Piotr Mamonow. Pamięci bohatera

– Czy wiecie, że Mamonow ściga swoją żonę z siekierą u siebie w Wierieje? – mówili z uśmiechem jakieś piętnaście lat temu koledzy filmowcy. Był to czas, kiedy Piotr Nikołajewicz nagle z marginalnego muzyka i aktora-amatora stał się gwiazdą na skalę ogólnorosyjską. Film „Wyspa” sprawił, że ​​wszyscy zwrócili uwagę na Mamonowa i uczyniły go jedną z najczęściej komentowanych postaci w świecie kina. Niewiele wtedy o nim wiedziałem, ale od razu zdałem sobie sprawę, że Mamonow był strasznie irytujący dla wszystkich. Był zbyt naturalny, zbyt prosty i dziki. Filmowcy uwielbiają to wszystko przedstawiać, grać, ale tak naprawdę doskonale wiedzą, że za każdym dzikim wybrykiem, niezwykłym wyglądem, ekstrawaganckim zachowaniem kryje się zabawa. I wszyscy rozumieją jej zasady. Mamonow nie rozumiał, więc go nie lubili i nie akceptowali, chociaż nie mogli go też zignorować.

Film „Wyspa”, który rozsławił Piotra Nikołajewicza, powstał w dziwnym czasie, gdy Rosja, szukając po omacku ​​względnej stabilności, wkroczyła w swoje dobrze odżywione lata istnienia, nagle mocno zastanowiła się nad sensem swojego istnienia, nad ideologią, o bohaterach. Nie rozmawiali o tym, nie dyskutowali, ale czuło się pragnienie odnalezienia postaci swojej epoki, dobrego człowieka, z którym można by się równać, którym chciało się się inspirować. Bandyci, których wielu tak lubiło, po prostu zeszli na dalszy plan. Wszyscy już zmęczeni Daniłą Bagrowym i Saszą Biełym. A potem nagle, znikąd, pojawia się film o dziwnym jurodiwym mnichu, ojcu Anatoliju i jego cudach. Ojciec Anatolij nie wygląda na świętego. To więcej niż wytrawny wieloletnim doświadczeniem alkoholik, który w pewnym momencie osiągnął oświecenie na dnie butelki. Mieszkając w Rosji, prawie każdy spotkał taką osobę. Nie lubią takich postaci, ale mają dla nich mimowolny szacunek, a nawet pewien rodzaj litości. Wygląda na to, że takie pijane typy są najbardziej uczciwe i szczere, wszyscy wiedzą, że wszystko oceniają głęboko i dokładnie. A bohater “Wyspy” jest właśnie taki – niegrzeczny, uczciwy, zrozumiały, ale wciąż święty. I to prawdziwy święty. W chwilach, kiedy modli się ojciec Anatolij w wykonaniu Mamonowa, kiedy jest udręczony, wierzysz mu. Oczywiście publiczność zakochała się w takiej osobie. Był bohaterem, na którego tak długo czekano.

Jednocześnie w dziwny sposób „Wyspa” była ideologiczną kontynuacją filmów gangsterskich, które wyszły z lat 90-tych. Nie bez powodu ojciec Anatolij dochodzi do świętości przez morderstwo, postępuje szorstko i ostro, a także otaczają go bohaterowie tych właśnie filmów. Wydaje się, że nikt nie pomyślał o tym, że opat klasztoru, w którym mieszka ojciec Anatolij, jest tym samym bratem-mordercą z filmu „Brat”, a skarbnikiem kanciastego i nieokrzesanego Kosmosu z „Brygady”. Mają trudną relację z Ojcem Anatolijem, ale w pełni go akceptują i wiedzą, że w przeciwieństwie do nich jest prawdziwym świętym.

To była dziwna przemiana, której doświadczyła Rosja w 2000 roku. Ze świata przestępczości, chaosu i niestabilności trafiła do przestrzeni, w której toczy się życie uporządkowane, na swój sposób piękne, ale wciąż niezrozumiałe. Jest zimno i wokół nie ma ludzi. Wyspa w filmie to Rosja, zamrożona i odseparowana od reszty świata. A najlepszą rzeczą na wyspie okazuje się być ojciec Anatolij, żywy i szczery.

Okazało się więc, że w połowie lat 2000 Piotr Nikołajewicz stał się nie tylko odnoszącym sukcesy aktorem, ale prawdziwym obliczem epoki, bohaterem narodowym. Rosja w tym czasie nie mogła mieć innego bohatera.

Reżyser Paweł Lungin , który kręcił Wyspę, bardzo dobrze to rozumiał. Za dużo zebrało się razem w Mamonowie. W takiej osobie widać było prawdziwy rosyjski charakter ze wszystkimi jego sprzecznościami. Muzyk, hipis, alkoholik, prawie otruty rozpuszczalnikiem, osoba szczerze religijna, w której może nagle obudzić się coś demonicznego, a nawet diabolicznego. Jako bohaterowie Dostojewskiego nosił w sobie dobro, ściśle splecione ze złem. Był zbyt niejednoznaczny i dlatego wydawał się tak autentyczny.

To właśnie z Lunginem Mamonow zagrał kolejną słynną rolę cara Iwana Groźnego. I tutaj okazał się zupełnym przeciwieństwem swojego bohatera z „Wyspy”, choć jeśli się nad tym zastanowić, był dokładnie taki sam – niegrzeczny, szczery, prawdziwy. W filmie „Car” z pomocą Mamonowa reżyser próbował pokazać, że w Rosji dobrzy i źli są zbyt połączeni. Potem stało się jasne, że Mamonow nie jest wielkim aktorem. Nigdy nie był wielkim aktorem, który wie, jak się zmieniać. We wszystkich swoich rolach Piotr Nikołajewicz mógł być tylko jedną osobą – sobą. W „Wyspie” wielu to zadziwiło. W „Carze” raczej przestraszyło i zirytowało. Prawie nikt nie lubił tego filmu.

Niemniej jednak po „Carze” stało się wreszcie jasne, że Mamonow jest fenomenem. W Rosji, gdzie wydawało się, że znaczące osobistości i autorytety moralne całkowicie zniknęły, stał się jednym i drugim. A osiadł w tak ważnym miejscu, wydawał się milczeć i zniknął z pola widzenia. Nie, Piotr Nikołajewicz nadal działał, śpiewał piosenki, produkował oryginalne przedstawienia, ale już nie deklarował się głośno, nie występował w rezonujących rolach, nie wyrażał opinii, które tak bardzo zszokowały wszystkich w 2007 roku, kiedy na ceremonii wręczenia nagród „Złoty Orzeł” zaczął potępiać władze rosyjskie i rozmawiać o losach kraju.

Moim zdaniem nie chodzi tu o Mamonowie. Był wielką osobowością i znaczącą kreatywną osobą, zarówno przed, jak i po głównych rolach w „Wyspie” i „Carze”. Problem w tym, że jego szczerość, naturalność i chamstwo, które wielu tam lubiło, zaczęły irytować. Rosja nie potrzebowała już prawdziwych bohaterów. Nie potrzebowała objawienia. Mamonowa zastąpiły anonimowe postaci bez twarzy i osobowości i pustka. A teraz żyjemy w wyjątkowych czasach, w których trudno być nie tylko osobą znaczącą, ale także po prostu osobą. Każda wzmianka o siebie może być niebezpieczna.

W takim czasie i w takiej atmosferze takie ludzie jak Piotr Nikołajewicz niestety nie mają miejsca. Wydaje mi się, że to nie koronawirus go zabił, ale niezdolność do życia i normalnego oddychania we współczesnej Rosji. Wraz z jego odejściem minął wreszcie czas prawdziwych bohaterów.

Ale jego twórczość pozostała z nami. Mamonow był prawdziwym człowiekiem orkiestrą. Komponował, grał roli, grał muzykę, kręcił filmy i sztuki teatralne, prowadził programy i pisał książki. Zostawił nam hojną pamięć o sobie. I miejmy nadzieję, że nadejdzie czas, kiedy znów będziemy potrzebować bohaterów. Wtedy będziemy mogli włączyć jeden z jego filmów, obejrzeć nagranie występu, posłuchać piosenki i przypomnieć sobie, jak to bywa, jakiego rodzaju osobą, której wszyscy tak bardzo potrzebujemy, może być.

Autor:
Władimir GROMOW

Piotr Mamonow

Więcej na temat:
Nie żyje wybitny rosyjski artysta Piotr Mamonow – freerussia.eu

Jeśli podoba ci się to, co robimy możesz wspomóc naszą działalność
Wesprzyj nas
Lub zapraszamy do zakupów w naszym sklepie