ale ja chcę, żeby mój syn żył”

— powiedziała podczas sądowej rozprawy matka zamordowanejgo Ludmiła Małyzewa.

Wcześniej w Woroneżu wydarzył się skandaliczny incydent. Tam w maju 2018 roku młodzi ludzie zostali wezwani na komisariat policji, gdzie mieli zeznawać w sprawie kradzieży telefonu na imprezie. Jednak zatrzymani zostali zamknięci w pokoju, na ich głowy założono plastikowe torby, do których wlewano amoniak. Podczas tortur młodzi ludzie byli zmuszani do przyznania się.

Wówczas Sąd Okręgowy w Woroneżu skazał dwóch policjantów — jako winnych nadużycia funkcji z użyciem przemocy i specjalnego sprzętu.

Jeśli podoba ci się to, co robimy możesz wspomóc naszą działalność
Wesprzyj nas